Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porażka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą porażka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2014

Bez tytułu

Ohayo!


Ile to już razy zabierałam się do napisania tego postu? Nie zliczę. Poniedziałek tydzień temu był dobry. Reszta dni włącznie z dzisiejszym to porażka. Dwa razy prawie dobiłam do 1200 kcal. Reszta to 700-1000kcal. Ale mój mózg nie daje mi spokoju. Będziesz gruba... Jedyny plus? Każdego dnia trenowałam. Dziś tylko dzień regeneracji. Hula-hop daje w kość. Dosłownie. Mam pięknego siniaka na biodrze, serię na drugim i parę na nogach. W czwartek kręciłam ok. 40min.  Za dużo kcal za mało ćwiczeń. To takie męczące.
Dlaczego nie mogę być normalna? Dlaczego nie mogę zjeść głupiej kostki czekolady bez wyrzutów sumienia?
Bo jesteś gruba. Zawsze byłaś i zawsze będziesz.

Wrzesień. Zawody w piłkę nożną. Czy pani na prawdę nie weźmie mnie nawet do rezerwy?
Zbyt dużo myśli. Zbyt dużo strachu. Zbyt dużo emocji.
Za dużo kalorii.

Nie mogę wrócić do tego toku myślenia. To mnie zabije.
To już mnie zabiło, ale we wnętrzu.

Dzisiejszy dzień pozostawiam w przeszłości.
Jutrzejszy zacznę dwoma godzinami w-f-u. Niech mnie pocałuje gdzieś. Jak nie chce mnie w składzie ja nie mam zamiaru jej prosić. Powie, że jestem ok. Powie, że mnie nie ma, w myślach ją rozszarpię, ale zachowam kamienny wyraz twarzy. Zgiń. Albo nie. Żyj i patrz jak staję się gwiazdą.

Jutro również babcia przyjeżdża na cały dzień. Jaki mam plan?
Szkoła. Wracam do domu i odrabiam lekcje. Wsiadam na rower i jadę do koleżanki. Wracam. Trening. Godz. ok 19 babcia jedzie. Bye bye.

Nie jestem już Twoją małą dziewczyneczką
Pogódź się z tym
Jestem wredna
I dobrze mi z tym.

Trzymajcie się. Obiecuję, że od jutra będę komentować =]

wtorek, 12 sierpnia 2014

Day 7-11 WTF? ; Day 12 Work and Power

Ohayo!

Miałam na razie nie pisać... (Hana przewraca oczami) M. wiedz, że piszę tylko dlatego by zadowolić Twoją ciekawość :) Tylko od razu ostrzegam, że post jest długi oraz przeładowany negatywną i pozytywną energią :P

To tak. Środa:
Pojechałam, jestem u babci, wieczór (czyt.:17) no spoko. Przydałoby się coś zjeść. Idę do lodówki. What is that? Bigos, zupa, bałagan, stary ser, jakieś bliżej nie określone coś... Yyy. To ja dziękuję. Godzina później. Wróciła chrzestna.
***
Przerwa na reklamy.
Muszę Wam wyjaśnić sytuację mieszkaniową.
Mała wieś. Ok. 40-50 domów. Ulica przebiegająca przez środek. Interesuje nas tylko lewa strona drogi. 3 domy. Za nimi i obok nich las. Gęsty, mieszany z przerażającą ilością sosen, jak na mój gust rosnących za blisko domów. We wszystkich trzech domach mieszka rodzina Hany od strony mamy (heehe, zrymowało się). W jednym babcia z dziadziem, w drugim chrzestna a w trzecim: Prababcia, ciocia M i wujek Wi, ciocia AA i wujek W oraz Kr.
Kiedyś moja rodzina również tam mieszkała, w domku pierwszym. Babcia z dziadziem mieszkali z chrzestną. Dobrze, że teraz się przeprowadziliśmy tu. Na wieś nie wiele większą, bo ma tylko ok. 4000 mieszkańców :D
***
No spoko. No to idę do niej.
- Co zjesz na kolację?
- Nic.
- Ona nic nie jadła - wtrąciła babcia i wyszła.
Chrzestna otworzyła lodówkę. WTF? Jak to możliwe, że pół lodówki zajmują ciasta i jej różne wynalazki (zamiłowanie do nalewek i różnych dziwnych rzeczy). Pokroiła ciastka na spodek. Dobra moja wina wzięłam jedno i zjadłam. Taka głodna. Taka gruba. Potem wpadłam na chwilę do Kr. Z chwili zrobiła się 22:30. Wróciłam do chrzestnej (łii te 30m. oddzielające te domy) i  poszłam pościelić łóżko (można by rzec, że 5 osobowe) następnie zajęłam się sobą. Umyłam się, zęby itp. Wychodzę. "No nie mów, że umyłaś zęby?! Przecież jeszcze będziemy jeść!" Chciałabyś - pomyślałam i zaniosłam talerz z ciastkami który mi podała do pokoju, po czym szybko położyłam się spać. A w głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Zasnąć za nim przyjdzie". Nie czytajcie po między wierszami. Spałam z nią w jednym łóżku. Zawsze tak było jak tam przyjeżdżałam. I na litość boską. Zawsze tego nienawidziłam. No chyba, że spał tam również Kr ^^ .... ej przystopujcie, to mój kuzyn :P

Czwartek i Piątek:
Alleluja! Dziś nocuję u cioci. Pomińmy kwestie śniadania. Pomińmy kwestie jedzenia. Byłam szczęśliwa. U cioci zawsze jestem. Ciocia jest siostrą babci, więc nie łączy nas prawdziwe pokrewieństwo, ale pokrewieństwo krwi już tak, lecz mimo to nie pytajcie u której wolę przebywać. Zresztą, odpowiedź chyba znacie.
U cioci jest tak miło. Taka rodzinna atmosfera, którą potęguje fakt, że córka cioci (czyli ciocia AA) jest w ciąży. Termin na grudzień. Już jej zapowiedziałam, że wbijam na ferie zimowe pomagać przy dziecku :D
Czwartek: Był grill u chrzestnej z okazji jej imienin. F*CK! KWC złamane. Wypiłam Redsa. Jak 15 letnie dziecko może złamać Krucjatę?  Wujek W, proponował mi różne alkohole, ale odmówiłam. To wyglądało jak sylwester w tamtym roku. "Kr,  Hano. Widzicie? Tam jest barek. Bierzta co chceta" No dobra powiedział to trochę w dłuższej formie, ale przekaz był taki. Podczas mojej następnej wizyty może skorzystam :P

Sobota:
No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Z miną skazańca przenoszę rzeczy do chrzestnej a książkę i gitarę do babci.Godzina 8.
- O Hana, dobrze, że jesteś. Za domem jest groch. Wyłuskasz.
Oni jadą do miasta.
Wychodzę, idę za dom. 'o'  Wiaderko, pudełko i wielki kosz. Wszystko pełne grochu. Wzięłam wiaderko i idę łuskać. Poszłam na altankę do cioci. AA akurat obierała ziemniaki. Pół wiaderka wyłuskane. Babcia z dziadziem wychodzą z domu.
- A B. (mój brat) gdzie? Dlaczego nie łuska? - powiedziała AA
- On ma wakacje, fil w domu ogląda. - Odpowiedziała babcia.
Cioci po prostu słów zabrakło. A potem zaczęła mówić, że ja przecież też mam wakacje, co babcia pozostawiła bez słowa i poszła.
Reszta jest nie ważna. Ciocia zmusiła mojego brata do wyjścia z domu. Było trochę krzyku. Mały głupi idioto, ona jest w ciąży! Ale wyłuskał pół kosza i zwiał do domu. Zjadłam obiad u cioci i łuskałam dalej.
Godzina parenaście minut po 13.
Hana dalej łuska. Babcia przyjeżdża i wyśmiewa się z niej, że tyle to jej zajęło. Ale nie pomogła. Gł*pia. Gł*pia. Gł*pia. Wiem, że kiedyś pożałuję tych wyzwisk, ale na prawdę mam o niej takie mniemanie. Zajęło mi to do 14. Pomogła mi trochę prababcia. Ciocia musiała się zająć domem bo wujostwa też nie było. Ale nawet gdyby byli a ona by mi nie pomogła, nie miałabym żalu.
Wieczór u chrzestnej. Krzyk. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Kreska na ręce. Malutka. Wygląda jakby mnie kot podrapał. Ale ulżyło. Główny cel osiągnięty.

Niedziela.
Dalej u chrzestnej. Kościół, Msza Święta, cmentarz.
- Dziadziu, pożyczysz zapałki? Bo zapaliłabym znicza u dziadzia(od strony taty), bo jest knot, ale się nie pali.
- Nie mam zapałek, ale w samochodzie jest zapalniczka.
- Och, dzięki - niemal wyczułam myśli babci " Nie denerwuj go, przecież już jedziemy do domu". - Dziękuję, ale nie pójdę. Przecież nie będziecie na mnie czekać.
To wydarzenie chyba najbardziej ciąży mi na sercu. Dziadzia(od strony taty) nie pamiętam za dobrze. Tylko cztery sceny związane z nim. 1. Biegnę przez jego podwórko, on stoi z koniem. Podbiegam, on daje mi czekoladę i mnie przytula. 2. Siedzimy (ja, tata i małyB) w szpitalu na krzesłach. Nie chcieli nas wpuścić. Mama mogła wejść, bo jest z tych sfer. 3. On leżący w trumnie. 4. Moja rozmowa z mamą (miałam 6 lat) - Mamuś, czy skoro dziadzio umarł, nie mogę ubierać się na czerwono?
Czasem śni mi się inna sytuacja... która mogłaby być prawdziwa, ale ja nie miałabym prawa jej widzieć. Widzę dziadzia, idącego przez swoją kuchnią. Nagle przystaje, łapie się za serce i upada. Koniec.
***
Jeśli coś wspominacie, z jakiej perspektywy to widzicie?
1. Wszystko widzę swoimi oczami.
2. Wszystko widzę z góry. (Jak to określił mój tato 'Tak jakby duszyszka z Ciebie wypłynęła i widziała wszystko z nad ciebie')
Ja widzę wszystko z drugiej perspektywy. Po tym jak przeczytałam serię książek "Wilczy Brat" Myślałam, że może też jestem wędrującym duchem jak Toraq. Ale mi przeszło :P
***
Przez praktycznie większość czasu pomagałam chrzestnej w przygotowaniu drugiego przyjęcia dla jej koleżanki. Żadnego dziękuję, niczego. Tylko mnie obrażała, że nie umiem nic zrobić dobrze, że matka w domu nic mnie nie nauczyła. Miałam ochotę rzucić się jej do gardła krzycząc "Nie waż się obrażać mojej mamy! Jest o wiele lepsza od Ciebie!!" Ale się opanowałam. Nawet bez ostrzałeczki.
Przyjechali moi rodzice. Ciocia A i wujek W chcieli żebym została. Powiedziałam do Cioci na ucho, że gdybym mogła zostać u nich a nie u chrzestnej, to zostałabym bez namysłu. "Rozumiem" Powiedziała. A ja wiem, że zrozumiała.
Nie pojechaliśmy tych 30km. bo Kr. się nie chciało. Wyzywanie mnie od grubych zajęło mu zbyt dużo czasu.
Wróciłam do domu i wyżaliłam się ze wszystkiego mamie. Znów czuję tę nitkę łączącą nas. Ona ma problemy z cerą, większe niż ja i była u takiego kolesia i on powiedział, że musi być na diecie ścisłej. A ja jej powiedziałam, że wszyscy (no nie wszyscy ale dużo osób) nazywa mnie grubą i, że przechodzę z nią na dietę, przekonał ją argument, że sama nad morzem powiedziała mi, że mam gruby brzuch. Tą dietę ściślej opiszę jutro. Wiem tylko, że co drugi dzień brązowy ryż :)
PS. Dostałam okresu. Dobra niepokoiłam się, że go nie mam. Dostałam. Już może sobie iść.
Poniedziałek:
No dobra, ostatni dzień zawalania. I żarcie, aczkolwiek kontrolowanie ilości.
Wieczór: Co ja zrobiłam? Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Wyszło na to, że zrobiłam wszystkie wyzwania dzień pierwszy i trochę dodatkowych.

~~ . ~~

Dziś. Tak dużo energii. Tak dużo motywacji. Tak dużo efektu WoW. Tak dużo uczucia chudnę! Tyle pozytywnej energii w jednym miejscu :D

Bilans:
- kawa rozpuszczalna - (?) z 10kcal?
Razem: ok. 10kcal

Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 40 brzuszków, motylków i przysiadów
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts

Potem jeszcze zrobię ćwiczenia poprawiające kształt piersi(chociaż ich praktycznie nie mam xd) oraz coś na ramiona.

Z rana prawie uderzałam głową w ścianę myśląc "Co ty do ch*lery odwalasz? Tyle gadasz, że głodówki są złe, a sama to robisz." "Przymknij się głupi mózgu. Jest dobrze." I sama nie wiem w którą wersję wierzyć. A po za tym, to nie jest głodówka. Wypiłam kawę, a raczej dalej ją piję xd

Tak łatwo było dziś nic nie jeść od rana do 15 byłam w domu sama z B. i S. (zmieniłam inicjały B. to ten co ma 12 a S to ta kruszyna). Potem tato wrócił z pracy. A mama wróci ok. 20 więc będę 'po kolacji'. Jutro same jogurty. Więc bilans może być dość duży, ale jogurty mi nie zaszkodzą. Pamiętacie moje postanowienia? "Nie popadam w paranoję" Jogurt nic mi nie zrobi. Nawet jeśli coś mi szepcze, że ten jogurt równie dobrze może mnie zamordować w nocy. Wtf? Zamknij się głosiku. 

Szukacie motywacji? Stylowi.pl dział Sport i fitness. N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e. 

Nie powinnam pić kawy. Muszę kupić zbożową. Idę myć naczynia. Łiiii. To jest właśnie efekt wow. Czuję się niesamowicie. Mimo, że podczas ćwiczeń robiło mi się słabo. Jest moc. Moc, energia, gło-du-we-czka! Kurde, z moim mózgiem coś serio nie tak :D

Trzymajcie się ciepło. Pa =]




Ja już osiągnęłam swoje dno. Teraz muszę się wzbić pod samo niebo.

PS. Mojemu bratu zamarzył się AquaPark, mojemu dziadziowi wycieczka. Więc jedziemy w noc z czwartku na piątek do Krakowa do tego parku wodnego (kończ się okresie!), a potem do Zakopanego. Panie Boże chroń mnie. Mam lęk wysokości. Dla tych co byli w Polskich Tatrach. Morskie Oko ujdzie. Wiecie gdzie jest 'ceptostrada'? To jest szlak z Morskiego Oka do Szpiglasowej Przełęczy. Nie doszłam nawet do połowy, tylko popadłam w histerię bo chrzestna ciągnęła mnie tam siłą. Rozpłakałam się na trasie i powiedziałam, że dalej nie idę, a ona powiedziała, że na pewno nie jestem jej chrześniaczką. Wszystko działo się rok temu, a ja dalej pamiętam z wyrazistością 120% jak to wypowiada. Od tamtej pory nasze relacje spadły ( w moim miemaniu) na 0% a ją to może nawet nie zaciekawiło, jaką mi wtedy przykrość sprawiła. Przeszłość. Zapomnijmy. Spalmy. Jej zdanie już i tak mnie nie obchodzi. Jestem samodzielną jednostką! Zależy mi tylko na mojej rodzince (mama, tata, S. no B też ew.) rodzince z domku trzeciego, babci od strony taty i na chrzestnym. To moje miejsce pierwsze. Kocham. Kocham. Kocham. Gdybym kiedyś popadła w anoreksję, dla nich, a w szczególności dla S. mogłabym zacząć jeść.

czwartek, 26 czerwca 2014

Tak sobie myślę

Ohayo!


Tak sobie myślę, czy nie zawiesić bloga, choć w sumie jeszcze tylko jutro, więc nie. Jednak nie. Ale mogłabym nie pisać. Moje posty i tak nic nie wnoszą do waszego życia, a moje bilanse muszą kuć was w oczy. Jedyne co jeszcze podciągam na prostą to ćwiczenia. Tak. Z tego w sumie jestem zadowolona.

Bilans
- owsianka- 193kcal
- 10 cukierków- 420kcal
- jogurt- 187kcal
- pare łyżek sałatki owocowej (no dobra: pokrojonego w kostkę arbuza, zmieszanego z jabłkiem- 50kcal
- BigMilkBanbi - 170kcal

Ćwiczenia:
- 10 pompek
- 50 nożyc
- 50 przysiadów
- 50 motylków
- 150 brzuszków
- 200 unoszeń

Walizka stoi przy szafie. Boleśnie rani wzrok. 2tygodnie? 2 tygodnie tortury czy przyjemności? Wszyscy jadą z kimś, a to z przyjaciółką, znajomą, a ja? Sama. Jedzie taka dziewczyna, którą poznałam w zeszłym roku. Mam wrażenie, że spędzała ze mną czas, tylko dla jedzenia. Tak. Mam zakupione dużo jedzenia. Cały stos. Piętrzy się na półce w szafie. Słyszę jak mnie woła, żebym je zjadła już teraz. Przecież i tak jest dla mnie. Nie. Odpowiadam. Biorę je by nasycić ludzi wokoło.

Nie wiem jakim sposobem, ale ustabilizowałam sobie wagę. Nie ważne co i jak, waha się między 54 a 55kg. To bardzo dobrze. Mam gwarancję, że nie przytyję. A w każdym bądź razie nie bardzo drastycznie.
2 tygodnie. Potem powrót i 800kcal + ćwiczenia. Do 1 września będzie 47kg, a może 45. 10kg W dwa miesiące? Challenge accepted.


Trzymajcie się ciepło. Pa =]

wtorek, 24 czerwca 2014

Kiedyś, gdy dadzą mi spokój

Ohayo!

Ostrzeżenie: To post pełen sprzeczności, więc jeśli jesteś nastawiony na jednolitość lepiej nie czytaj.

Będę się spierać ze zdaniem "Jedzenie nie daje szczęścia". Daje, chwilowe. Bo nie jest się szczęśliwym, szczęśliwym można zaledwie być przez określoną ilość czasu. Będziesz szczęśliwy dopóki nie zdasz sobie sprawy jak to może wpłynąć. Dobra. O co chodzi. Jestem wesoła i pogrążona w smutku, mam dość ch*lernego zimna, które opanowało moje dłonie. Mam dość pi*przonej czekolady i mam dość bycia postrzeganą przez świat jako "grzeczna dziewczynka".

Bilans:
- truskawki i poziomki z jog. nat. - 100kcal
- kanapki z kremusiem (taka tam podróbka nutelli) - xxxkcal załóżmy 600kcal
Już nic nie znajdzie miejsca w moich ustach.

Ćwiczenia jak wczoraj. Ewentualnie jeszcze coś więcej na nogi.

Co jest ze mną nie tak? Jem i jest ok. Myślę sobie, patrz, jesz jak normalny człowiek. A za chwilę nachodzą mnie myśli, że przytyję, że muszę ćwiczyć żeby do spalić.

Spójrzmy prawdzie w twarz jestem szczęśliwa w smutku. Szczęśliwa bo tego chciałyście, i dlatego, że Wam dobrze idzie. Zapewne większość już osiągnęła cele i jest happy bo wakacje i super ciałko.
Kto kojarzy Smutnego Kwiatuszka? Miała cel. Przeszła na HSGD, ćwiczyła, osiągnęła cele i opuściła bloggera. Nie głodziła się, była (no nie zawsze) szczęśliwa i dalej (też nie zawsze) jest.

A prawda jest taka. Chcę jeść. Chcę zjeść wszstko co jadalne, co napotkam na swojej drodze. Ale nie mogę. Jem kremusia, bo mam 'ciemny' chleb, swoją drogą już nie mam ciemnego, jest tylko biały i już nie zjem kremusia. Nie zjem truskawek ze śmietaną, ale same będę wp*erdalać. Nie zjem lodów w jakieś kalorycznej polewie, ale zjem pół litrowego pudełka śmietankowej A_gidy (żeby nie robić reklamy xd)

W ciepłotę ciała nie pójdzie, tylko głupi organizm wszystko zmagazynuje. A proszę Cię bardzo głupie tłuste cielsko. Jak wrócę z rekolekcji koloni, to wtedy będziemy rozmawiać inaczej i nie chciałabym być wtedy na Twoim miejscu głupi tłuszczu. Zbieraj sobie zapasy, zbieraj, ale do początku roku szkolnego pozbawię Cię wszystkiego i to z procentem, przytyjesz mi 2 schudnę 4, 10? 20. I zrobię to.






A takie photo walnę sobie nad morzem (23.07. prawdopodobnie będzie tam Wi-Fi, więc biorę laptopa). Co z tego, że będę na nim wyglądać jak hipopotam? Pamiątka po tłuszczu musi być. Żebym kiedyś (jak już będę jak dziewczyna z obrazka) patrzyła na siebie z obrzydzeniem i myślała "Jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu?"

Bardzo żałuję, że będę Was musiała opuścić już w sobotę, mam nadzieję, że przez dwa tygodnie o mnie nie zapomnicie, a kiedy wrócę z nadprogramowym tłuszczem i tak mnie zaakceptujecie.

Swoją drogą, nie wszystkim zostawiłam dziś komentarze, brat odłączył ruter i nie chciał mi laptop potem dobrze łączyć, więc dałam tylko +1 w google ;)

Iną drogą, dlaczego ostrzadełko przynosi ulgę, choć sprawia ból?

Sayonara! =]

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Przełamać passę

Ohayo!

Od początku tego bloga wisiała nade mną ciemna chmurka i sprawiała mi same kłopoty. Tłumacz się, tłumacz. Zamknij się. Zniszczyłaś niespodziankę. Ups. A co to jakiś sekret? Brak słów.
Przełamałam złą passę.


W ogóle to od rana mam jakiś dobry nastrój. Śniło mi się, że byłam chuda. Czy to znak? ChI. Hana wraca z podwójną dawką motywacji i adrenaliną w żyłach.

Jedno za drugim - płatki białych róż rozwierają się;
Wspomnienia są teraz w pełni uformowane
Spokój rozświetla noc kwitnących kwiatów;
Słodką i bolesną jednocześnie gdy przybiera kolor

 [...]

Błysk bez celu, ulatujące niezdecydowanie, jak dryfujące iluzje
Błądząc dotarłem wreszcie do miejsca gdzie nie zachodzą zmiany
Nawet gdy ciemność skradnie słońce, kłamstwa zawyją do grzechów i przeszłość rozedrze przyszłość na dwoje
Jak gdybym szukał wśród innych miejsc - wybieram to.

Bez końca i daleki, nieograniczony i głęboki jak przeznaczenia, które przecięły swe ścieżki
Łapałem go wciąż i wciąż, traciłem wciąż i wciąż - fakt, że nareszcie możemy się spotkać
Jak niebo tęskni za ziemią, jak kwiaty czekają na deszcz, a noc obdarowuje jutro uczuciem
Pragnąłem szczerze, by dwa serca stały się jednym.

* On/Off - Rinne Rondo (Full Opening Vampire Knight Guilty)

Przez ten tydzień jem 600kcal. Mogę nawet więcej, byleby kontrolowanie. Rekolekcje. Kolonia, nie będzie szokiem kalorycznym dla organizmu. Obliczyłam sobie Tutaj, że jedząc dziennie 800kcal (na pewno będzie mniej) przy zerowej aktywności (dziennie 6km spaceru + 30min tańca itp. więc nie do końca zerowa) po powrocie powinnam ważyć 53kg. Ciekawe czy się sprawdzi.

Chciałyście, żeby wróciła tamta pogodna, roześmiana ChI, a co jeśli jej już nie ma? Co jeśli była to tylko kolejna maska, która zginęła razem z "zakazdacene"?
Teraz jestem Hana Kaosu. Chaos to moje bloggerskie nazwisko, i bardzo do mnie pasuje. Chaos w głowie, chaos w duszy. Emocjonalny. A co jeśli to tak na prawdę ja?




 Zapomnijmy o przeszłości. Liczy się teraźniejszość, która jest kluczem do przyszłości.

Bilans:
-ś- 2/3 jogurtu 7zbóż + 2x chrupkie - 235kcal
-o- koktajl z arbuza + 10 groszków - 60 + 40 kcal
Razem: 335/600kcal
Stop. Pewnie coś jeszcze zjem, żeby dobić choć do 450kcal.
Edit, rzuciłam się na kremusia i jest chyba 720/600kcal

Ćwiczenia (przerwałam wyzwania, teraz robię ile uznam)
- 10 pompek
- 20 wiosełek
- 50 nożyc i motylków
- 70 przysiadów
- 100 brzuszków
- 200 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs

Gdyby kostka mnie nie bolała poszłabym biegać. Czyżby kolejna wymówka? Nie. Na prawdę mam ochotę. Z adrenaliną wszystko jest możliwe.

Ach! O co chodzi? Dobra. Byłam dziś w szkole (przecież to oczywiste, gdzież taki prym nie byłby na lekcjach) i cały dzień spędziliśmy w informatycznej. Na 6 lekcyjnej już tak mnie oczy bolały. A jeszcze cała 7, podczas gdy nie wiemy co na niej będzie. F*CK! Nie będę siedzieć w szkole. Dzwonek na przerwę.
- Idźcie do dyrektorki spytać się co teraz macie - powiedziała nauczycielka.
~ Rozwinęła się rozmowa na temat tego, czy iść, czy nie. Bo co jeśli o nas zapomnieli a my im przypomnimy (6-8 osób. Już nawet nie pamiętam) ~
- Mam to gdzieś. Idę - Powiedziałam.
~ Koleżanka z klasy zrobiła wielkie oczy - Naprawdę?
- A czemu nie?
- No to na razie.
- Cześć - Powiedziałam i wyszłam ze szkoły. Dotykając klamki się zawahałam, ale pomyślałam "Już za późno żeby się wycofać" i przekroczyłam próg. A co poczułam? Wolność. To najlepsze określenie.
Z podniesioną głową przekroczyłam plac szkolny i skierowałam się na chodnik. Adrenalina w żyłach, szczery, najszczerszy uśmiech na twarzy, stanowczość w oczach i siła. To tak na prawdę ty.
A najlepsze jest to, że jak sobie szłam to jechał zastępca dyrektora, mój nauczyciel od matmy i nawet na mnie nie spojrzał xd
Dobra. Pewnie teraz pomyślałyście: I czym ona się tak ekscytuje?
No to Wam powiem. To moja pierwsza ucieczka. Pierwsza, pierwsza, pierwsza :)
Chciałyście uśmiechną Hanę i macie :)

Coś mi się zrobiło z główną stroną bloggera. Pokazuje tylko jeden post, a nie wszystkie. I skąd do ch*lery ja mam wiedzieć czy są jakieś nowe posty? Kiedyś to pisałam, ale "Blogger mnie nienawidzi".
U Was też tak jest, czy normalnie?

Spadam dopasowywać bluzki do spódnic. Tak (na rekolekcje) trzeba chodzić w spódnicach do Kościoła.
Ale najpierw przejrzę Wasze blogi. Każdy pojedynczo. O matulu.

Sayonara! =]

sobota, 21 czerwca 2014

Prawie zginęłam

Ohayo!


Prawie dziś zginęłam. Niestety, a może stety, Pan Bóg nie chciał mnie wziąć jeszcze do siebie. I to jeszcze przez taki głupi wypadek. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, powiem tylko, że ktoś chciał zrobić mi żart. Właśnie jadłam czereśnię. Ale musiało być śmiesznie jak zaczęłam się dusić.
Już kiedyś tak było, w Kościele. Dostałam czkawki a ssałam tabletkę od gardła.
Ile jeszcze razy stanę na granicy życia i śmierci? A może jestem na niej cały czas i balansuję sobie po niej? Los czeka tylko na odpowiedni moment żeby podstawić mi nogę.

Zabawne, jak kruche jest życie. Jesteś i nagle Cię nie ma. Żyjesz i już po Tobie. Ułamek sekundy decyduje o wszystkim.

Swoją drogą. Kiedyś widziałam na komixxach pewien komiks, rozmowa takich dwóch ludzików:

- "Nienawidzę bólu"
- ... (zero reakcji)
- " I dlatego się tnę"
- Facepalm, WTF?

To logiczne. Ból psychiczny zmienia się na fizyczny. Nie każdy jest w stanie znieść ból psychiczny.
Logiczne a nie do ogarnięcia dla niektórych. Dla niewinnych. Dla szczerych.

I dziś zdałam sobie z czegoś sprawę.
- Ch?
- Co?
- Czy zawsze będziemy się przyjaźnić?
- Pewnie tak.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. W końcu jesteśmy rodzeństwem. (Kuzyni, ale zawsze)

Więc, dlaczego wokół nas jest mur? Dlaczego nie mogę powiedzieć słowa osobie, która znała mnie lepiej niż ja sama?

I pewnie tylko nią pozostanie


Dzięki niech będą twórcom anime. Radosny i wiecznie szczęśliwy świat.



Kwiatek Chaosu ma dołek depresyjny, miejmy nadzieję, że jutro będzie z nią lepiej.

piątek, 20 czerwca 2014

Aby powstać trzeba upaść

Ohayo!

Goździku, Twój problem rozwiązał się sam. Nie jestem "Super Hana", możesz mi pisać "Totalna Porażko", teraz to ja jestem tą najczęściej zawalającą.

2 dni na nowym blogu i dwie porażki. Rewelacyjny wynik.
Wczoraj przyjechał dziadzio z Ch (nowy blog, nowe skróty) (brat cioteczny). Pokłóciliśmy się. kto śmiał kupić krakersy? Ogólnie mój żołądek jest bardzo wytrwały, kto dałby radę zjeść krakersy (słone) z miodem (słodkie)? Chyba tylko ja. Chaos w głowie i w żołądku. Ogółem to aż boję się liczyć wczorajszy bilans. Powiem tylko, że w magiczny sposób zniknęło pół słoika miodu. Teraz już przynajmniej wiem, że nie mogę go więcej wziąć do ust. Już się go chyba nażarłam.
Dziś, tak samo. Chcę płakać, nie mogę. To byłoby dziwne. Przecież wszystko jest ok. Problem w tym, że mój chory umysł nienawidzi jedzenia a głupi żołądek pragnie go bardziej niż płuca powietrza. Oj dziewczyny zasługuję na porządny ochrzan. Ale cóż z tego. Skoro to moje ciało, i tuczę je na własny rachunek? To nie Wy będziecie mnie rozliczać z kilogramów.
Muszę sobie kupić usztywniacz na kostkę. Znowu mi dokucza. Przy każdym kroku.

Bilans:
-ś- musli błonnikowe na mleku - 250kcal
-o- tosty (chleba razowy, ser) - 150kcal
-porażka- krakersy, lód - 330 + 175kcal
Już nic dziś nie znajdzie się w mych ustach.

Ćwiczenia:
- rest pompki
- 30 wiosełek
- 55 nożyc
- 70 motylków
- 130 brzuszków i przysiadów
- 260 unoszeń
- 300 skrętoskłonów
- 8 minute legs

Kolejny punkt programu:
Holiday Challenge 2014
http://walczmy-o-perfekcje.blogspot.com/2014/06/holiday-challenge-2014.html
Jako współautorka pomysłu oczywiście wezmę w nim udział :)