Ohayo!
Dziś początek roku. Gminna Inauguracja? Na co to komu. Najpierw spotkanie z wychowawcami. Tia. I znowu zmienili nam klasę. Teraz jesteśmy na samej górze. Schody parę razy dziennie? Wyzwanie przyjęte.
Potem odbyła się Msza Św. na której było masę narodu (czyt.: Chyba z 10 szkół z gminy). Powiedziałam B., żeby po Mszy wyszedł i na mnie czekał. Co jak co ale godzinnej części artystycznej to ja nie miałam zamiaru słuchać. Poszedł. Niektórzy gimnazjaliści chcą wychodzić. Nauczyciele ich łapią i sadzają z powrotem. Mi udało się wyjść, ponieważ B. wyszedł a ja "muszę go pilnować" :D
Już jutro 'pierwszy dzień' i 7h w planie. Eh. Nic co dobre nie trwa wiecznie.
Moje wrześniowe postanowienia?
(Mam nadzieję, że będzie widać dobrze)
I jeszcze kolejna akcja: Fit Foto Wyzwanie
Jeśli jesteście ciekawe, to biorę udział a zdjęcia codziennie będę publikowała tutaj: http://zszywka.pl/u/Chaotyczna_Istotka/fit-foto-wyzwanie-wrzesien-1752494.html
Na blogu dodam w każdą niedzielę z całego tygodnia.
Jak na razie to jest Dzień 1: Woda
Bilans:
Trochę za mały.
Ćwiczenia:
- 30s. wall sitting
- 60 brzuszków
- 120 przysiadów
- 300 podskoków na skakance
- 8minute legs
- MuffinTop Workout
- 10 min. Hula-hop
Na dziś tyle.
Trzymajcie się...
... I powodzenia w szkole =]
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ćwiczenia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 1 września 2014
środa, 13 sierpnia 2014
Day 13; I need...
Ohayo!
Głupi okresie, idź. Nie chcę Cię. Nie teraz. Przecież praktycznie jutro wyjeżdżam. Odejdź i ewentualnie wróć w sobotę. Tia. Mażenie ściętej głowy.
Bilans:
- 1/3 jogurtu(80) + wafel ryżowy(36)
- 10 wafli (40)
- ryż na mleku(~150)
- inka z mlekiem 0,5% (30)
Razem: 336kcal
Edit.
- ryż z dżemem ok. 100kcal
- kawalek ciasta - 200kcal?
636kcal
F*ck. Jestem słaba i głupia.
Ćwiczenia:
- 6 pompek
- 30 nożyc
- 50 brzuszków, motylków i przysiadów
- 100 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts
Opiszę tylko plan diety, bo muszę załatwić parę spraw i naszykować się wstępnie.
Plan oficjalny - mama musi się do niego zastosować.
Mój plan - plan oficjalny + moje dodatki.
PLAN OFICJALNY:
- rano szklanka wody z łyżeczką octu jabłkowego
- co drugi dzień ryż brązowy
- pić od 1,5 do 2,5l wody dziennie
- 2 herbaty zielone dziennie
- nie pić kawy(według moich źródeł, inka to nie kawa^^), alkoholu(15 latka i alkohol, no pewnie)
- wykluczyć słodycze i słone przekąski
MÓJ PLAN:
- Plan oficjalny
- ważę się w środy i soboty
- nie przekraczam 600kcal
- piję: błonnik, skrzyp i magnez
- 5x week 8minute legs
- ćwiczenia według wyzwań
- minimum 3x week dodatkowe ćwiczonka
- i co tam jeszcze mi do głowy wpadnie.
Trzymajcie się ciepło. Pa =]
Głupi okresie, idź. Nie chcę Cię. Nie teraz. Przecież praktycznie jutro wyjeżdżam. Odejdź i ewentualnie wróć w sobotę. Tia. Mażenie ściętej głowy.
Bilans:
- 1/3 jogurtu(80) + wafel ryżowy(36)
- 10 wafli (40)
- ryż na mleku(~150)
- inka z mlekiem 0,5% (30)
Razem: 336kcal
Edit.
- ryż z dżemem ok. 100kcal
- kawalek ciasta - 200kcal?
636kcal
F*ck. Jestem słaba i głupia.
Ćwiczenia:
- 6 pompek
- 30 nożyc
- 50 brzuszków, motylków i przysiadów
- 100 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts
Opiszę tylko plan diety, bo muszę załatwić parę spraw i naszykować się wstępnie.
Plan oficjalny - mama musi się do niego zastosować.
Mój plan - plan oficjalny + moje dodatki.
PLAN OFICJALNY:
- rano szklanka wody z łyżeczką octu jabłkowego
- co drugi dzień ryż brązowy
- pić od 1,5 do 2,5l wody dziennie
- 2 herbaty zielone dziennie
- nie pić kawy(według moich źródeł, inka to nie kawa^^), alkoholu(15 latka i alkohol, no pewnie)
- wykluczyć słodycze i słone przekąski
MÓJ PLAN:
- Plan oficjalny
- ważę się w środy i soboty
- nie przekraczam 600kcal
- piję: błonnik, skrzyp i magnez
- 5x week 8minute legs
- ćwiczenia według wyzwań
- minimum 3x week dodatkowe ćwiczonka
- i co tam jeszcze mi do głowy wpadnie.
~~ . ~~
Weszłam dziś na wagę.... 55,6kg ^^ A w poniedziałek po powrocie było ponad 58kg.
Teraz tylko tego nie zaprzepaścić. Jeszcze tylko 0,6kg i cel pierwszy :D Mam nadzieję, że po powrocie go zobaczę.
wtorek, 12 sierpnia 2014
Day 7-11 WTF? ; Day 12 Work and Power
Ohayo!
Miałam na razie nie pisać... (Hana przewraca oczami) M. wiedz, że piszę tylko dlatego by zadowolić Twoją ciekawość :) Tylko od razu ostrzegam, że post jest długi oraz przeładowany negatywną i pozytywną energią :P
To tak. Środa:
Pojechałam, jestem u babci, wieczór (czyt.:17) no spoko. Przydałoby się coś zjeść. Idę do lodówki. What is that? Bigos, zupa, bałagan, stary ser, jakieś bliżej nie określone coś... Yyy. To ja dziękuję. Godzina później. Wróciła chrzestna.
***
Przerwa na reklamy.
Muszę Wam wyjaśnić sytuację mieszkaniową.
Mała wieś. Ok. 40-50 domów. Ulica przebiegająca przez środek. Interesuje nas tylko lewa strona drogi. 3 domy. Za nimi i obok nich las. Gęsty, mieszany z przerażającą ilością sosen, jak na mój gust rosnących za blisko domów. We wszystkich trzech domach mieszka rodzina Hany od strony mamy (heehe, zrymowało się). W jednym babcia z dziadziem, w drugim chrzestna a w trzecim: Prababcia, ciocia M i wujek Wi, ciocia AA i wujek W oraz Kr.
Kiedyś moja rodzina również tam mieszkała, w domku pierwszym. Babcia z dziadziem mieszkali z chrzestną. Dobrze, że teraz się przeprowadziliśmy tu. Na wieś nie wiele większą, bo ma tylko ok. 4000 mieszkańców :D
***
No spoko. No to idę do niej.
- Co zjesz na kolację?
- Nic.
- Ona nic nie jadła - wtrąciła babcia i wyszła.
Chrzestna otworzyła lodówkę. WTF? Jak to możliwe, że pół lodówki zajmują ciasta i jej różne wynalazki (zamiłowanie do nalewek i różnych dziwnych rzeczy). Pokroiła ciastka na spodek. Dobra moja wina wzięłam jedno i zjadłam. Taka głodna.Taka gruba. Potem wpadłam na chwilę do Kr. Z chwili zrobiła się 22:30. Wróciłam do chrzestnej (łii te 30m. oddzielające te domy) i poszłam pościelić łóżko (można by rzec, że 5 osobowe) następnie zajęłam się sobą. Umyłam się, zęby itp. Wychodzę. "No nie mów, że umyłaś zęby?! Przecież jeszcze będziemy jeść!" Chciałabyś - pomyślałam i zaniosłam talerz z ciastkami który mi podała do pokoju, po czym szybko położyłam się spać. A w głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Zasnąć za nim przyjdzie". Nie czytajcie po między wierszami. Spałam z nią w jednym łóżku. Zawsze tak było jak tam przyjeżdżałam. I na litość boską. Zawsze tego nienawidziłam. No chyba, że spał tam również Kr ^^ .... ej przystopujcie, to mój kuzyn :P
Czwartek i Piątek:
Alleluja! Dziś nocuję u cioci. Pomińmy kwestie śniadania. Pomińmy kwestie jedzenia. Byłam szczęśliwa. U cioci zawsze jestem. Ciocia jest siostrą babci, więc nie łączy nas prawdziwe pokrewieństwo, ale pokrewieństwo krwi już tak, lecz mimo to nie pytajcie u której wolę przebywać. Zresztą, odpowiedź chyba znacie.
U cioci jest tak miło. Taka rodzinna atmosfera, którą potęguje fakt, że córka cioci (czyli ciocia AA) jest w ciąży. Termin na grudzień. Już jej zapowiedziałam, że wbijam na ferie zimowe pomagać przy dziecku :D
Czwartek: Był grill u chrzestnej z okazji jej imienin. F*CK! KWC złamane. Wypiłam Redsa. Jak 15 letnie dziecko może złamać Krucjatę? Wujek W, proponował mi różne alkohole, ale odmówiłam. To wyglądało jak sylwester w tamtym roku. "Kr, Hano. Widzicie? Tam jest barek. Bierzta co chceta" No dobra powiedział to trochę w dłuższej formie, ale przekaz był taki. Podczas mojej następnej wizyty może skorzystam :P
Sobota:
No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Z miną skazańca przenoszę rzeczy do chrzestnej a książkę i gitarę do babci.Godzina 8.
- O Hana, dobrze, że jesteś. Za domem jest groch. Wyłuskasz.
Oni jadą do miasta.
Wychodzę, idę za dom. 'o' Wiaderko, pudełko i wielki kosz. Wszystko pełne grochu. Wzięłam wiaderko i idę łuskać. Poszłam na altankę do cioci. AA akurat obierała ziemniaki. Pół wiaderka wyłuskane. Babcia z dziadziem wychodzą z domu.
- A B. (mój brat) gdzie? Dlaczego nie łuska? - powiedziała AA
- On ma wakacje, fil w domu ogląda. - Odpowiedziała babcia.
Cioci po prostu słów zabrakło. A potem zaczęła mówić, że ja przecież też mam wakacje, co babcia pozostawiła bez słowa i poszła.
Reszta jest nie ważna. Ciocia zmusiła mojego brata do wyjścia z domu. Było trochę krzyku.Mały głupi idioto, ona jest w ciąży! Ale wyłuskał pół kosza i zwiał do domu. Zjadłam obiad u cioci i łuskałam dalej.
Godzina parenaście minut po 13.
Hana dalej łuska. Babcia przyjeżdża i wyśmiewa się z niej, że tyle to jej zajęło.Ale nie pomogła. Gł*pia. Gł*pia. Gł*pia. Wiem, że kiedyś pożałuję tych wyzwisk, ale na prawdę mam o niej takie mniemanie. Zajęło mi to do 14. Pomogła mi trochę prababcia. Ciocia musiała się zająć domem bo wujostwa też nie było. Ale nawet gdyby byli a ona by mi nie pomogła, nie miałabym żalu.
Wieczór u chrzestnej. Krzyk. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Kreska na ręce. Malutka. Wygląda jakby mnie kot podrapał. Ale ulżyło. Główny cel osiągnięty.
Niedziela.
Dalej u chrzestnej. Kościół, Msza Święta, cmentarz.
- Dziadziu, pożyczysz zapałki? Bo zapaliłabym znicza u dziadzia(od strony taty), bo jest knot, ale się nie pali.
- Nie mam zapałek, ale w samochodzie jest zapalniczka.
- Och, dzięki - niemal wyczułam myśli babci " Nie denerwuj go, przecież już jedziemy do domu". - Dziękuję, ale nie pójdę. Przecież nie będziecie na mnie czekać.
To wydarzenie chyba najbardziej ciąży mi na sercu. Dziadzia(od strony taty) nie pamiętam za dobrze. Tylko cztery sceny związane z nim. 1. Biegnę przez jego podwórko, on stoi z koniem. Podbiegam, on daje mi czekoladę i mnie przytula. 2. Siedzimy (ja, tata i małyB) w szpitalu na krzesłach. Nie chcieli nas wpuścić. Mama mogła wejść, bo jest z tych sfer. 3. On leżący w trumnie. 4. Moja rozmowa z mamą (miałam 6 lat) - Mamuś, czy skoro dziadzio umarł, nie mogę ubierać się na czerwono?
Czasem śni mi się inna sytuacja... która mogłaby być prawdziwa, ale ja nie miałabym prawa jej widzieć. Widzę dziadzia, idącego przez swoją kuchnią. Nagle przystaje, łapie się za serce i upada. Koniec.
***
Jeśli coś wspominacie, z jakiej perspektywy to widzicie?
1. Wszystko widzę swoimi oczami.
2. Wszystko widzę z góry. (Jak to określił mój tato 'Tak jakby duszyszka z Ciebie wypłynęła i widziała wszystko z nad ciebie')
Ja widzę wszystko z drugiej perspektywy. Po tym jak przeczytałam serię książek "Wilczy Brat" Myślałam, że może też jestem wędrującym duchem jak Toraq. Ale mi przeszło :P
***
Przez praktycznie większość czasu pomagałam chrzestnej w przygotowaniu drugiego przyjęcia dla jej koleżanki. Żadnego dziękuję, niczego. Tylko mnie obrażała, że nie umiem nic zrobić dobrze, że matka w domu nic mnie nie nauczyła. Miałam ochotę rzucić się jej do gardła krzycząc "Nie waż się obrażać mojej mamy! Jest o wiele lepsza od Ciebie!!" Ale się opanowałam. Nawet bez ostrzałeczki.
Przyjechali moi rodzice. Ciocia A i wujek W chcieli żebym została. Powiedziałam do Cioci na ucho, że gdybym mogła zostać u nich a nie u chrzestnej, to zostałabym bez namysłu. "Rozumiem" Powiedziała. A ja wiem, że zrozumiała.
Nie pojechaliśmy tych 30km. bo Kr. się nie chciało.Wyzywanie mnie od grubych zajęło mu zbyt dużo czasu.
Wróciłam do domu i wyżaliłam się ze wszystkiego mamie. Znów czuję tę nitkę łączącą nas. Ona ma problemy z cerą, większe niż ja i była u takiego kolesia i on powiedział, że musi być na diecie ścisłej. A ja jej powiedziałam, że wszyscy (no nie wszyscy ale dużo osób) nazywa mnie grubą i, że przechodzę z nią na dietę, przekonał ją argument, że sama nad morzem powiedziała mi, że mam gruby brzuch. Tą dietę ściślej opiszę jutro. Wiem tylko, że co drugi dzień brązowy ryż :)
PS. Dostałam okresu. Dobra niepokoiłam się, że go nie mam. Dostałam. Już może sobie iść.
Poniedziałek:
No dobra, ostatni dzień zawalania. I żarcie, aczkolwiek kontrolowanie ilości.
Wieczór: Co ja zrobiłam? Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Wyszło na to, że zrobiłam wszystkie wyzwania dzień pierwszy i trochę dodatkowych.
Miałam na razie nie pisać... (Hana przewraca oczami) M. wiedz, że piszę tylko dlatego by zadowolić Twoją ciekawość :) Tylko od razu ostrzegam, że post jest długi oraz przeładowany negatywną i pozytywną energią :P
To tak. Środa:
Pojechałam, jestem u babci, wieczór (czyt.:17) no spoko. Przydałoby się coś zjeść. Idę do lodówki. What is that? Bigos, zupa, bałagan, stary ser, jakieś bliżej nie określone coś... Yyy. To ja dziękuję. Godzina później. Wróciła chrzestna.
***
Przerwa na reklamy.
Muszę Wam wyjaśnić sytuację mieszkaniową.
Mała wieś. Ok. 40-50 domów. Ulica przebiegająca przez środek. Interesuje nas tylko lewa strona drogi. 3 domy. Za nimi i obok nich las. Gęsty, mieszany z przerażającą ilością sosen, jak na mój gust rosnących za blisko domów. We wszystkich trzech domach mieszka rodzina Hany od strony mamy (heehe, zrymowało się). W jednym babcia z dziadziem, w drugim chrzestna a w trzecim: Prababcia, ciocia M i wujek Wi, ciocia AA i wujek W oraz Kr.
Kiedyś moja rodzina również tam mieszkała, w domku pierwszym. Babcia z dziadziem mieszkali z chrzestną. Dobrze, że teraz się przeprowadziliśmy tu. Na wieś nie wiele większą, bo ma tylko ok. 4000 mieszkańców :D
***
No spoko. No to idę do niej.
- Co zjesz na kolację?
- Nic.
- Ona nic nie jadła - wtrąciła babcia i wyszła.
Chrzestna otworzyła lodówkę. WTF? Jak to możliwe, że pół lodówki zajmują ciasta i jej różne wynalazki (zamiłowanie do nalewek i różnych dziwnych rzeczy). Pokroiła ciastka na spodek. Dobra moja wina wzięłam jedno i zjadłam. Taka głodna.
Czwartek i Piątek:
Alleluja! Dziś nocuję u cioci. Pomińmy kwestie śniadania. Pomińmy kwestie jedzenia. Byłam szczęśliwa. U cioci zawsze jestem. Ciocia jest siostrą babci, więc nie łączy nas prawdziwe pokrewieństwo, ale pokrewieństwo krwi już tak, lecz mimo to nie pytajcie u której wolę przebywać. Zresztą, odpowiedź chyba znacie.
U cioci jest tak miło. Taka rodzinna atmosfera, którą potęguje fakt, że córka cioci (czyli ciocia AA) jest w ciąży. Termin na grudzień. Już jej zapowiedziałam, że wbijam na ferie zimowe pomagać przy dziecku :D
Czwartek: Był grill u chrzestnej z okazji jej imienin. F*CK! KWC złamane. Wypiłam Redsa. Jak 15 letnie dziecko może złamać Krucjatę? Wujek W, proponował mi różne alkohole, ale odmówiłam. To wyglądało jak sylwester w tamtym roku. "Kr, Hano. Widzicie? Tam jest barek. Bierzta co chceta" No dobra powiedział to trochę w dłuższej formie, ale przekaz był taki. Podczas mojej następnej wizyty może skorzystam :P
Sobota:
No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Z miną skazańca przenoszę rzeczy do chrzestnej a książkę i gitarę do babci.Godzina 8.
- O Hana, dobrze, że jesteś. Za domem jest groch. Wyłuskasz.
Oni jadą do miasta.
Wychodzę, idę za dom. 'o' Wiaderko, pudełko i wielki kosz. Wszystko pełne grochu. Wzięłam wiaderko i idę łuskać. Poszłam na altankę do cioci. AA akurat obierała ziemniaki. Pół wiaderka wyłuskane. Babcia z dziadziem wychodzą z domu.
- A B. (mój brat) gdzie? Dlaczego nie łuska? - powiedziała AA
- On ma wakacje, fil w domu ogląda. - Odpowiedziała babcia.
Cioci po prostu słów zabrakło. A potem zaczęła mówić, że ja przecież też mam wakacje, co babcia pozostawiła bez słowa i poszła.
Reszta jest nie ważna. Ciocia zmusiła mojego brata do wyjścia z domu. Było trochę krzyku.
Godzina parenaście minut po 13.
Hana dalej łuska. Babcia przyjeżdża i wyśmiewa się z niej, że tyle to jej zajęło.
Wieczór u chrzestnej. Krzyk. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Kreska na ręce. Malutka. Wygląda jakby mnie kot podrapał. Ale ulżyło. Główny cel osiągnięty.
Niedziela.
Dalej u chrzestnej. Kościół, Msza Święta, cmentarz.
- Dziadziu, pożyczysz zapałki? Bo zapaliłabym znicza u dziadzia(od strony taty), bo jest knot, ale się nie pali.
- Nie mam zapałek, ale w samochodzie jest zapalniczka.
- Och, dzięki - niemal wyczułam myśli babci " Nie denerwuj go, przecież już jedziemy do domu". - Dziękuję, ale nie pójdę. Przecież nie będziecie na mnie czekać.
To wydarzenie chyba najbardziej ciąży mi na sercu. Dziadzia(od strony taty) nie pamiętam za dobrze. Tylko cztery sceny związane z nim. 1. Biegnę przez jego podwórko, on stoi z koniem. Podbiegam, on daje mi czekoladę i mnie przytula. 2. Siedzimy (ja, tata i małyB) w szpitalu na krzesłach. Nie chcieli nas wpuścić. Mama mogła wejść, bo jest z tych sfer. 3. On leżący w trumnie. 4. Moja rozmowa z mamą (miałam 6 lat) - Mamuś, czy skoro dziadzio umarł, nie mogę ubierać się na czerwono?
Czasem śni mi się inna sytuacja... która mogłaby być prawdziwa, ale ja nie miałabym prawa jej widzieć. Widzę dziadzia, idącego przez swoją kuchnią. Nagle przystaje, łapie się za serce i upada. Koniec.
***
Jeśli coś wspominacie, z jakiej perspektywy to widzicie?
1. Wszystko widzę swoimi oczami.
2. Wszystko widzę z góry. (Jak to określił mój tato 'Tak jakby duszyszka z Ciebie wypłynęła i widziała wszystko z nad ciebie')
Ja widzę wszystko z drugiej perspektywy. Po tym jak przeczytałam serię książek "Wilczy Brat" Myślałam, że może też jestem wędrującym duchem jak Toraq. Ale mi przeszło :P
***
Przez praktycznie większość czasu pomagałam chrzestnej w przygotowaniu drugiego przyjęcia dla jej koleżanki. Żadnego dziękuję, niczego. Tylko mnie obrażała, że nie umiem nic zrobić dobrze, że matka w domu nic mnie nie nauczyła. Miałam ochotę rzucić się jej do gardła krzycząc "Nie waż się obrażać mojej mamy! Jest o wiele lepsza od Ciebie!!" Ale się opanowałam. Nawet bez ostrzałeczki.
Przyjechali moi rodzice. Ciocia A i wujek W chcieli żebym została. Powiedziałam do Cioci na ucho, że gdybym mogła zostać u nich a nie u chrzestnej, to zostałabym bez namysłu. "Rozumiem" Powiedziała. A ja wiem, że zrozumiała.
Nie pojechaliśmy tych 30km. bo Kr. się nie chciało.
Wróciłam do domu i wyżaliłam się ze wszystkiego mamie. Znów czuję tę nitkę łączącą nas. Ona ma problemy z cerą, większe niż ja i była u takiego kolesia i on powiedział, że musi być na diecie ścisłej. A ja jej powiedziałam, że wszyscy (no nie wszyscy ale dużo osób) nazywa mnie grubą i, że przechodzę z nią na dietę, przekonał ją argument, że sama nad morzem powiedziała mi, że mam gruby brzuch. Tą dietę ściślej opiszę jutro. Wiem tylko, że co drugi dzień brązowy ryż :)
PS. Dostałam okresu. Dobra niepokoiłam się, że go nie mam. Dostałam. Już może sobie iść.
Poniedziałek:
No dobra, ostatni dzień zawalania. I żarcie, aczkolwiek kontrolowanie ilości.
Wieczór: Co ja zrobiłam? Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Wyszło na to, że zrobiłam wszystkie wyzwania dzień pierwszy i trochę dodatkowych.
~~ . ~~
Dziś. Tak dużo energii. Tak dużo motywacji. Tak dużo efektu WoW. Tak dużo uczucia chudnę! Tyle pozytywnej energii w jednym miejscu :D
Bilans:
- kawa rozpuszczalna - (?) z 10kcal?
Razem: ok. 10kcal
Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 40 brzuszków, motylków i przysiadów
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts
Potem jeszcze zrobię ćwiczenia poprawiające kształt piersi(chociaż ich praktycznie nie mam xd) oraz coś na ramiona.
Z rana prawie uderzałam głową w ścianę myśląc "Co ty do ch*lery odwalasz? Tyle gadasz, że głodówki są złe, a sama to robisz." "Przymknij się głupi mózgu. Jest dobrze." I sama nie wiem w którą wersję wierzyć. A po za tym, to nie jest głodówka. Wypiłam kawę, a raczej dalej ją piję xd
Tak łatwo było dziś nic nie jeść od rana do 15 byłam w domu sama z B. i S. (zmieniłam inicjały B. to ten co ma 12 a S to ta kruszyna). Potem tato wrócił z pracy. A mama wróci ok. 20 więc będę 'po kolacji'. Jutro same jogurty. Więc bilans może być dość duży, ale jogurty mi nie zaszkodzą. Pamiętacie moje postanowienia? "Nie popadam w paranoję" Jogurt nic mi nie zrobi. Nawet jeśli coś mi szepcze, że ten jogurt równie dobrze może mnie zamordować w nocy. Wtf? Zamknij się głosiku.
Szukacie motywacji? Stylowi.pl dział Sport i fitness. N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e.
Nie powinnam pić kawy. Muszę kupić zbożową. Idę myć naczynia. Łiiii. To jest właśnie efekt wow. Czuję się niesamowicie. Mimo, że podczas ćwiczeń robiło mi się słabo. Jest moc. Moc, energia, gło-du-we-czka! Kurde, z moim mózgiem coś serio nie tak :D
Trzymajcie się ciepło. Pa =]
Ja już osiągnęłam swoje dno. Teraz muszę się wzbić pod samo niebo.
PS. Mojemu bratu zamarzył się AquaPark, mojemu dziadziowi wycieczka. Więc jedziemy w noc z czwartku na piątek do Krakowa do tego parku wodnego (kończ się okresie!), a potem do Zakopanego. Panie Boże chroń mnie. Mam lęk wysokości. Dla tych co byli w Polskich Tatrach. Morskie Oko ujdzie. Wiecie gdzie jest 'ceptostrada'? To jest szlak z Morskiego Oka do Szpiglasowej Przełęczy. Nie doszłam nawet do połowy, tylko popadłam w histerię bo chrzestna ciągnęła mnie tam siłą. Rozpłakałam się na trasie i powiedziałam, że dalej nie idę, a ona powiedziała, że na pewno nie jestem jej chrześniaczką. Wszystko działo się rok temu, a ja dalej pamiętam z wyrazistością 120% jak to wypowiada. Od tamtej pory nasze relacje spadły ( w moim miemaniu) na 0% a ją to może nawet nie zaciekawiło, jaką mi wtedy przykrość sprawiła. Przeszłość. Zapomnijmy. Spalmy. Jej zdanie już i tak mnie nie obchodzi. Jestem samodzielną jednostką! Zależy mi tylko na mojej rodzince (mama, tata, S. no B też ew.) rodzince z domku trzeciego, babci od strony taty i na chrzestnym. To moje miejsce pierwsze. Kocham. Kocham. Kocham. Gdybym kiedyś popadła w anoreksję, dla nich, a w szczególności dla S. mogłabym zacząć jeść.
niedziela, 3 sierpnia 2014
Day 3; Myśl pozytywnie
Ohayo!
Niedziela, leniwy dzień, możemy odstąpić od diety... Zaraz, zaraz. Co? Jakie odstępstwo? To, że jest niedziela nic nie zmienia. Niedziela jest takim samym dniem jak inne w stosunku do diety i ćwiczeń. Różnica jest taka, że w niedziele jest więcej czasu wolnego.
Obczaiłam, że na liście książek jest Kubuś Puchatek, a że strasznie mi się nudziło to zaczęłam go sobie czytać. Wiecie jaki oni tam dają 'wzór' dla dzieci?
"- Cały tydzień - powtórzył Puchatek posępnie. - A co będzie z jedzeniem?
- Obawiam się, że nic - rzekł Krzyś - Chodzi o to, żebyś mógł jak najprędzej schudnąć. Za to będziemy ci czytać."
Puchatek zaklinował się w norze królika i nie mógł wyjść. Krzyś razem z królikiem stwierdzili, że jak nie będzie jadł tydzień to schudnie wystarczająco żeby wyjść. Serio książko? A jakby czytało to małe dziecko z nadwagą i pomyślało sobie: 'Och! To ja też nie będę jeść jak Kubuś, żeby dotrzymać mu towarzystwa!' Dobra. Przyznaję. Oklepany scenariusz. Ale nuż widelec by się tak stało?
Jedziemy dziś z wizytą do cioci i wujka ze strony taty. Mają 2 dzieci. Córkę o rok starszą ode mnie i syna w moim wieku. Jak ja to przetrwam? Ta dwójka nie jest zbyt szczupła, ale dziewczyna jest podobno na diecie, więc może nie wystawią jakichś ciast itp.
Tak jak pisałam w poprzednim poście. Będę musiała pojechać na trochę do babci. A tato mi już zapowiedział, że jak tylko przyjedzie gitara. Puf. I już mnie tu nie ma. Mhm. Dobrze, że tak mnie kochacie.
Niedziela, leniwy dzień, możemy odstąpić od diety... Zaraz, zaraz. Co? Jakie odstępstwo? To, że jest niedziela nic nie zmienia. Niedziela jest takim samym dniem jak inne w stosunku do diety i ćwiczeń. Różnica jest taka, że w niedziele jest więcej czasu wolnego.
Obczaiłam, że na liście książek jest Kubuś Puchatek, a że strasznie mi się nudziło to zaczęłam go sobie czytać. Wiecie jaki oni tam dają 'wzór' dla dzieci?
"- Cały tydzień - powtórzył Puchatek posępnie. - A co będzie z jedzeniem?
- Obawiam się, że nic - rzekł Krzyś - Chodzi o to, żebyś mógł jak najprędzej schudnąć. Za to będziemy ci czytać."
Puchatek zaklinował się w norze królika i nie mógł wyjść. Krzyś razem z królikiem stwierdzili, że jak nie będzie jadł tydzień to schudnie wystarczająco żeby wyjść. Serio książko? A jakby czytało to małe dziecko z nadwagą i pomyślało sobie: 'Och! To ja też nie będę jeść jak Kubuś, żeby dotrzymać mu towarzystwa!' Dobra. Przyznaję. Oklepany scenariusz. Ale nuż widelec by się tak stało?
Jedziemy dziś z wizytą do cioci i wujka ze strony taty. Mają 2 dzieci. Córkę o rok starszą ode mnie i syna w moim wieku. Jak ja to przetrwam? Ta dwójka nie jest zbyt szczupła, ale dziewczyna jest podobno na diecie, więc może nie wystawią jakichś ciast itp.
Tak jak pisałam w poprzednim poście. Będę musiała pojechać na trochę do babci. A tato mi już zapowiedział, że jak tylko przyjedzie gitara. Puf. I już mnie tu nie ma. Mhm. Dobrze, że tak mnie kochacie.
~~ . ~~
Bilans:
- 1/4 serka wiejskiego (47) wafel ryżowy z szynką i serem(106)
- Pomysł na... Pieczona pierś z kurczaka z ziemniakami i dodatkami - ~250
Razem: 453/600kcal
Ćwiczenia:
- rozciąganie
- 6 pompek
- 30 nożyc
- 50 brzuszków, motylków i wykopów
- 100 skrętoskłonów i unoszeń
- rest nogi
- ThinGap
Day 3 - zaliczony.
Jest moc :)
~~ . ~~
Oglądam Skins. Dopiero 2odc., ale już kocham Cassie. Ta dziewczyna jest taka pozytywna(dla otoczenia). I czy to zbieg okoliczności, że ma pościel w motylki? Przypadek? Nie sądzę. :D
Jeszcze na 85% coś zjem, ale nie ma opcji, żebym przekroczyła moje 600 kcal. Miałam ważyć się w soboty i środy, ale zważę się jutro i tak codziennie aż gitarka będzie u mnie. Muszę wiedzieć czy mogę grać ^^
Trzymajcie się ciepło. Pa =]
sobota, 2 sierpnia 2014
Day2; Trwanie w motywacji
Ohayo!
Waga: 56,5kg
Bilans:
- pół Jogusia jagodowego(165) + musli błonnikowe(~35)
- parówka(140), kartofle(120), mizeria(czyt.: ogórki z jog.nat. ~30)
- kompot(x kcal [na pewno niezbyt dużo, to kompot domowy] )
Razem: 490+ x / 600kcal
Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 30 przysiadów
- 40 brzuszków, motylków
- 80 skrętoskłonów, unoszeń, wykopów
- 8 minute legs
- rozciąganie
Day 2 - zaliczony
~~ . ~~
Waga: 56,5kg
Bilans:
- pół Jogusia jagodowego(165) + musli błonnikowe(~35)
- parówka(140), kartofle(120), mizeria(czyt.: ogórki z jog.nat. ~30)
- kompot(x kcal [na pewno niezbyt dużo, to kompot domowy] )
Razem: 490+ x / 600kcal
Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 30 przysiadów
- 40 brzuszków, motylków
- 80 skrętoskłonów, unoszeń, wykopów
- 8 minute legs
- rozciąganie
Day 2 - zaliczony
~~ . ~~
Anonimie: Oczywiście, że nie mam nic przeciwko :) Mój e-mail: hanakaosu@gmail.com , jak napiszesz to dam Ci Gadu. Pozdrawiam =]
~~ . ~~
Jeszcze tylko 1,5kg i cel pierwszy. Łii... Robimy falę ~~~~
A wracając to realnego świata.
Zamieniłam Mel B. na '8 minute legs'. Dlaczego? Internet mi się strasznie zacina, a dziś brat ma jeszcze zamiar aktualizować WOT-a (grę) więc pff. katastrofa połączeniowa. Już mnie przeraża myśl, że być może PopPilates też nie zechce się włączyć. Jakoś strasznie spodobały mi się te ćwiczenia. Kolejny powód. Ja. | Mel B. Pomiędzy nami jest ściana. Jakoś nie mogę jej ćwiczeń. Zbyt wymagające? Tia. Jasne. A tak na serio. 8 minute da mi takie same efekty, pamiętam, że ostatnio po dwóch tygodniach już miałam o wiele lepsze nogi. (O ile moje nogi można w jakiejkolwiek fazie określić słowem 'lepsze').
Będę musiała jeszcze na wakacjach pojechać do babci. Ale tak sobie myślę, że trzy dni posiedzę u babci a dwa u cioci :) Najpierw 3 dni męczarni a potem 2 relaxu = 5 dni naprzemiennych emocji, bez internetu :( Bardzo się boję, że przez ten wyjazd przytyję. Ciocia gotuje dość tłusto, a babcia jak babcia. Plusem jest to, że będę miała jak ćwiczyć, więc na 100% nie zawalę wyzwań. A jeszcze jak wezmę tam sobie gitarkę (bo nie ma opcji żebym gdziekolwiek się ruszyła z domu dopóki ona nie przyjdzie) to będzie lajcik.
Mam stałą, irytującą świadomość, że w mojej kosmetyczce jest ostrzałeczka. Czuję jakby mnie wzywała. Ale NIE! Nie będę się ciąć. Ten miesiąc ma być idealny. A zresztą na dziś już mi wystarczy krwi. Nie. Nie dostałam okresu. Choć by się przydał. Powinnam dostać równiuteńko 30 dni temu. Chodzi o to, że dzisiaj cięłam drut z tatem (Tia. Ja pracuję a brat wyleguje się na kanapie i ogląda tv. To się nazywa sprawiedliwość w domu ChI.. to znaczy .. Hany) Ale wróćmy do sedna. Cięliśmy drut i tak trochę mi nogi podrapał. Idzie moja mama "O Boże! Krew Ci leci z nogi". Spoglądam. "O, nie zauważyłam". Tata patrzy "A no. Faktycznie Cię trochę zadrapał". I idź jutro człowieku w spódnicy do Kościoła xd Tak, chodzę w spódnicy choć nie trawię swoich nóg. Wolę to niż kisić się w spodniach. To plus bycia dziewczyną :D
Całkiem prawdo podobne, że gitarka przyjdzie w poniedziałek. A żeby było ciekawiej to dopóki nie zejdę do 55,9 - 55kg (taki zakres :P ) to nie będę na niej grać. Motywacjo trwaj!
![]() |
| ze stylowi.pl |
piątek, 1 sierpnia 2014
Sierpień; Day1; Motywacja110%
Ohayo!
Dopamina szaleje (Hormon motywacji do działania ~KLIK~), endorfiny (hormony szczęścia) rozsadzają mi żyły.
Dawno nie czułam się tak dobrze. Już chyba wiem, dlaczego wtedy (dawno, dawno, dawno, dawno [...] temu) tyle ćwiczyłam.
Zaczął się sierpień. Nowy miesiąc, nowe wyzwania, nowe cele = Nowa walka.
Nie robię podsumowania sierpnia, bo w sumie, nie miałabym czego sumować. Zważę się jutro i to będzie taka waga 'początek sierpnia'.
Miałam się z Wami podzielić moim planem, więc oto on:
1. Bilanse do 600kcal
2. Wliczam owoce i warzywa
3. Nie jem po 18
4. Spalam 'nad kalorie'
5. Minimum 1,5l wody dziennie
6. Codziennie błonnik i skrzyp, magnez co drugi dzień [tabletki ;) ]
7. Ćwiczenia zgodnie z rozpiską (na dole)
8. Staram się wykorzystywać każdą możliwość do ruchu (sprzątanie, pomoc domowa, itp.)
9. Stosuję odżywkę do paznokci (moje małe, popękane biedactwa)
10. Nie popadam w paranoję
AD.7. PLAN ĆWICZEŃ
Dopamina szaleje (Hormon motywacji do działania ~KLIK~), endorfiny (hormony szczęścia) rozsadzają mi żyły.
Dawno nie czułam się tak dobrze. Już chyba wiem, dlaczego wtedy (dawno, dawno, dawno, dawno [...] temu) tyle ćwiczyłam.
Zaczął się sierpień. Nowy miesiąc, nowe wyzwania, nowe cele = Nowa walka.
Nie robię podsumowania sierpnia, bo w sumie, nie miałabym czego sumować. Zważę się jutro i to będzie taka waga 'początek sierpnia'.
~~ . ~~
Miałam się z Wami podzielić moim planem, więc oto on:
1. Bilanse do 600kcal
2. Wliczam owoce i warzywa
3. Nie jem po 18
4. Spalam 'nad kalorie'
5. Minimum 1,5l wody dziennie
6. Codziennie błonnik i skrzyp, magnez co drugi dzień [tabletki ;) ]
7. Ćwiczenia zgodnie z rozpiską (na dole)
8. Staram się wykorzystywać każdą możliwość do ruchu (sprzątanie, pomoc domowa, itp.)
9. Stosuję odżywkę do paznokci (moje małe, popękane biedactwa)
10. Nie popadam w paranoję
AD.7. PLAN ĆWICZEŃ
~~ . ~~
Bilans:
- pół Jogusia truskawkowego (165) z płatkami (55)
- fasolka szparagowa (50)
- fasolka szparagowa (50)
- - - - - - -
- pół Jogusia jagodowego (165)
Razem: 435kcal/600
Ćwiczenia:
- 5pompek
- 10nożyc
- 30 brzuszków
- 60 skrętoskłonów, unoszeń i (wymachów?)
- PopPilates
- ThinGap
Day 1 -zaliczony
~~ . ~~
Skopiowałam sobie od Gąsieniczki (klik) listę 100 książek, które według BBC trzeba przeczytać. Już wcześniej widziałam ją na stylowych chyba, ale nie chciało mi się jej przepisywać. Więc Bardzo Ci Gąsieniczko dziękuję, że ty nie jesteś takim leniem :)
Właśnie odkurzyłam cały dom ("Siedzisz tylko przed tym komputerem i nic nie robisz, ale jak matka prosi o pomoc to nie ma"). Więc domek lśni.
Co do bilansu to może ulec zmianie. (Nagłe olśnienie.) Ta kreska w bilansie (- - - -) oddziela to co już zjadłam, od tego co zamierzam zjeść.
Przenieśmy się w zamierzchłe czasy starego bloga. Pamiętacie z niego cokolwiek? Wątpię. A więc mam taką 'koleżankę'. Jak ją opisać żeby nie brzmiało to obraźliwie? Jest infantylna i bardzo przejmuje się ocenami. Nie uczy się a potem narzeka, że ma złe stopnie. A gdy ja dostanę lepszy, to mam wrażenie, że ona chce mnie udusić. Ale przejdźmy do sedna. Ona nie jest gruba. Jest normalna, ale uważa się za grubą. Za to ma obojczyki i bardzo bardzo wyraziste kości policzkowe. Boję się, że ona schudnie przez wakacje. Że będzie szczupła, albo nawet chuda. Tak strasznie się boję, że to ja będę tą grubszą. Dlatego do września muszę schudnąć do 52kg. Ew. Podczas ćwiczeń budują się mięśnie, które też swoje ważą, więc jeśli będę ważyć więcej niż te 52kg, ale wyglądać lepiej to nie będę się czepiać. Szkoda, że w miesiąc nie można zdobyć płaskiego brzuszka, no ale. "Przez jeden dzień nie przytyłaś, więc nie oczekuj, że przez jedną noc schudniesz". Coś w tym jest.Chyba jednak lekko wpadam w paranoję.
A wróćmy do parę postów wstecz. Pamiętacie? Chciałam gitarę. I będę ją miała. Około 30min. temu wysłałam e-maila na adres tego sklepu i właśnie otrzymałam odpowiedź. Bo nie mam konta na allegro i wysyłałam czy mogliby mi od tak wysłać a ja zapłacę przy odbiorze i zgodzili się :)
(*Niepohamowana radość*) (*Będę miała gitarę*) Dobra. Już się ogarnęłam :) W najlepszym wypadku będzie w poniedziałek, w najgorszym w środę. O jejciu, ale się cieszę.
Muszę dziś pojechać do biblioteki bo nie mam co czytać. Nie pytajcie się ile przeczytałam książek przez lipiec bo będziecie przerażone :D
Kocham Was i Dziękuję, że jesteście ze mną =]
Właśnie odkurzyłam cały dom ("Siedzisz tylko przed tym komputerem i nic nie robisz, ale jak matka prosi o pomoc to nie ma"). Więc domek lśni.
Co do bilansu to może ulec zmianie. (Nagłe olśnienie.) Ta kreska w bilansie (- - - -) oddziela to co już zjadłam, od tego co zamierzam zjeść.
Przenieśmy się w zamierzchłe czasy starego bloga. Pamiętacie z niego cokolwiek? Wątpię. A więc mam taką 'koleżankę'. Jak ją opisać żeby nie brzmiało to obraźliwie? Jest infantylna i bardzo przejmuje się ocenami. Nie uczy się a potem narzeka, że ma złe stopnie. A gdy ja dostanę lepszy, to mam wrażenie, że ona chce mnie udusić. Ale przejdźmy do sedna. Ona nie jest gruba. Jest normalna, ale uważa się za grubą. Za to ma obojczyki i bardzo bardzo wyraziste kości policzkowe. Boję się, że ona schudnie przez wakacje. Że będzie szczupła, albo nawet chuda. Tak strasznie się boję, że to ja będę tą grubszą. Dlatego do września muszę schudnąć do 52kg. Ew. Podczas ćwiczeń budują się mięśnie, które też swoje ważą, więc jeśli będę ważyć więcej niż te 52kg, ale wyglądać lepiej to nie będę się czepiać. Szkoda, że w miesiąc nie można zdobyć płaskiego brzuszka, no ale. "Przez jeden dzień nie przytyłaś, więc nie oczekuj, że przez jedną noc schudniesz". Coś w tym jest.
A wróćmy do parę postów wstecz. Pamiętacie? Chciałam gitarę. I będę ją miała. Około 30min. temu wysłałam e-maila na adres tego sklepu i właśnie otrzymałam odpowiedź. Bo nie mam konta na allegro i wysyłałam czy mogliby mi od tak wysłać a ja zapłacę przy odbiorze i zgodzili się :)
(*Niepohamowana radość*) (*Będę miała gitarę*) Dobra. Już się ogarnęłam :) W najlepszym wypadku będzie w poniedziałek, w najgorszym w środę. O jejciu, ale się cieszę.
Muszę dziś pojechać do biblioteki bo nie mam co czytać. Nie pytajcie się ile przeczytałam książek przez lipiec bo będziecie przerażone :D
Kocham Was i Dziękuję, że jesteście ze mną =]
poniedziałek, 21 lipca 2014
Czyż jest lepszy czas na zmianę niż poniedziałek?
Ohayo!
Obudziłam się rano z tą myślą. Przetrwać. Dziś jest ten dzień. Ten, w którym wszystko zmienię.
I tak się stało.
Podjęłam decyzję.
1. Jem minimum 400kcal, maximum 750kcal. (Jakby kogoś ciekawiło dlaczego tak, to max obliczyłam sobie na kalkulatorze)
2. I ćwiczę. Jak dawniej.
Szkoda, że dziś nie zrealizowałam pierwszego postanowienia...
Bilans:
- dwa kawałki arbuza - 50kcal
- dwa jabłka - 72kcal
- warzywka na patelnię na wodzie ~ 100kcal (spójrzmy prawdzie w oczy. Na 100% tyle ich tam nie było, no ale wolę zawyżyć, niż zaniżyć)
- banan - 115kcal
Rzem: 337kcal
Może dobiję do 400kcal, ale szczerze w to wątpię, bo ten banan to jest dopiero w moich planach.
Ćwiczenia:
-5 pompek (jakby kogoś ciekawiło to szalona Hana robi pompki męskie)
- 60 - przysiadów, brzuszków i motylków
- 120 - unoszeń i skrętoskłonów
Ćwiczę już tak chyba 4 dzień z rzędu, więc mogę powiedzieć, że wracam do czasów świetności. Wszystkowidząca Melodyjko, nie mówiłam, że mi się uda? : )
Jak to jest, że gdy jestem głodna mam więcej energii? Może kiedyś rozwiążę tą zagadkę.
Muszę się iść pakować. Jutro o godz.23. wyjeżdżamy nad morze. Aczkolwiek dodam jutro posta. Planuję jutro dzień na jogurtach, ale nie wiem czy mi wyjdzie. Nad morzem będę przez tydzień i nie wiem, czy będę mieć tam WiFi, ale na wszelki wypadek biorę laptopa.
Zamknęłam rozdział porażek.
I już do nich nie wrócę.
Od dziś przede mną stoi zwycięstwo.
Wiecie co zrobiłam?
Ścięłam włosy.
Do ramion.
No cóż. To przecież "tylko" 25cm krócej.
Jak to mówią, chcesz coś zmienić, to zacznij od fryzury :P
Niech motywacja będzie z Wami =]
Obudziłam się rano z tą myślą. Przetrwać. Dziś jest ten dzień. Ten, w którym wszystko zmienię.
I tak się stało.
Podjęłam decyzję.
1. Jem minimum 400kcal, maximum 750kcal. (Jakby kogoś ciekawiło dlaczego tak, to max obliczyłam sobie na kalkulatorze)
2. I ćwiczę. Jak dawniej.
Szkoda, że dziś nie zrealizowałam pierwszego postanowienia...
Bilans:
- dwa kawałki arbuza - 50kcal
- dwa jabłka - 72kcal
- warzywka na patelnię na wodzie ~ 100kcal (spójrzmy prawdzie w oczy. Na 100% tyle ich tam nie było, no ale wolę zawyżyć, niż zaniżyć)
- banan - 115kcal
Rzem: 337kcal
Może dobiję do 400kcal, ale szczerze w to wątpię, bo ten banan to jest dopiero w moich planach.
Ćwiczenia:
-5 pompek (jakby kogoś ciekawiło to szalona Hana robi pompki męskie)
- 60 - przysiadów, brzuszków i motylków
- 120 - unoszeń i skrętoskłonów
Ćwiczę już tak chyba 4 dzień z rzędu, więc mogę powiedzieć, że wracam do czasów świetności. Wszystkowidząca Melodyjko, nie mówiłam, że mi się uda? : )
Jak to jest, że gdy jestem głodna mam więcej energii? Może kiedyś rozwiążę tą zagadkę.
Muszę się iść pakować. Jutro o godz.23. wyjeżdżamy nad morze. Aczkolwiek dodam jutro posta. Planuję jutro dzień na jogurtach, ale nie wiem czy mi wyjdzie. Nad morzem będę przez tydzień i nie wiem, czy będę mieć tam WiFi, ale na wszelki wypadek biorę laptopa.
Zamknęłam rozdział porażek.
I już do nich nie wrócę.
Od dziś przede mną stoi zwycięstwo.
Wiecie co zrobiłam?
Ścięłam włosy.
Do ramion.
No cóż. To przecież "tylko" 25cm krócej.
Jak to mówią, chcesz coś zmienić, to zacznij od fryzury :P
Niech motywacja będzie z Wami =]
czwartek, 19 czerwca 2014
Nowa, ale znana
Ohayo!
Czyli w skrócie: "Dzień dobry". Tak się będę z Wami witać.Bo straciłam swoje ulubione powitanko. Nad "o" powinna być taka falująca linia, ale nie zwracajmy uwagi na szczegóły.
Dobra, to teraz wypada się przedstawić.
Jestem Hana Kaosu (z jap. Kwiat Chaosu). Mam 15 lat - a w każdym bądź razie niedługo będę mieć. Życie osobiste, zostawiam dla siebie choć bardzo bym chciała podzielić się nim z Wami. Pomimo iż mam tylko 15 lat jestem tak jakby niańką do dziecka. Mam ograniczoną swobodę w domu. Problemy psychiczne i anime, które odciąga mnie od szarej rzeczywistości. Mam 164cm wzrostu a zważę się dopiero w sobotę. Spodziewajmy się ok.55kg.
Moją thinspiracją jest Lana Del Rey:
Bilans:
-ś- owsianka - 205kcal
-o- kiełbasa z grilla, pół kromki chleba i łyżeczka ketchupu - 190kcal
Na razie zjadłam tylko śniadanie, obiad przede mną. Mamie zamarzył się grill. Jedzenie z grilla jest nawet 'dietetyczne' jeśli je dobrze przyrządzić.
Wspaniale. Zmieściłam się w 400kcal. Ach. Dlaczego akurat 400kcal? Taką propozycję zrobiłam Melodyjce (znacie ją).
Miód mnie woła, ale nie poddam mu się. Co by powiedziała Melodyjka jakby się dowiedziała, że już pierwszego dnia zawaliłam?
Ćwiczenia:
- 15 pompek
- 50 nożyc
- 70 motylków
- rest: brzuszki, przysiady, unoszenie.
- 200 skrętoskłonów
- 8 minute legs
8 minute legs jest genialne. Kiedyś Wam wstawię z tego zestawu ćwiczenia. Jak moje wrażenia? Mniej tłuszczyku w dwa tygodnie :)
Plan na 19.06 - 27.06.
- jem od 400 do 500kcal
- piję dużo płynów
- ćwiczę
- codziennie notka
- cel na 27.06.: 52kg
Plan na 28.06. - 15.07. (wyjazd na wakacje?Wtajemniczeni zrozumieją)
- jem jak najmniej - może być ciężko. Ten wyjazd to taka... kolonia. I opiekunowie bardzo pilnują z jedzeniem.
- piję minimum 1,5l płynów dziennie
- bez postów (brak internetu)
- cel: postaraj się nie przytyć. A jeśli będzie więcej niż 2kg niż przed wyjazdem, to nie chciałabym być tobą.
Idę pododawać Wasze blogi. Nie obraźcie się, ale pod Waszymi najnowszymi postami zostawię linkt do tego bloga.
Trz.... eee.... Sayonara! =]
PS. Czy czcionka jest dobra? Czy raczej kiepsko się ją czyta?
Czyli w skrócie: "Dzień dobry". Tak się będę z Wami witać.
Dobra, to teraz wypada się przedstawić.
Jestem Hana Kaosu (z jap. Kwiat Chaosu). Mam 15 lat - a w każdym bądź razie niedługo będę mieć. Życie osobiste, zostawiam dla siebie choć bardzo bym chciała podzielić się nim z Wami. Pomimo iż mam tylko 15 lat jestem tak jakby niańką do dziecka. Mam ograniczoną swobodę w domu. Problemy psychiczne i anime, które odciąga mnie od szarej rzeczywistości. Mam 164cm wzrostu a zważę się dopiero w sobotę. Spodziewajmy się ok.55kg.
Moją thinspiracją jest Lana Del Rey:
Bilans:
-ś- owsianka - 205kcal
-o- kiełbasa z grilla, pół kromki chleba i łyżeczka ketchupu - 190kcal
Na razie zjadłam tylko śniadanie, obiad przede mną. Mamie zamarzył się grill. Jedzenie z grilla jest nawet 'dietetyczne' jeśli je dobrze przyrządzić.
Wspaniale. Zmieściłam się w 400kcal. Ach. Dlaczego akurat 400kcal? Taką propozycję zrobiłam Melodyjce (znacie ją).
Miód mnie woła, ale nie poddam mu się. Co by powiedziała Melodyjka jakby się dowiedziała, że już pierwszego dnia zawaliłam?
Ćwiczenia:
- 15 pompek
- 50 nożyc
- 70 motylków
- rest: brzuszki, przysiady, unoszenie.
- 200 skrętoskłonów
- 8 minute legs
8 minute legs jest genialne. Kiedyś Wam wstawię z tego zestawu ćwiczenia. Jak moje wrażenia? Mniej tłuszczyku w dwa tygodnie :)
Plan na 19.06 - 27.06.
- jem od 400 do 500kcal
- piję dużo płynów
- ćwiczę
- codziennie notka
- cel na 27.06.: 52kg
Plan na 28.06. - 15.07. (wyjazd na wakacje?
- jem jak najmniej - może być ciężko. Ten wyjazd to taka... kolonia. I opiekunowie bardzo pilnują z jedzeniem.
- piję minimum 1,5l płynów dziennie
- bez postów (brak internetu)
- cel: postaraj się nie przytyć. A jeśli będzie więcej niż 2kg niż przed wyjazdem, to nie chciałabym być tobą.
Idę pododawać Wasze blogi. Nie obraźcie się, ale pod Waszymi najnowszymi postami zostawię linkt do tego bloga.
Trz.... eee.... Sayonara! =]
PS. Czy czcionka jest dobra? Czy raczej kiepsko się ją czyta?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















