Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ana. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 sierpnia 2014

Sprzeczności

Ohayo!

Piszę,chociaż miałam nie pisać. Dopóki moja waga nie osiągnęłaby 55kg, ale napisałam. Bo bez Was mi dziwnie. Nie tak. Nie mogę. A po za tym od 15.08. jem dziennie po ok. 800kcal. czasem więcej. A od powrotu moja waga stale stoi na 56,4kg. Cały czas. >800 kcal + brak ćwiczeń = umiarkowana waga. Jakim sposobem (?!) No dobra, to jest na plus dla mnie. Ale jak?! Jak do jasnej ch*lery? Jak? Dziś dołożę do tego pierwszy dzień wyzwań. Zaczynam je od początku. Ostatni raz.

~~ . ~~

Wycieczka. Emocje już osłabły. Z chęcią pokazałabym Wam zdjęcia (jeśli chcecie) w jakimś oddzielnym poście. (Albo założę Instagram, żeby pokazać Wam te zdjęcia)
Dzień 1.Najpierw pojechaliśmy na Słowację. Rozpadał się deszcz. (-_-") A potem jeździliśmy po jakiej drodze na której były same zakręty żeby dostać się do jakiejś jaskini. Pozytywne strony? Przejechaliśmy cały Słowacki Park Narodowy, przeszliśmy przez jaskinię lodową i przekroczyliśmy granicę. Poszukiwanie noclegu w Zakopanym skończyło się marznięciem w samochodzie do lekko po 20 aż wyjechaliśmy z obrzeży do wsi/miasta/cokolwiek-to-było obok gdzie znaleźliśmy pięcioosobowy pokoik. Wyskoczyliśmy do Zakopanego żeby kupić ciapy dla mamy (na pewno to jej wynagrodzi to, że nie była tu z nami). Chrzestna przegoniła nas przez całe Krupówki w tempie 'szybciej, nie ma czasu' a potem stała 20min. przy stoisku z oscypkami. Potem poszliśmy przed kino (7D). Poczytaliśmy oferty.
- Na co byś poszedł tatuś? - Hana
- No nie wiem. A co byś chciała? - Tata jak zawsze "Żeby Wam się podobało. Ja się dostosuję". Wtedy ja zazwyczaj włączam tok myślenia, co wybrałby tata. Idąc tym tropem doszłam do wniosku, że najbardziej pasowałoby mu coś w stylu akcja/horror
- Myślę, że horror. "Krwawa droga" lub "Nawiedzony Park Rozrywki" mogłoby być dobre.
- W (moja chrzestna), na co chciałabyś iść? - tato
- Obojętnie. Nie lubię tego kina w tym drugim jest większa sala. - chrzestna
- Przecież możemy iść tam. - tato
I poszliśmy. Tuż przy kinie zamówiliśmy pizzę, i tato powiedział, ze po nią przyjdziemy po seansie (7min. filmu. wooo.) Na drugi koniec Krupówek znów w tempie 'nie ma czasu'. Na miejscu okazało się, że tam jest inny repertuar. I mają kiepskie horrory. Poszliśmy na kiepski horror. Wyszliśmy.
- Tak szczerze, to zero rewelacji. - Spojrzał na mnie - Bez efektu wow. - Chyba tylko my rozumiemy ten żart :D
Poszliśmy po pizzę. I... no przecież już dawno powiedziałam, że nie jem tego typu rzeczy ;) Chrzestna też odmówiła, ale widziałam, że oczami pożarłaby całą. tato zjadł trzy kawałki a resztę B. "Jedz malutki, jedz na zdrowie" (~ Ayumi, chyba mamy takie samo odczucie co do rodzeństwa xd). Potem wróciliśmy do kwatery. Oczywiście nasz szofer (czytaj: mój i B. dziadzio, który potrafi przejechać całą Polskę bez zatrzymywania się na przerwy. I który zamiast łazić po Krupówkach wolał zostać w samochodzie) już na nas czekał. Po powrocie do kwatery ja udałam się do łazienki, B padł na łóżko jak nieżywy "Ależ ten chłopak musiał się zmęczyć" (Chyba jedzeniem.) a reszta rozłożyła się z jedzeniem. W łazience zrobiłam szybo 80przysiadów (Raz strzeliło mi tak w kolanie, że ja nie mogę, a potem już mnie wcale nie bolało xd) i wzięłam prysznic. Wchodzę do pokoju. Chrzestna pożera bułkę i pochylona nad stołem próbuje wessać pomidora. Ten obraz wbił mi się w pamięć z karteczką i myślą o treści Obżydliwość. Nie chcesz taka być. Zaczęłam pakować rzeczy do torby.
- Hano, zjedz coś - chrzestna.
- Nie jestem głodna. - A przynajmniej patrząc na Ciebie straciłam apetyt.
- Ale nic nie jadłaś. - Tato.
Skończyłam pakowanie i położyłam się spać.
Dzień 2. Pobudka. Nie to niemożliwe. Już? Poranna toaleta, szybkie śniadanie w postaci ryżu, który naszykowałam na drogę i dziwnego spojrzenia chrzestnej wyrażającego zadziwienie i inną ukrytą emocję. Jedziemy. Inwałd. Warownia. Robienie sznurka u powroźnika, miseczek u garncarza, serduszka u kowala, strzelanie z łuku, które łucznik skomentował "Bardzo dobrze Księżniczko". To było takie słodkie. Wszyscy mężczyźni (czy tak można tak nazywać osobników płci męskiej w wieku średni 22 lata?), którzy tam pracowali (kowal, powroźnik i łucznik) mówili do mnie per. Księżniczko *,* Cztery strzały. Trzy praktycznie w sam środek a jedna zboczyła z kursu. Łuk z naciągiem 15kg. Naciągał się tak gładziutko. Strzały frunęły jak po narysowanej trasie. Medżik. Czuję przeznaczenie. Tato po raz kolejny wysnuł teorię, że urodziłam się w złym wieku :D Park miniatur. Miniatury wszystkich obiektów z UNESCO i chyba nie tylko. Co było najlepsze? Chyba bieganie po labiryncie. 10 min w labiryncie to zdecydowanie za krótko. Następnie Oświęcim. Wystarczy mieć schizofrenię, (lub bujną wyobraźnię) aby usłyszeć krzyk ludzi. Rotunda jest pod tym względem bardziej wyrazista. Następnie podróż do Krakowa. Chrzestna ma tam przyjaciółki. Nocowaliśmy u jednej z nich w domu. Pokoik malutki. Dwa łóżka stół i szafa. Oraz duży kawałek podłogi. Ja oczywiście spałam na podłodze w śpiworze :P
Dzień 3. AquaPark. Nie mam z niego zdjęć. Chrzestna narzekała jaka to dla niej katorga tu być. A kto Ci tu do ch*lery kazał przychodzić. Zabawa na 102 aczkolwiek niekiedy było strasznie :P Chrzestna wyszła wcześniej, bo musiała jeszcze pogadać z koleżanką, która przyjechała specjalnie dla niej. Rzygam tęczą. I to ona zajęła się fotografowaniem. Bleeeee...Bleeee.....Bleeeee. Moje tłuste cielsko. Na fotografi wygląda jeszcze gorzej. Łzy stają mi w oczach, gdy myślę jak ona będzie pokazywać te zdjęcia. Potem powrót do domu. A może na zdjęciach wcale nie wyglądam 'gorzej'? Może na prawdę wyglądam jak wieloryb? Tłusta, gruba, brzydka, tłusta, gruba, brzydka, tłusta, gruba, brzydka (I nie chcę żebyście pisały, że wcale tak nie jest.


~~ . ~~

Wtorek. Nasza rodzina się sypie. Powstały trzy obozy. Obóz cioci. Obóz dziadzia i babci. Oraz obóz neutralny - moja rodzinka. Rodzina cioci buduje altanę. Odgrodzili się przez to od babci i dziadzia. Powstało piekło. Czytałyście może "Zemstę" A. Fredr'a? (Nie umiem odmieniać obcych nazwisk) Teraz to tak wygląda. Spór o mur. Dziadzio z babcią już planują zrobić wigilię oddzielnie. Zawsze byliśmy wszyscy razem. Teraz będzie inaczej. Złamiecie prababci serce. Usłyszałam to przypadkiem. Nie powinnam wiedzieć. Zbudziłam się. Czyżby mój instynkt? I usłyszałam jak dziadzio mówił to mamusi. "Niech się odwalą. Do czego są nam potrzebni" Skierowane w stronę obozu cioci. Tyle dni byłam silna. Wtedy stałam się słaba. Łzy potoczyły się po mojej twarzy. "Nie, nie, nie. To nie może być prawda" Zwijałam się na łóżku żeby tylko nie usłyszeli jak płaczę. Oczyściłam duszę. Teraz mogę być silna dalej.

~~ . ~~

Środa. B jest chory. Wymiotował. I nie będę się rozpisywać.
Nie będę liczyć dzisiejszego bilansu z dokładnością co do 1% ale wyniósł 800/900kcal.
Do września muszę ważyć 53kg.
Jutro się zważę i zrobię pomiary.
Do końca tego tygodnia max800kcal + ćwiczonka. Zobaczymy co z tego wyniknie :p

Dziękuję, że jesteście.
Potrzebuję Was =]




czwartek, 14 sierpnia 2014

Day 14; It's terrible

Ohayo!

Bilans:
- duży jogurt (376)
- owsianka (205)
- - - - - - - - - - - - - - 
- inka (30)
- 5 wafli (20)
Razem: 631kcal

Good. Początkowo miałam plan 3 owsianki(615), ale stwierdziłam, że nie. Potem pomyślałam o samych jogurtach, ale wyszłoby jeszcze gorzej kalorycznie. Więc jest jak jest. Inki jeszcze nie wypiłam, wafelków też nie zjadłam. Zjem, gdzieś tak później

Ćwiczenia:
- 6 pompek
- 20 nożyc
- 60 brzuszków, motylków i przysiadów
- 120 skrętoskłonów i unoszeń
- 8minute legs
- Muffin Top Workouts

~~ . ~~

Mama nie jedzie. Nikt nie chciał się z nią zamienić za dyżury. Urlopu też nie weźmie bo potem miałaby piekło. Jedzie chrzestna. Na samą myśl o trzech dniach z nią (i nigdzie ucieczki) mam ochotę tanecznym krokiem podbiec do wiaduktu i wskoczyć pod pociąg. Dobrze, że jedzie tato. Drobna pomoc mentalna zawsze się przyda. I żeby było jasne. Nie zamierzam pozwolić aby ona zniszczyła mi wyjazd. W ostateczności (czytaj: zaraz po wejściu do samochodu) zakładam słuchawki i już mnie nie ma :P

Nie wiem co będzie z tym parkiem wodnym. Najpewniej nie pójdziemy. Przeze mnie. Albo oni pójdą a ja co? Będę siedzieć przed wejściem. Nienawidzę być dziewczyną. Chłopcy mają w życiu łatwiej.

Ogólnie, nie wiem po co ja tam jadę. Ach no tak. Bo muszę. Bo nie można siedzieć przez cały czas w domu.

A czo tam. Orzecież będę studiować w Krakowie (Błahahahahahahahahahahahahahahaha...ha...hahahahaha...) to sobie wyskoczę kiedyś do tego Parku, ale wtedy już będę za stara, żeby biegać po nim jak małe dziecko i 'zaliczyć' wszystkie 10 zjeżdżalni o łącznej długości ponad 800m. Przeklęty okresie, czy mówiłam już jak bardzo Cię nienawidzę? Jeśli nie to: Nie-na-wi-dzę-Cię!

To tak, muszę sobie ugotować ryż na drogę i marchewkę. Chrzestna się będzie śmiała albo będzie udawać tą swoją dietę i wp*eprzy pół tego zacnego dania. Bo przecież jedziemy z nimi. Mam dwie paczki ryżowych i te wafelki co jeden ma 4kcal. Oprócz tego wezmę jakieś jabłka. Najgorsze jest to, że tam nie będę miała jak ćwiczyć. Być może coś wykombinuję. Być może nie. Zdam Wam relację w poniedziałek. Ściągnęłam na telefon apkę dziennik posiłków więc ona będzie liczyć za mnie. Ostatnio trenowałam ważenie 'na oko' i mogę powiedzieć,że w miarę mi idzie (ach ta wrodzona skromność) więc jakoś będzie. Już powiedziałam tacie, że nie mam zamiaru jeść jakichś śmieci i się zgodził, ale jak znam życie przy chrzestnej wysiądzie i cofnie co powiedział. Albo nie. i będę wiedziała na czyich relacjach bardziej mu zależy.

Co lepiej zrobić sobie do termosu: 1. Inkę, czy 2. Herbatę zieloną?

Trzymajcie się. Do zobaczenia w poniedziałek! =]






środa, 13 sierpnia 2014

Day 13; I need...

Ohayo!

Głupi okresie, idź. Nie chcę Cię. Nie teraz. Przecież praktycznie jutro wyjeżdżam. Odejdź i ewentualnie wróć w sobotę. Tia. Mażenie ściętej głowy.

Bilans:
- 1/3 jogurtu(80) + wafel ryżowy(36)
- 10 wafli (40)
- ryż na mleku(~150)
- inka z mlekiem 0,5% (30)
Razem: 336kcal
Edit.
- ryż z dżemem ok. 100kcal
- kawalek ciasta - 200kcal?
636kcal
F*ck. Jestem słaba i głupia.

Ćwiczenia:
- 6 pompek
- 30 nożyc
- 50 brzuszków, motylków i przysiadów
- 100 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts

Opiszę tylko plan diety, bo muszę załatwić parę spraw i naszykować się wstępnie.
Plan oficjalny - mama musi się do niego zastosować.
Mój plan - plan oficjalny + moje dodatki.

PLAN OFICJALNY:
- rano szklanka wody z łyżeczką octu jabłkowego
- co drugi dzień ryż brązowy
- pić od 1,5 do 2,5l wody dziennie
- 2 herbaty zielone dziennie
- nie pić kawy(według moich źródeł, inka to nie kawa^^), alkoholu(15 latka i alkohol, no pewnie)
- wykluczyć słodycze i słone przekąski

MÓJ PLAN:
- Plan oficjalny
- ważę się w środy i soboty
- nie przekraczam 600kcal
- piję: błonnik, skrzyp i magnez
- 5x week 8minute legs
- ćwiczenia według wyzwań
- minimum 3x week dodatkowe ćwiczonka
- i co tam jeszcze mi do głowy wpadnie.

~~ . ~~

Weszłam dziś na wagę.... 55,6kg ^^ A w poniedziałek po powrocie było ponad 58kg.
Teraz tylko tego nie zaprzepaścić. Jeszcze tylko 0,6kg i cel pierwszy :D Mam nadzieję, że po powrocie go zobaczę.

Trzymajcie się ciepło. Pa =]


wtorek, 12 sierpnia 2014

Day 7-11 WTF? ; Day 12 Work and Power

Ohayo!

Miałam na razie nie pisać... (Hana przewraca oczami) M. wiedz, że piszę tylko dlatego by zadowolić Twoją ciekawość :) Tylko od razu ostrzegam, że post jest długi oraz przeładowany negatywną i pozytywną energią :P

To tak. Środa:
Pojechałam, jestem u babci, wieczór (czyt.:17) no spoko. Przydałoby się coś zjeść. Idę do lodówki. What is that? Bigos, zupa, bałagan, stary ser, jakieś bliżej nie określone coś... Yyy. To ja dziękuję. Godzina później. Wróciła chrzestna.
***
Przerwa na reklamy.
Muszę Wam wyjaśnić sytuację mieszkaniową.
Mała wieś. Ok. 40-50 domów. Ulica przebiegająca przez środek. Interesuje nas tylko lewa strona drogi. 3 domy. Za nimi i obok nich las. Gęsty, mieszany z przerażającą ilością sosen, jak na mój gust rosnących za blisko domów. We wszystkich trzech domach mieszka rodzina Hany od strony mamy (heehe, zrymowało się). W jednym babcia z dziadziem, w drugim chrzestna a w trzecim: Prababcia, ciocia M i wujek Wi, ciocia AA i wujek W oraz Kr.
Kiedyś moja rodzina również tam mieszkała, w domku pierwszym. Babcia z dziadziem mieszkali z chrzestną. Dobrze, że teraz się przeprowadziliśmy tu. Na wieś nie wiele większą, bo ma tylko ok. 4000 mieszkańców :D
***
No spoko. No to idę do niej.
- Co zjesz na kolację?
- Nic.
- Ona nic nie jadła - wtrąciła babcia i wyszła.
Chrzestna otworzyła lodówkę. WTF? Jak to możliwe, że pół lodówki zajmują ciasta i jej różne wynalazki (zamiłowanie do nalewek i różnych dziwnych rzeczy). Pokroiła ciastka na spodek. Dobra moja wina wzięłam jedno i zjadłam. Taka głodna. Taka gruba. Potem wpadłam na chwilę do Kr. Z chwili zrobiła się 22:30. Wróciłam do chrzestnej (łii te 30m. oddzielające te domy) i  poszłam pościelić łóżko (można by rzec, że 5 osobowe) następnie zajęłam się sobą. Umyłam się, zęby itp. Wychodzę. "No nie mów, że umyłaś zęby?! Przecież jeszcze będziemy jeść!" Chciałabyś - pomyślałam i zaniosłam talerz z ciastkami który mi podała do pokoju, po czym szybko położyłam się spać. A w głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Zasnąć za nim przyjdzie". Nie czytajcie po między wierszami. Spałam z nią w jednym łóżku. Zawsze tak było jak tam przyjeżdżałam. I na litość boską. Zawsze tego nienawidziłam. No chyba, że spał tam również Kr ^^ .... ej przystopujcie, to mój kuzyn :P

Czwartek i Piątek:
Alleluja! Dziś nocuję u cioci. Pomińmy kwestie śniadania. Pomińmy kwestie jedzenia. Byłam szczęśliwa. U cioci zawsze jestem. Ciocia jest siostrą babci, więc nie łączy nas prawdziwe pokrewieństwo, ale pokrewieństwo krwi już tak, lecz mimo to nie pytajcie u której wolę przebywać. Zresztą, odpowiedź chyba znacie.
U cioci jest tak miło. Taka rodzinna atmosfera, którą potęguje fakt, że córka cioci (czyli ciocia AA) jest w ciąży. Termin na grudzień. Już jej zapowiedziałam, że wbijam na ferie zimowe pomagać przy dziecku :D
Czwartek: Był grill u chrzestnej z okazji jej imienin. F*CK! KWC złamane. Wypiłam Redsa. Jak 15 letnie dziecko może złamać Krucjatę?  Wujek W, proponował mi różne alkohole, ale odmówiłam. To wyglądało jak sylwester w tamtym roku. "Kr,  Hano. Widzicie? Tam jest barek. Bierzta co chceta" No dobra powiedział to trochę w dłuższej formie, ale przekaz był taki. Podczas mojej następnej wizyty może skorzystam :P

Sobota:
No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Z miną skazańca przenoszę rzeczy do chrzestnej a książkę i gitarę do babci.Godzina 8.
- O Hana, dobrze, że jesteś. Za domem jest groch. Wyłuskasz.
Oni jadą do miasta.
Wychodzę, idę za dom. 'o'  Wiaderko, pudełko i wielki kosz. Wszystko pełne grochu. Wzięłam wiaderko i idę łuskać. Poszłam na altankę do cioci. AA akurat obierała ziemniaki. Pół wiaderka wyłuskane. Babcia z dziadziem wychodzą z domu.
- A B. (mój brat) gdzie? Dlaczego nie łuska? - powiedziała AA
- On ma wakacje, fil w domu ogląda. - Odpowiedziała babcia.
Cioci po prostu słów zabrakło. A potem zaczęła mówić, że ja przecież też mam wakacje, co babcia pozostawiła bez słowa i poszła.
Reszta jest nie ważna. Ciocia zmusiła mojego brata do wyjścia z domu. Było trochę krzyku. Mały głupi idioto, ona jest w ciąży! Ale wyłuskał pół kosza i zwiał do domu. Zjadłam obiad u cioci i łuskałam dalej.
Godzina parenaście minut po 13.
Hana dalej łuska. Babcia przyjeżdża i wyśmiewa się z niej, że tyle to jej zajęło. Ale nie pomogła. Gł*pia. Gł*pia. Gł*pia. Wiem, że kiedyś pożałuję tych wyzwisk, ale na prawdę mam o niej takie mniemanie. Zajęło mi to do 14. Pomogła mi trochę prababcia. Ciocia musiała się zająć domem bo wujostwa też nie było. Ale nawet gdyby byli a ona by mi nie pomogła, nie miałabym żalu.
Wieczór u chrzestnej. Krzyk. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Kreska na ręce. Malutka. Wygląda jakby mnie kot podrapał. Ale ulżyło. Główny cel osiągnięty.

Niedziela.
Dalej u chrzestnej. Kościół, Msza Święta, cmentarz.
- Dziadziu, pożyczysz zapałki? Bo zapaliłabym znicza u dziadzia(od strony taty), bo jest knot, ale się nie pali.
- Nie mam zapałek, ale w samochodzie jest zapalniczka.
- Och, dzięki - niemal wyczułam myśli babci " Nie denerwuj go, przecież już jedziemy do domu". - Dziękuję, ale nie pójdę. Przecież nie będziecie na mnie czekać.
To wydarzenie chyba najbardziej ciąży mi na sercu. Dziadzia(od strony taty) nie pamiętam za dobrze. Tylko cztery sceny związane z nim. 1. Biegnę przez jego podwórko, on stoi z koniem. Podbiegam, on daje mi czekoladę i mnie przytula. 2. Siedzimy (ja, tata i małyB) w szpitalu na krzesłach. Nie chcieli nas wpuścić. Mama mogła wejść, bo jest z tych sfer. 3. On leżący w trumnie. 4. Moja rozmowa z mamą (miałam 6 lat) - Mamuś, czy skoro dziadzio umarł, nie mogę ubierać się na czerwono?
Czasem śni mi się inna sytuacja... która mogłaby być prawdziwa, ale ja nie miałabym prawa jej widzieć. Widzę dziadzia, idącego przez swoją kuchnią. Nagle przystaje, łapie się za serce i upada. Koniec.
***
Jeśli coś wspominacie, z jakiej perspektywy to widzicie?
1. Wszystko widzę swoimi oczami.
2. Wszystko widzę z góry. (Jak to określił mój tato 'Tak jakby duszyszka z Ciebie wypłynęła i widziała wszystko z nad ciebie')
Ja widzę wszystko z drugiej perspektywy. Po tym jak przeczytałam serię książek "Wilczy Brat" Myślałam, że może też jestem wędrującym duchem jak Toraq. Ale mi przeszło :P
***
Przez praktycznie większość czasu pomagałam chrzestnej w przygotowaniu drugiego przyjęcia dla jej koleżanki. Żadnego dziękuję, niczego. Tylko mnie obrażała, że nie umiem nic zrobić dobrze, że matka w domu nic mnie nie nauczyła. Miałam ochotę rzucić się jej do gardła krzycząc "Nie waż się obrażać mojej mamy! Jest o wiele lepsza od Ciebie!!" Ale się opanowałam. Nawet bez ostrzałeczki.
Przyjechali moi rodzice. Ciocia A i wujek W chcieli żebym została. Powiedziałam do Cioci na ucho, że gdybym mogła zostać u nich a nie u chrzestnej, to zostałabym bez namysłu. "Rozumiem" Powiedziała. A ja wiem, że zrozumiała.
Nie pojechaliśmy tych 30km. bo Kr. się nie chciało. Wyzywanie mnie od grubych zajęło mu zbyt dużo czasu.
Wróciłam do domu i wyżaliłam się ze wszystkiego mamie. Znów czuję tę nitkę łączącą nas. Ona ma problemy z cerą, większe niż ja i była u takiego kolesia i on powiedział, że musi być na diecie ścisłej. A ja jej powiedziałam, że wszyscy (no nie wszyscy ale dużo osób) nazywa mnie grubą i, że przechodzę z nią na dietę, przekonał ją argument, że sama nad morzem powiedziała mi, że mam gruby brzuch. Tą dietę ściślej opiszę jutro. Wiem tylko, że co drugi dzień brązowy ryż :)
PS. Dostałam okresu. Dobra niepokoiłam się, że go nie mam. Dostałam. Już może sobie iść.
Poniedziałek:
No dobra, ostatni dzień zawalania. I żarcie, aczkolwiek kontrolowanie ilości.
Wieczór: Co ja zrobiłam? Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Wyszło na to, że zrobiłam wszystkie wyzwania dzień pierwszy i trochę dodatkowych.

~~ . ~~

Dziś. Tak dużo energii. Tak dużo motywacji. Tak dużo efektu WoW. Tak dużo uczucia chudnę! Tyle pozytywnej energii w jednym miejscu :D

Bilans:
- kawa rozpuszczalna - (?) z 10kcal?
Razem: ok. 10kcal

Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 40 brzuszków, motylków i przysiadów
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts

Potem jeszcze zrobię ćwiczenia poprawiające kształt piersi(chociaż ich praktycznie nie mam xd) oraz coś na ramiona.

Z rana prawie uderzałam głową w ścianę myśląc "Co ty do ch*lery odwalasz? Tyle gadasz, że głodówki są złe, a sama to robisz." "Przymknij się głupi mózgu. Jest dobrze." I sama nie wiem w którą wersję wierzyć. A po za tym, to nie jest głodówka. Wypiłam kawę, a raczej dalej ją piję xd

Tak łatwo było dziś nic nie jeść od rana do 15 byłam w domu sama z B. i S. (zmieniłam inicjały B. to ten co ma 12 a S to ta kruszyna). Potem tato wrócił z pracy. A mama wróci ok. 20 więc będę 'po kolacji'. Jutro same jogurty. Więc bilans może być dość duży, ale jogurty mi nie zaszkodzą. Pamiętacie moje postanowienia? "Nie popadam w paranoję" Jogurt nic mi nie zrobi. Nawet jeśli coś mi szepcze, że ten jogurt równie dobrze może mnie zamordować w nocy. Wtf? Zamknij się głosiku. 

Szukacie motywacji? Stylowi.pl dział Sport i fitness. N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e. 

Nie powinnam pić kawy. Muszę kupić zbożową. Idę myć naczynia. Łiiii. To jest właśnie efekt wow. Czuję się niesamowicie. Mimo, że podczas ćwiczeń robiło mi się słabo. Jest moc. Moc, energia, gło-du-we-czka! Kurde, z moim mózgiem coś serio nie tak :D

Trzymajcie się ciepło. Pa =]




Ja już osiągnęłam swoje dno. Teraz muszę się wzbić pod samo niebo.

PS. Mojemu bratu zamarzył się AquaPark, mojemu dziadziowi wycieczka. Więc jedziemy w noc z czwartku na piątek do Krakowa do tego parku wodnego (kończ się okresie!), a potem do Zakopanego. Panie Boże chroń mnie. Mam lęk wysokości. Dla tych co byli w Polskich Tatrach. Morskie Oko ujdzie. Wiecie gdzie jest 'ceptostrada'? To jest szlak z Morskiego Oka do Szpiglasowej Przełęczy. Nie doszłam nawet do połowy, tylko popadłam w histerię bo chrzestna ciągnęła mnie tam siłą. Rozpłakałam się na trasie i powiedziałam, że dalej nie idę, a ona powiedziała, że na pewno nie jestem jej chrześniaczką. Wszystko działo się rok temu, a ja dalej pamiętam z wyrazistością 120% jak to wypowiada. Od tamtej pory nasze relacje spadły ( w moim miemaniu) na 0% a ją to może nawet nie zaciekawiło, jaką mi wtedy przykrość sprawiła. Przeszłość. Zapomnijmy. Spalmy. Jej zdanie już i tak mnie nie obchodzi. Jestem samodzielną jednostką! Zależy mi tylko na mojej rodzince (mama, tata, S. no B też ew.) rodzince z domku trzeciego, babci od strony taty i na chrzestnym. To moje miejsce pierwsze. Kocham. Kocham. Kocham. Gdybym kiedyś popadła w anoreksję, dla nich, a w szczególności dla S. mogłabym zacząć jeść.

środa, 6 sierpnia 2014

Day 5 & 6; 31' w cieniu; Tylko się nie załamuj + Żegnam do 13.08

Ohayo!

*Tylko żebym później nie żałowała, że to napisałam* To już szósty dzień bez czekolady itp. i nawet mnie nie ciągnęło. A dziś rano wchodzę do kuchni i... Czekolada... odwracam ją... krówkowa... mhm... Nie. Nie mogłam Was przecież zawieść i poszłam przygotować sobie śniadanie.

Bilans:
- owsianka (200) trochę arbuza (20)
- lód wodny frugo (60)
Na pewno coś jeszcze dziś zjem. Kolacja u babci, więc strzeż mnie Boże.

Ćwiczenia:
- 7 pompek
- 50 nożyc
- 70 brzuszków, motylków, wykopów
- 140 unoszeń, skrętoskłonów
- 8 minute legs,
- Thin Gap

Jak będę u babci i u cioci, to będę wykonywać ćwiczenia tylko, że w ThinGap, nie będę mogła robić pajacyków.

W tą niedzielę znowu jedziemy z Kr na kajaki. Mamy za darmo, więc trzeba skorzystać :). Sęk w tym, że jedziemy... Rowerami. 30km. w jedną stronę. No dobra. Może i bym się cieszyła, bo spali się trochę itp. problem w tym, że. Moje kolano. Och, biedactwo jak ono to zniesie. Mówi się trudno. Będziesz cierpieć w milczeniu. Potem pewnie Kr. zechce pójść na pizze. Ja powiem mu, że nie chcę, on będzie się śmiał, że się odchudzam. Żeby nie umrzeć z braku kcal i przemęczenia zaproponuję mu lody. (Wszyscy się podniecają jej zwierzynieckie lody, a tak naprawdę to: są małe gałki, drogie, i smakują tak sobie.

Muszę się iść pakować. Brać gitarę, czy nie brać, oto jest pytanie. A właśnie! Wy nie wiecie! Mam gitarę. Przyszła do mnie wczoraj!!! Łiii. Gitara.

Przeczytam Wasze posty, ale chyba nie dam rady skomentować. Wiedzcie, że duchowo jestem z Wami.

Wrócę 13.08. Tam nie będę miała internetu. Trzymajcie się. I.. Dacie radę osiągnąć cele =]



niedziela, 3 sierpnia 2014

Day 3; Myśl pozytywnie

Ohayo!

Niedziela, leniwy dzień, możemy odstąpić od diety... Zaraz, zaraz. Co? Jakie odstępstwo? To, że jest niedziela nic nie zmienia. Niedziela jest takim samym dniem jak inne w stosunku do diety i ćwiczeń. Różnica jest taka, że w niedziele jest więcej czasu wolnego.

Obczaiłam, że na liście książek jest Kubuś Puchatek, a że strasznie mi się nudziło to zaczęłam go sobie czytać. Wiecie jaki oni tam dają 'wzór' dla dzieci?

"- Cały tydzień - powtórzył Puchatek posępnie. - A co będzie z jedzeniem?
- Obawiam się, że nic - rzekł Krzyś - Chodzi o to, żebyś mógł jak najprędzej schudnąć. Za to będziemy ci czytać."

Puchatek zaklinował się w norze królika i nie mógł wyjść. Krzyś razem z królikiem stwierdzili, że jak nie będzie jadł tydzień to schudnie wystarczająco żeby wyjść. Serio książko? A jakby czytało to małe dziecko z nadwagą i pomyślało sobie: 'Och! To ja też nie będę jeść jak Kubuś, żeby dotrzymać mu towarzystwa!' Dobra. Przyznaję. Oklepany scenariusz. Ale nuż widelec by się tak stało?

Jedziemy dziś z wizytą do cioci i wujka ze strony taty. Mają 2 dzieci. Córkę o rok starszą ode mnie i syna w moim wieku. Jak ja to przetrwam? Ta dwójka nie jest zbyt szczupła, ale dziewczyna jest podobno na diecie, więc może nie wystawią jakichś ciast itp.

Tak jak pisałam w poprzednim poście. Będę musiała pojechać na trochę do babci. A tato mi już zapowiedział, że jak tylko przyjedzie gitara. Puf. I już mnie tu nie ma. Mhm. Dobrze, że tak mnie kochacie.

~~ . ~~

Bilans:
- 1/4 serka wiejskiego (47) wafel ryżowy z szynką i serem(106)
- Pomysł na... Pieczona pierś z kurczaka z ziemniakami i dodatkami - ~250
Razem: 453/600kcal

Ćwiczenia:
- rozciąganie
- 6 pompek
- 30 nożyc
- 50 brzuszków, motylków i wykopów
- 100 skrętoskłonów i unoszeń
- rest nogi
- ThinGap

Day 3 - zaliczony.
Jest moc :)

~~ . ~~

Oglądam Skins. Dopiero 2odc., ale już kocham Cassie. Ta dziewczyna jest taka pozytywna(dla otoczenia). I czy to zbieg okoliczności, że ma pościel w motylki? Przypadek? Nie sądzę. :D

Jeszcze na 85% coś zjem, ale nie ma opcji, żebym przekroczyła moje 600 kcal. Miałam ważyć się w soboty i środy, ale zważę się jutro i tak codziennie aż gitarka będzie u mnie. Muszę wiedzieć czy mogę grać ^^

Trzymajcie się ciepło. Pa =]

sobota, 2 sierpnia 2014

Day2; Trwanie w motywacji

Ohayo!

Waga: 56,5kg

Bilans:
- pół Jogusia jagodowego(165) + musli błonnikowe(~35)
- parówka(140), kartofle(120), mizeria(czyt.: ogórki z jog.nat. ~30)
- kompot(x kcal [na pewno niezbyt dużo, to kompot domowy] )
Razem: 490+ x / 600kcal

Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 30 przysiadów
- 40 brzuszków, motylków
- 80 skrętoskłonów, unoszeń, wykopów
- 8 minute legs
- rozciąganie

Day 2 - zaliczony

~~ . ~~

Anonimie: Oczywiście, że nie mam nic przeciwko :) Mój e-mail: hanakaosu@gmail.com , jak napiszesz to dam Ci Gadu. Pozdrawiam =]

~~ . ~~
Jeszcze tylko 1,5kg i cel pierwszy. Łii... Robimy falę ~~~~
A wracając to realnego świata.
Zamieniłam Mel B. na '8 minute legs'. Dlaczego? Internet mi się strasznie zacina, a dziś brat ma jeszcze zamiar aktualizować WOT-a (grę) więc pff. katastrofa połączeniowa. Już mnie przeraża myśl, że być może PopPilates też nie zechce się włączyć. Jakoś strasznie spodobały mi się te ćwiczenia. Kolejny powód. Ja.  |  Mel B. Pomiędzy nami jest ściana. Jakoś nie mogę jej ćwiczeń. Zbyt wymagające? Tia. Jasne. A tak na serio. 8 minute da mi takie same efekty, pamiętam, że ostatnio po dwóch tygodniach już miałam o wiele lepsze nogi. (O ile moje nogi można w jakiejkolwiek fazie określić słowem 'lepsze').

Będę musiała jeszcze na wakacjach pojechać do babci. Ale tak sobie myślę, że trzy dni posiedzę u babci a dwa u cioci :) Najpierw 3 dni męczarni a potem 2 relaxu = 5 dni naprzemiennych emocji, bez internetu :( Bardzo się boję, że przez ten wyjazd przytyję. Ciocia gotuje dość tłusto, a babcia jak babcia. Plusem jest to, że będę miała jak ćwiczyć, więc na 100% nie zawalę wyzwań. A jeszcze jak wezmę tam sobie gitarkę (bo nie ma opcji żebym gdziekolwiek się ruszyła z domu dopóki ona nie przyjdzie) to będzie lajcik.

Mam stałą, irytującą świadomość, że w mojej kosmetyczce jest ostrzałeczka. Czuję jakby mnie wzywała. Ale NIE! Nie będę się ciąć. Ten miesiąc ma być idealny. A zresztą na dziś już mi wystarczy krwi. Nie. Nie dostałam okresu. Choć by się przydał. Powinnam dostać równiuteńko 30 dni temu. Chodzi o to, że dzisiaj cięłam drut z tatem (Tia. Ja pracuję a brat wyleguje się na kanapie i ogląda tv. To się nazywa sprawiedliwość w domu ChI.. to znaczy .. Hany) Ale wróćmy do sedna. Cięliśmy drut i tak trochę mi nogi podrapał. Idzie moja mama "O Boże! Krew Ci leci z nogi". Spoglądam. "O, nie zauważyłam". Tata patrzy "A no. Faktycznie Cię trochę zadrapał". I idź jutro człowieku w spódnicy do Kościoła xd Tak, chodzę w spódnicy choć nie trawię swoich nóg. Wolę to niż kisić się w spodniach. To plus bycia dziewczyną :D

Całkiem prawdo podobne, że gitarka przyjdzie w poniedziałek. A żeby było ciekawiej to dopóki nie zejdę do 55,9 - 55kg (taki zakres :P ) to nie będę na niej grać. Motywacjo trwaj!


ze stylowi.pl

piątek, 1 sierpnia 2014

Sierpień; Day1; Motywacja110%

Ohayo!

Dopamina szaleje (Hormon motywacji do działania ~KLIK~), endorfiny (hormony szczęścia) rozsadzają mi żyły.
Dawno nie czułam się tak dobrze. Już chyba wiem, dlaczego wtedy (dawno, dawno, dawno, dawno [...] temu) tyle ćwiczyłam.

Zaczął się sierpień. Nowy miesiąc, nowe wyzwania, nowe cele = Nowa walka.
Nie robię podsumowania sierpnia, bo w sumie, nie miałabym czego sumować. Zważę się jutro i to będzie taka waga 'początek sierpnia'.

~~ . ~~

Miałam się z Wami podzielić moim planem, więc oto on:

1. Bilanse do 600kcal
2. Wliczam owoce i warzywa
3. Nie jem po 18
4. Spalam 'nad kalorie'
5. Minimum 1,5l wody dziennie
6. Codziennie błonnik i skrzyp, magnez co drugi dzień [tabletki ;) ]
7. Ćwiczenia zgodnie z rozpiską (na dole)
8. Staram się wykorzystywać każdą możliwość do ruchu (sprzątanie, pomoc domowa, itp.)
9. Stosuję odżywkę do paznokci (moje małe, popękane biedactwa)
10. Nie popadam w paranoję

AD.7. PLAN ĆWICZEŃ



 




~~ . ~~

Bilans:
- pół Jogusia truskawkowego (165) z płatkami (55)
- fasolka szparagowa (50)
- - - - - - -
- pół Jogusia jagodowego (165)
Razem: 435kcal/600

Ćwiczenia:
- 5pompek
- 10nożyc
- 30 brzuszków
- 60 skrętoskłonów, unoszeń i (wymachów?)
- PopPilates
- ThinGap

Day 1 -zaliczony

~~ . ~~

Skopiowałam sobie od Gąsieniczki (klik) listę 100 książek, które według BBC trzeba przeczytać. Już wcześniej widziałam ją na stylowych chyba, ale nie chciało mi się jej przepisywać. Więc Bardzo Ci Gąsieniczko dziękuję, że ty nie jesteś takim leniem :)

Właśnie odkurzyłam cały dom ("Siedzisz tylko przed tym komputerem i nic nie robisz, ale jak matka prosi o pomoc to nie ma"). Więc domek lśni.

Co do bilansu to może ulec zmianie. (Nagłe olśnienie.) Ta kreska w bilansie (- - - -) oddziela to co już zjadłam, od tego co zamierzam zjeść.

Przenieśmy się w zamierzchłe czasy starego bloga. Pamiętacie z niego cokolwiek? Wątpię. A więc mam taką 'koleżankę'. Jak ją opisać żeby nie brzmiało to obraźliwie? Jest infantylna i bardzo przejmuje się ocenami. Nie uczy się a potem narzeka, że ma złe stopnie. A gdy ja dostanę lepszy, to mam wrażenie, że ona chce mnie udusić. Ale przejdźmy do sedna. Ona nie jest gruba. Jest normalna, ale uważa się za grubą. Za to ma obojczyki i bardzo bardzo wyraziste kości policzkowe. Boję się, że ona schudnie przez wakacje. Że będzie szczupła, albo nawet chuda. Tak strasznie się boję, że to ja będę tą grubszą. Dlatego do września muszę schudnąć do 52kg. Ew. Podczas ćwiczeń budują się mięśnie, które też swoje ważą, więc jeśli będę ważyć więcej niż te 52kg, ale wyglądać lepiej to nie będę się czepiać. Szkoda, że w miesiąc nie można zdobyć płaskiego brzuszka, no ale. "Przez jeden dzień nie przytyłaś, więc nie oczekuj, że przez jedną noc schudniesz". Coś w tym jest. Chyba jednak lekko wpadam w paranoję.

A wróćmy do parę postów wstecz. Pamiętacie? Chciałam gitarę. I będę ją miała. Około 30min. temu wysłałam e-maila na adres tego sklepu i właśnie otrzymałam odpowiedź. Bo nie mam konta na allegro i wysyłałam czy mogliby mi od tak wysłać a ja zapłacę przy odbiorze i zgodzili się :)
(*Niepohamowana radość*) (*Będę miała gitarę*) Dobra. Już się ogarnęłam :) W najlepszym wypadku będzie w poniedziałek, w najgorszym w środę. O jejciu, ale się cieszę.

Muszę dziś pojechać do biblioteki bo nie mam co czytać. Nie pytajcie się ile przeczytałam książek przez lipiec bo będziecie przerażone :D






Kocham Was i Dziękuję, że jesteście ze mną =]

poniedziałek, 21 lipca 2014

Czyż jest lepszy czas na zmianę niż poniedziałek?

Ohayo!




Obudziłam się rano z tą myślą. Przetrwać. Dziś jest ten dzień. Ten, w którym wszystko zmienię.
I tak się stało.

Podjęłam decyzję.
1. Jem minimum 400kcal, maximum 750kcal. (Jakby kogoś ciekawiło dlaczego tak, to max obliczyłam sobie na kalkulatorze)
2. I ćwiczę. Jak dawniej.
Szkoda, że dziś nie zrealizowałam pierwszego postanowienia...

Bilans:
- dwa kawałki arbuza - 50kcal
- dwa jabłka - 72kcal
- warzywka na patelnię na wodzie ~ 100kcal (spójrzmy prawdzie w oczy. Na 100% tyle ich tam nie było, no ale wolę zawyżyć, niż zaniżyć)
- banan - 115kcal
Rzem: 337kcal
Może dobiję do 400kcal, ale szczerze w to wątpię, bo ten banan to jest dopiero w moich planach.

Ćwiczenia:
-5 pompek (jakby kogoś ciekawiło to szalona Hana robi pompki męskie)
- 60 - przysiadów, brzuszków i motylków
- 120 - unoszeń i skrętoskłonów

Ćwiczę już tak chyba 4 dzień z rzędu, więc mogę powiedzieć, że wracam do czasów świetności. Wszystkowidząca Melodyjko, nie mówiłam, że mi się uda? : )

Jak to jest, że gdy jestem głodna mam więcej energii? Może kiedyś rozwiążę tą zagadkę.

Muszę się iść pakować. Jutro o godz.23. wyjeżdżamy nad morze. Aczkolwiek dodam jutro posta. Planuję jutro dzień na jogurtach, ale nie wiem czy mi wyjdzie. Nad morzem będę przez tydzień i nie wiem, czy będę mieć tam WiFi, ale na wszelki wypadek biorę laptopa.




Zamknęłam rozdział porażek.
I już do nich nie wrócę.
Od dziś przede mną stoi zwycięstwo.

Wiecie co zrobiłam?
Ścięłam włosy.
Do ramion.
No cóż. To przecież "tylko" 25cm krócej.
Jak to mówią, chcesz coś zmienić, to zacznij od fryzury :P

Niech motywacja będzie z Wami =]

środa, 25 czerwca 2014

Słodycze jako jedyne pragnienie

Ohayo!

Mówię Wam, ale będziecie się ze mnie zaraz śmiać. Sama się śmieję z siebie. Wiecie ile wczoraj wypiłam wody w dzień? Z 500ml. xd. I dziw się człowieku, że coś nie tak, a jak się zorientowałam to była 21:(20 chyba) i wypiłam dodatkowy litr. O matulu, ale ja jestem głupia :D

Bilans
-owsianka
-cukierki :P
-100ml bulionu z rosołu

Ćwiczenia:
- 10 pompek
- 30 wiosełek
- 60 nożyc i motylków
- 70 przysiadów
- 150 brzuszków
- 300 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs
- ćwiczenia na thin gap

Znowu sama, ale nie do końca. Pilnuję brata. Nuda trochę.

Powiem Wam, że nie ciągnie mnie do jedzenia, tylko do słodyczy taki paradoks. Pewnie zjem jeszcze jogurt, bo z samymi cukierkami daleko nie zajdę :P

Kurczę, nie mam o czym pisać, nie mogę o swoim życiu, bo nie chcę żeby powtórzyła się sytuacja z tamtego bloga.

Poszłabym pograć w piłkę. Tak dawno nie grałam. Ale nie mogę, bo brat śpi i muszę być w domu.

Trzymajcie się ciepło. Pa =]

wtorek, 24 czerwca 2014

Kiedyś, gdy dadzą mi spokój

Ohayo!

Ostrzeżenie: To post pełen sprzeczności, więc jeśli jesteś nastawiony na jednolitość lepiej nie czytaj.

Będę się spierać ze zdaniem "Jedzenie nie daje szczęścia". Daje, chwilowe. Bo nie jest się szczęśliwym, szczęśliwym można zaledwie być przez określoną ilość czasu. Będziesz szczęśliwy dopóki nie zdasz sobie sprawy jak to może wpłynąć. Dobra. O co chodzi. Jestem wesoła i pogrążona w smutku, mam dość ch*lernego zimna, które opanowało moje dłonie. Mam dość pi*przonej czekolady i mam dość bycia postrzeganą przez świat jako "grzeczna dziewczynka".

Bilans:
- truskawki i poziomki z jog. nat. - 100kcal
- kanapki z kremusiem (taka tam podróbka nutelli) - xxxkcal załóżmy 600kcal
Już nic nie znajdzie miejsca w moich ustach.

Ćwiczenia jak wczoraj. Ewentualnie jeszcze coś więcej na nogi.

Co jest ze mną nie tak? Jem i jest ok. Myślę sobie, patrz, jesz jak normalny człowiek. A za chwilę nachodzą mnie myśli, że przytyję, że muszę ćwiczyć żeby do spalić.

Spójrzmy prawdzie w twarz jestem szczęśliwa w smutku. Szczęśliwa bo tego chciałyście, i dlatego, że Wam dobrze idzie. Zapewne większość już osiągnęła cele i jest happy bo wakacje i super ciałko.
Kto kojarzy Smutnego Kwiatuszka? Miała cel. Przeszła na HSGD, ćwiczyła, osiągnęła cele i opuściła bloggera. Nie głodziła się, była (no nie zawsze) szczęśliwa i dalej (też nie zawsze) jest.

A prawda jest taka. Chcę jeść. Chcę zjeść wszstko co jadalne, co napotkam na swojej drodze. Ale nie mogę. Jem kremusia, bo mam 'ciemny' chleb, swoją drogą już nie mam ciemnego, jest tylko biały i już nie zjem kremusia. Nie zjem truskawek ze śmietaną, ale same będę wp*erdalać. Nie zjem lodów w jakieś kalorycznej polewie, ale zjem pół litrowego pudełka śmietankowej A_gidy (żeby nie robić reklamy xd)

W ciepłotę ciała nie pójdzie, tylko głupi organizm wszystko zmagazynuje. A proszę Cię bardzo głupie tłuste cielsko. Jak wrócę z rekolekcji koloni, to wtedy będziemy rozmawiać inaczej i nie chciałabym być wtedy na Twoim miejscu głupi tłuszczu. Zbieraj sobie zapasy, zbieraj, ale do początku roku szkolnego pozbawię Cię wszystkiego i to z procentem, przytyjesz mi 2 schudnę 4, 10? 20. I zrobię to.






A takie photo walnę sobie nad morzem (23.07. prawdopodobnie będzie tam Wi-Fi, więc biorę laptopa). Co z tego, że będę na nim wyglądać jak hipopotam? Pamiątka po tłuszczu musi być. Żebym kiedyś (jak już będę jak dziewczyna z obrazka) patrzyła na siebie z obrzydzeniem i myślała "Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?"

Bardzo żałuję, że będę Was musiała opuścić już w sobotę, mam nadzieję, że przez dwa tygodnie o mnie nie zapomnicie, a kiedy wrócę z nadprogramowym tłuszczem i tak mnie zaakceptujecie.

Swoją drogą, nie wszystkim zostawiłam dziś komentarze, brat odłączył ruter i nie chciał mi laptop potem dobrze łączyć, więc dałam tylko +1 w google ;)

Iną drogą, dlaczego ostrzadełko przynosi ulgę, choć sprawia ból?

Sayonara! =]

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Przełamać passę

Ohayo!

Od początku tego bloga wisiała nade mną ciemna chmurka i sprawiała mi same kłopoty. Tłumacz się, tłumacz. Zamknij się. Zniszczyłaś niespodziankę. Ups. A co to jakiś sekret? Brak słów.
Przełamałam złą passę.


W ogóle to od rana mam jakiś dobry nastrój. Śniło mi się, że byłam chuda. Czy to znak? ChI. Hana wraca z podwójną dawką motywacji i adrenaliną w żyłach.

Jedno za drugim - płatki białych róż rozwierają się;
Wspomnienia są teraz w pełni uformowane
Spokój rozświetla noc kwitnących kwiatów;
Słodką i bolesną jednocześnie gdy przybiera kolor

 [...]

Błysk bez celu, ulatujące niezdecydowanie, jak dryfujące iluzje
Błądząc dotarłem wreszcie do miejsca gdzie nie zachodzą zmiany
Nawet gdy ciemność skradnie słońce, kłamstwa zawyją do grzechów i przeszłość rozedrze przyszłość na dwoje
Jak gdybym szukał wśród innych miejsc - wybieram to.

Bez końca i daleki, nieograniczony i głęboki jak przeznaczenia, które przecięły swe ścieżki
Łapałem go wciąż i wciąż, traciłem wciąż i wciąż - fakt, że nareszcie możemy się spotkać
Jak niebo tęskni za ziemią, jak kwiaty czekają na deszcz, a noc obdarowuje jutro uczuciem
Pragnąłem szczerze, by dwa serca stały się jednym.

* On/Off - Rinne Rondo (Full Opening Vampire Knight Guilty)

Przez ten tydzień jem 600kcal. Mogę nawet więcej, byleby kontrolowanie. Rekolekcje. Kolonia, nie będzie szokiem kalorycznym dla organizmu. Obliczyłam sobie Tutaj, że jedząc dziennie 800kcal (na pewno będzie mniej) przy zerowej aktywności (dziennie 6km spaceru + 30min tańca itp. więc nie do końca zerowa) po powrocie powinnam ważyć 53kg. Ciekawe czy się sprawdzi.

Chciałyście, żeby wróciła tamta pogodna, roześmiana ChI, a co jeśli jej już nie ma? Co jeśli była to tylko kolejna maska, która zginęła razem z "zakazdacene"?
Teraz jestem Hana Kaosu. Chaos to moje bloggerskie nazwisko, i bardzo do mnie pasuje. Chaos w głowie, chaos w duszy. Emocjonalny. A co jeśli to tak na prawdę ja?




 Zapomnijmy o przeszłości. Liczy się teraźniejszość, która jest kluczem do przyszłości.

Bilans:
-ś- 2/3 jogurtu 7zbóż + 2x chrupkie - 235kcal
-o- koktajl z arbuza + 10 groszków - 60 + 40 kcal
Razem: 335/600kcal
Stop. Pewnie coś jeszcze zjem, żeby dobić choć do 450kcal.
Edit, rzuciłam się na kremusia i jest chyba 720/600kcal

Ćwiczenia (przerwałam wyzwania, teraz robię ile uznam)
- 10 pompek
- 20 wiosełek
- 50 nożyc i motylków
- 70 przysiadów
- 100 brzuszków
- 200 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs

Gdyby kostka mnie nie bolała poszłabym biegać. Czyżby kolejna wymówka? Nie. Na prawdę mam ochotę. Z adrenaliną wszystko jest możliwe.

Ach! O co chodzi? Dobra. Byłam dziś w szkole (przecież to oczywiste, gdzież taki prym nie byłby na lekcjach) i cały dzień spędziliśmy w informatycznej. Na 6 lekcyjnej już tak mnie oczy bolały. A jeszcze cała 7, podczas gdy nie wiemy co na niej będzie. F*CK! Nie będę siedzieć w szkole. Dzwonek na przerwę.
- Idźcie do dyrektorki spytać się co teraz macie - powiedziała nauczycielka.
~ Rozwinęła się rozmowa na temat tego, czy iść, czy nie. Bo co jeśli o nas zapomnieli a my im przypomnimy (6-8 osób. Już nawet nie pamiętam) ~
- Mam to gdzieś. Idę - Powiedziałam.
~ Koleżanka z klasy zrobiła wielkie oczy - Naprawdę?
- A czemu nie?
- No to na razie.
- Cześć - Powiedziałam i wyszłam ze szkoły. Dotykając klamki się zawahałam, ale pomyślałam "Już za późno żeby się wycofać" i przekroczyłam próg. A co poczułam? Wolność. To najlepsze określenie.
Z podniesioną głową przekroczyłam plac szkolny i skierowałam się na chodnik. Adrenalina w żyłach, szczery, najszczerszy uśmiech na twarzy, stanowczość w oczach i siła. To tak na prawdę ty.
A najlepsze jest to, że jak sobie szłam to jechał zastępca dyrektora, mój nauczyciel od matmy i nawet na mnie nie spojrzał xd
Dobra. Pewnie teraz pomyślałyście: I czym ona się tak ekscytuje?
No to Wam powiem. To moja pierwsza ucieczka. Pierwsza, pierwsza, pierwsza :)
Chciałyście uśmiechną Hanę i macie :)

Coś mi się zrobiło z główną stroną bloggera. Pokazuje tylko jeden post, a nie wszystkie. I skąd do ch*lery ja mam wiedzieć czy są jakieś nowe posty? Kiedyś to pisałam, ale "Blogger mnie nienawidzi".
U Was też tak jest, czy normalnie?

Spadam dopasowywać bluzki do spódnic. Tak (na rekolekcje) trzeba chodzić w spódnicach do Kościoła.
Ale najpierw przejrzę Wasze blogi. Każdy pojedynczo. O matulu.

Sayonara! =]

piątek, 20 czerwca 2014

Aby powstać trzeba upaść

Ohayo!

Goździku, Twój problem rozwiązał się sam. Nie jestem "Super Hana", możesz mi pisać "Totalna Porażko", teraz to ja jestem tą najczęściej zawalającą.

2 dni na nowym blogu i dwie porażki. Rewelacyjny wynik.
Wczoraj przyjechał dziadzio z Ch (nowy blog, nowe skróty) (brat cioteczny). Pokłóciliśmy się. kto śmiał kupić krakersy? Ogólnie mój żołądek jest bardzo wytrwały, kto dałby radę zjeść krakersy (słone) z miodem (słodkie)? Chyba tylko ja. Chaos w głowie i w żołądku. Ogółem to aż boję się liczyć wczorajszy bilans. Powiem tylko, że w magiczny sposób zniknęło pół słoika miodu. Teraz już przynajmniej wiem, że nie mogę go więcej wziąć do ust. Już się go chyba nażarłam.
Dziś, tak samo. Chcę płakać, nie mogę. To byłoby dziwne. Przecież wszystko jest ok. Problem w tym, że mój chory umysł nienawidzi jedzenia a głupi żołądek pragnie go bardziej niż płuca powietrza. Oj dziewczyny zasługuję na porządny ochrzan. Ale cóż z tego. Skoro to moje ciało, i tuczę je na własny rachunek? To nie Wy będziecie mnie rozliczać z kilogramów.
Muszę sobie kupić usztywniacz na kostkę. Znowu mi dokucza. Przy każdym kroku.

Bilans:
-ś- musli błonnikowe na mleku - 250kcal
-o- tosty (chleba razowy, ser) - 150kcal
-porażka- krakersy, lód - 330 + 175kcal
Już nic dziś nie znajdzie się w mych ustach.

Ćwiczenia:
- rest pompki
- 30 wiosełek
- 55 nożyc
- 70 motylków
- 130 brzuszków i przysiadów
- 260 unoszeń
- 300 skrętoskłonów
- 8 minute legs

Kolejny punkt programu:
Holiday Challenge 2014
http://walczmy-o-perfekcje.blogspot.com/2014/06/holiday-challenge-2014.html
Jako współautorka pomysłu oczywiście wezmę w nim udział :)


czwartek, 19 czerwca 2014

Nowa, ale znana

Ohayo!

Czyli w skrócie: "Dzień dobry". Tak się będę z Wami witać. Bo straciłam swoje ulubione powitanko. Nad "o" powinna być taka falująca linia, ale nie zwracajmy uwagi na szczegóły.

Dobra, to teraz wypada się przedstawić.

Jestem Hana Kaosu (z jap. Kwiat Chaosu). Mam 15 lat - a w każdym bądź razie niedługo będę mieć. Życie osobiste, zostawiam dla siebie choć bardzo bym chciała podzielić się nim z Wami. Pomimo iż mam tylko 15 lat jestem tak jakby niańką do dziecka. Mam ograniczoną swobodę w domu. Problemy psychiczne i anime, które odciąga mnie od szarej rzeczywistości. Mam 164cm wzrostu a zważę się dopiero w sobotę. Spodziewajmy się ok.55kg.
Moją thinspiracją jest Lana Del Rey:










Bilans:
-ś- owsianka - 205kcal
-o- kiełbasa z grilla, pół kromki chleba i łyżeczka ketchupu - 190kcal
Na razie zjadłam tylko śniadanie, obiad przede mną. Mamie zamarzył się grill. Jedzenie z grilla jest nawet 'dietetyczne' jeśli je dobrze przyrządzić.
Wspaniale. Zmieściłam się w 400kcal. Ach. Dlaczego akurat 400kcal? Taką propozycję zrobiłam Melodyjce (znacie ją).
Miód mnie woła, ale nie poddam mu się. Co by powiedziała Melodyjka jakby się dowiedziała, że już pierwszego dnia zawaliłam?

Ćwiczenia:
- 15 pompek
- 50 nożyc
- 70 motylków
- rest: brzuszki, przysiady, unoszenie.
- 200 skrętoskłonów
- 8 minute legs

8 minute legs jest genialne. Kiedyś Wam wstawię z tego zestawu ćwiczenia. Jak moje wrażenia? Mniej tłuszczyku w dwa tygodnie :)

Plan na 19.06 - 27.06.
- jem od 400 do 500kcal
- piję dużo płynów
- ćwiczę
- codziennie notka
- cel na 27.06.: 52kg

Plan na 28.06. - 15.07. (wyjazd na wakacje? Wtajemniczeni zrozumieją)
- jem jak najmniej - może być ciężko. Ten wyjazd to taka... kolonia. I opiekunowie bardzo pilnują z jedzeniem.
- piję minimum 1,5l płynów dziennie
- bez postów (brak internetu)
- cel: postaraj się nie przytyć. A jeśli będzie więcej niż 2kg niż przed wyjazdem, to nie chciałabym być tobą.

Idę pododawać Wasze blogi. Nie obraźcie się, ale pod Waszymi najnowszymi postami zostawię linkt do tego bloga.

Trz.... eee.... Sayonara! =]

PS. Czy czcionka jest dobra? Czy raczej kiepsko się ją czyta?