Ostrzeżenie: To post pełen sprzeczności, więc jeśli jesteś nastawiony na jednolitość lepiej nie czytaj.
Będę się spierać ze zdaniem "Jedzenie nie daje szczęścia". Daje, chwilowe. Bo nie jest się szczęśliwym, szczęśliwym można zaledwie być przez określoną ilość czasu. Będziesz szczęśliwy dopóki nie zdasz sobie sprawy jak to może wpłynąć. Dobra. O co chodzi. Jestem wesoła i pogrążona w smutku, mam dość ch*lernego zimna, które opanowało moje dłonie. Mam dość pi*przonej czekolady i mam dość bycia postrzeganą przez świat jako "grzeczna dziewczynka".
Bilans:
- truskawki i poziomki z jog. nat. - 100kcal
- kanapki z kremusiem (taka tam podróbka nutelli) - xxxkcal załóżmy 600kcal
Już nic nie znajdzie miejsca w moich ustach.
Ćwiczenia jak wczoraj. Ewentualnie jeszcze coś więcej na nogi.
Co jest ze mną nie tak? Jem i jest ok. Myślę sobie, patrz, jesz jak normalny człowiek. A za chwilę nachodzą mnie myśli, że przytyję, że muszę ćwiczyć żeby do spalić.
Spójrzmy prawdzie w twarz jestem szczęśliwa w smutku. Szczęśliwa bo tego chciałyście, i dlatego, że Wam dobrze idzie. Zapewne większość już osiągnęła cele i jest happy bo wakacje i super ciałko.
Kto kojarzy Smutnego Kwiatuszka? Miała cel. Przeszła na HSGD, ćwiczyła, osiągnęła cele i opuściła bloggera. Nie głodziła się, była (no nie zawsze) szczęśliwa i dalej (też nie zawsze) jest.
A prawda jest taka. Chcę jeść. Chcę zjeść wszstko co jadalne, co napotkam na swojej drodze. Ale nie mogę. Jem kremusia, bo mam 'ciemny' chleb, swoją drogą już nie mam ciemnego, jest tylko biały i już nie zjem kremusia. Nie zjem truskawek ze śmietaną, ale same będę wp*erdalać. Nie zjem lodów w jakieś kalorycznej polewie, ale zjem pół litrowego pudełka śmietankowej A_gidy (żeby nie robić reklamy xd)
W ciepłotę ciała nie pójdzie, tylko głupi organizm wszystko zmagazynuje. A proszę Cię bardzo głupie tłuste cielsko. Jak wrócę z
A takie photo walnę sobie nad morzem (23.07. prawdopodobnie będzie tam Wi-Fi, więc biorę laptopa). Co z tego, że będę na nim wyglądać jak hipopotam? Pamiątka po tłuszczu musi być. Żebym kiedyś (jak już będę jak dziewczyna z obrazka) patrzyła na siebie z obrzydzeniem i myślała "Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?"
Bardzo żałuję, że będę Was musiała opuścić już w sobotę, mam nadzieję, że przez dwa tygodnie o mnie nie zapomnicie, a kiedy wrócę z nadprogramowym tłuszczem i tak mnie zaakceptujecie.
Swoją drogą, nie wszystkim zostawiłam dziś komentarze, brat odłączył ruter i nie chciał mi laptop potem dobrze łączyć, więc dałam tylko +1 w google ;)


