Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2014

Na drodze do zdrowia?

Ohayo!


Jak w tytule. Tak często zmieniam zdanie. Narazie działam bez konkretnego planu. Plan diety mamy? Mówiłam, że ona długo nie wytrzyma. W jej pracy ciężko o jakąkolwiek stałość. Ale ja nie o tym. Dalej jestem w szoku postojem wagi. Oczywiście szoku pozytywnym. W moim mózgu było zakodowane 800kcal=za dużo = nie chudniesz= tyjesz. A teraz na moich oczach dokonuje się równanie 800kcal = dalej poniżej zapotrzebowania = i tak chudniesz. I ogólnie w mojej głowie zrodziła się myśl:
Wszyscy obiecują, że wyjdą z niskich bilansów. Nikt nie wychodzi. Wszystkie boją się, że przytyją. Ktoś musi być tą pierwszą. Dlaczego nie ty? Z 500kcal wskoczyłaś na 800kcal i nic się nie stało. No dobra, te 0,5kg to jest mrugnięcie okiem. Pomyśl. Jesteś w tym od października 2013r. Co osiągnęłaś? Ważyłaś 50kg na starcie. Powiedzmy sobie szczerze. Tylko nogi miałaś wtedy chudsze. Odrobinkę. To dwa/trzy tygodnie 8minute i pstryk już jesteś lepsza. Do jakiej wagi doszłaś przez te 10miesięcy 58kg? Aplauz. Jestem dumna. A teraz pomyśl tak szczerze. Wiesz dlaczego tak się stało? Bo za mało się starałaś? Nie kochana. Popadłaś w krąg. Malutko, umiarkowanie i bardzo dużo kcal. Czasem wplatałaś tam głodówki. Teraz już prawie tydzień jesz 800kcal. Czasem ciut więcej. Czujesz różnicę? Czuję. Kiedy? Gdy włączam radio i chcę tańczyć. Patrzę w lustro i nie widzę obrzydliwej besti. A co widzisz? Widzę dziewczynę. Z ciemnymi włosami do ramion i niezidentyfikowanym kolorem oczu. Gdy na nią patrzę wkrada się myśl "Lepiej by wyglądała, gdyby schudła". Ale wtedy drugi głos mówi: "I co jej to da?" Schudnięcie i taki tok myślenia nic mi da. Muszę pracować nad sylwetką. 

Kto się ze mną założy, że przy wadze 45kg i tak uważałabym się za 'zbyt grubą'?
Pewnie nikt, bo to zbyt oczywiste, a każdy zna już ten scenariusz.

A więc. Co ja widzę w twej przyszłości... To znaczy kiedy? Gdy skończysz pisać posta i aż do końca Twojej przygody, aż osiągniesz swoje cele a ten blog zmieni się w dziennik. Dziennik szczęśliwej dziewczyny, która wygrała życie. Bo balansowała na krawędzi życia i śmierci. Ale ktoś ją popchnął. Popchnął, i dzięki tej osobie poślizgnęła się na granicy i wpadła w życie. A teraz mi nie przerywaj. Widzę dietę. od 800 do 1000kcal. Maksymalnie 1200kcal minimalnie 700kcal. I widzę ćwiczenia. Oczywiście wyzwanie. Te 30 dni. To miesiąc próby. Miesiąc pracy nad sobą. Miesiąc trudu i łez. Ale również mam nadzieję, miesiąc zwycięstwa. Miesiąc, który wniesie do Twojego życia doświadczenie.
Wiem, że będzie ciężko. Wiem, że przez pierwsze dni waga może skakać. Wiem, że będziesz cierpieć, ale wiem również, że dasz radę. A pewnego dnia. W szkole. Na długiej przerwie. Zjesz drożdżówkę. Tak słońce, tą pyszną drożdżówkę, do której Twój tato dodaje jakiejś magii. Wiem, że teraz ta wizja napawa Cię przerażeniem, i wiem, że z czasem to uczucie zgaśnie.

Nie napiszę, że mam łatwiej niż Wy. Nie napiszę, że nigdy nie byłam w tym tak głęboko, bo tylko ja wiem co się działo w mojej głowie. Tylko ja wiem jak czekałam do późnej nocy aż wszyscy zasną by wykonać swoje ćwiczenia. Jak wychodziłam z domu, gdy babcia gotowała. Jak okłamywałam rodziców mówiąc "Byłam w szkole na obiedzie". Bo dotarło to do mnie dopiero teraz. Okłamywałam ich przez prawie cały rok a nic mi to nie dało. Nic? Och przepraszam. Mam tylko parę blizn na udzie, z najgorszego okresu, o których wiem tylko ja i może niektórzy wtajemniczeni. Pamiętam moje paznokcie, łamiące się przy lekkim uderzeniu i rozdwajające przy pierwszej lepszej okazji. Pamiętam włosy, których niezliczone ilości wyciągałam dziennie ze szczotki. Oraz pamiętam siłownię. Pamiętam Ko (taka jedna koleżanka z klasy którą lubię) "Hano, starczy Ci bo padniesz" "Jeszcze tylko minutka" A to była bieżnia. Minutka zmieniła się w dwie, a dwie w trzy, aż licznik pokazał 200spalonych kalorii. Po czym zeszłam i pociemniało mi przed oczami. Ile wtedy wynosiły moje bilanse? 500kcal było barierą nie do przebicia. Niczym w Gothic'u (taka gra) próbujesz przejść przez barierę, razi Cię prąd. Proste równanie, nie możesz iść dalej, nie możesz jeść więcej. 

Nie napiszę, że mam łatwiej. Każdy ma tak samo trudno. Niedowaga nie oznacza anoreksji. To choroba psychiczna. Możesz być otyły klinicznie i ją mieć.

Pamiętajcie, że najtrudniej jest wykonać pierwszy krok.




*DDDDZ* *Drobna Dopiska Dla Dobrego Zrozumienia*
Zabrzmiało to jakbym chciała odejść.
Hahaahahaahhaahahahah
Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie ;)
Dalej daleka droga przedemną, ale najtrudniejszy kawałek już przeszłam. Przekroczyłam barierę.

Bilans:
- 1/3 woreczka ryżu brązowego (110) z jogurtem(165)
- dwa wafelki(8) + 2x pół plastra sera(40)
- 1/3 woreczka ryżu brązowego(110) z warzywkami na patelnię(nie oszukujmy sie w praktyce to na opakowaniu pisało "Zupa jarzynowa" xd co nie zmieni faktu, że potraktowałam to jako warzywka na patelnię(60)
- jabłko(40)
Razem: 533kcal
Ale dzień się jeszcze nie skończył :P Jeszcze mam w planach
- kawa z mamą(tak na prawdę to z mlekiem, a inka to nie kawa, a wypiję ją z mamą, w sensie w towarzystwie mamy)(30)
- wafel(40) i reszta jogurtu(165)
Razem: 768kcal
Nie dobiję. Trudno. Wybaczam sobie. Jutro zaszaleję.
Tia. Jutro Harry w tv. Jak przestanie padać to pójdę na ogród wykopię sobie kartofli i marchewki i je sobie upiekę. Będę miała chipsy ^^ A przynajmniej (nie)żałosną podróbkę, tego jakże kalorycznego przysmaku.

Ćwiczenia:
- 10 pompek
- 40 nożyc
- 50 brzuszków, przysiadów i motylków
- 100 unoszeń i skrętoskłonów
- 8 minute legs


B. praktycznie nic dziś nie zjadł. Kanapkę z serem(120) i kopytka(75) a mama nic mu na to. Głupi bachor. Dlaczego tylko mnie pilnują z jedzeniem. Stop. Pilnowali. Li. z jedzeniem. Głupie dziecko, głupie. To, że wczoraj rzygałeś nie znaczy, że dziś masz nic nie jeść.

Oddychaj. Co on Cię obchodzi? Ma bardziej widoczne obojczyki i wystają mu łopatki. On ma 11lat. Jego budowa się jeszcze zmieni. Jest szczuplejszy. Masz bardziej płaski brzuch. On waży 40kg. On jest dzieckiem. A ty. Ty w sumie też jesteś jeszcze dzieckiem, ale walczysz o wspaniałą sylwetkę. A co jeśli on się świadomie głodzi? Serio? B. świadomie głodzi? Nigdy nic nie wiadomo. Idź lepiej wypij tą kawę. Inka to nie kawa. I tu się zgodzę.

~~ . ~~

Jeszcze takie małe info: Do ludzi którzy mają moje gg. przez jakiś czas mnie nie będzie na nim. Mam gg w telefonie. Na którym aktualnie nie mam pamięci systemowej (o co chodzi, praktycznie nic na niej nie mam -_-") i nie mogę zaktualizować tej właśnie aplikacji.

Niech moc będzie z Wami.
(O 19 Gwiezdne wojny)
(-_-"" Masz prawie 15 lat)
(I czo z tego?) :D

wtorek, 12 sierpnia 2014

Day 7-11 WTF? ; Day 12 Work and Power

Ohayo!

Miałam na razie nie pisać... (Hana przewraca oczami) M. wiedz, że piszę tylko dlatego by zadowolić Twoją ciekawość :) Tylko od razu ostrzegam, że post jest długi oraz przeładowany negatywną i pozytywną energią :P

To tak. Środa:
Pojechałam, jestem u babci, wieczór (czyt.:17) no spoko. Przydałoby się coś zjeść. Idę do lodówki. What is that? Bigos, zupa, bałagan, stary ser, jakieś bliżej nie określone coś... Yyy. To ja dziękuję. Godzina później. Wróciła chrzestna.
***
Przerwa na reklamy.
Muszę Wam wyjaśnić sytuację mieszkaniową.
Mała wieś. Ok. 40-50 domów. Ulica przebiegająca przez środek. Interesuje nas tylko lewa strona drogi. 3 domy. Za nimi i obok nich las. Gęsty, mieszany z przerażającą ilością sosen, jak na mój gust rosnących za blisko domów. We wszystkich trzech domach mieszka rodzina Hany od strony mamy (heehe, zrymowało się). W jednym babcia z dziadziem, w drugim chrzestna a w trzecim: Prababcia, ciocia M i wujek Wi, ciocia AA i wujek W oraz Kr.
Kiedyś moja rodzina również tam mieszkała, w domku pierwszym. Babcia z dziadziem mieszkali z chrzestną. Dobrze, że teraz się przeprowadziliśmy tu. Na wieś nie wiele większą, bo ma tylko ok. 4000 mieszkańców :D
***
No spoko. No to idę do niej.
- Co zjesz na kolację?
- Nic.
- Ona nic nie jadła - wtrąciła babcia i wyszła.
Chrzestna otworzyła lodówkę. WTF? Jak to możliwe, że pół lodówki zajmują ciasta i jej różne wynalazki (zamiłowanie do nalewek i różnych dziwnych rzeczy). Pokroiła ciastka na spodek. Dobra moja wina wzięłam jedno i zjadłam. Taka głodna. Taka gruba. Potem wpadłam na chwilę do Kr. Z chwili zrobiła się 22:30. Wróciłam do chrzestnej (łii te 30m. oddzielające te domy) i  poszłam pościelić łóżko (można by rzec, że 5 osobowe) następnie zajęłam się sobą. Umyłam się, zęby itp. Wychodzę. "No nie mów, że umyłaś zęby?! Przecież jeszcze będziemy jeść!" Chciałabyś - pomyślałam i zaniosłam talerz z ciastkami który mi podała do pokoju, po czym szybko położyłam się spać. A w głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Zasnąć za nim przyjdzie". Nie czytajcie po między wierszami. Spałam z nią w jednym łóżku. Zawsze tak było jak tam przyjeżdżałam. I na litość boską. Zawsze tego nienawidziłam. No chyba, że spał tam również Kr ^^ .... ej przystopujcie, to mój kuzyn :P

Czwartek i Piątek:
Alleluja! Dziś nocuję u cioci. Pomińmy kwestie śniadania. Pomińmy kwestie jedzenia. Byłam szczęśliwa. U cioci zawsze jestem. Ciocia jest siostrą babci, więc nie łączy nas prawdziwe pokrewieństwo, ale pokrewieństwo krwi już tak, lecz mimo to nie pytajcie u której wolę przebywać. Zresztą, odpowiedź chyba znacie.
U cioci jest tak miło. Taka rodzinna atmosfera, którą potęguje fakt, że córka cioci (czyli ciocia AA) jest w ciąży. Termin na grudzień. Już jej zapowiedziałam, że wbijam na ferie zimowe pomagać przy dziecku :D
Czwartek: Był grill u chrzestnej z okazji jej imienin. F*CK! KWC złamane. Wypiłam Redsa. Jak 15 letnie dziecko może złamać Krucjatę?  Wujek W, proponował mi różne alkohole, ale odmówiłam. To wyglądało jak sylwester w tamtym roku. "Kr,  Hano. Widzicie? Tam jest barek. Bierzta co chceta" No dobra powiedział to trochę w dłuższej formie, ale przekaz był taki. Podczas mojej następnej wizyty może skorzystam :P

Sobota:
No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Z miną skazańca przenoszę rzeczy do chrzestnej a książkę i gitarę do babci.Godzina 8.
- O Hana, dobrze, że jesteś. Za domem jest groch. Wyłuskasz.
Oni jadą do miasta.
Wychodzę, idę za dom. 'o'  Wiaderko, pudełko i wielki kosz. Wszystko pełne grochu. Wzięłam wiaderko i idę łuskać. Poszłam na altankę do cioci. AA akurat obierała ziemniaki. Pół wiaderka wyłuskane. Babcia z dziadziem wychodzą z domu.
- A B. (mój brat) gdzie? Dlaczego nie łuska? - powiedziała AA
- On ma wakacje, fil w domu ogląda. - Odpowiedziała babcia.
Cioci po prostu słów zabrakło. A potem zaczęła mówić, że ja przecież też mam wakacje, co babcia pozostawiła bez słowa i poszła.
Reszta jest nie ważna. Ciocia zmusiła mojego brata do wyjścia z domu. Było trochę krzyku. Mały głupi idioto, ona jest w ciąży! Ale wyłuskał pół kosza i zwiał do domu. Zjadłam obiad u cioci i łuskałam dalej.
Godzina parenaście minut po 13.
Hana dalej łuska. Babcia przyjeżdża i wyśmiewa się z niej, że tyle to jej zajęło. Ale nie pomogła. Gł*pia. Gł*pia. Gł*pia. Wiem, że kiedyś pożałuję tych wyzwisk, ale na prawdę mam o niej takie mniemanie. Zajęło mi to do 14. Pomogła mi trochę prababcia. Ciocia musiała się zająć domem bo wujostwa też nie było. Ale nawet gdyby byli a ona by mi nie pomogła, nie miałabym żalu.
Wieczór u chrzestnej. Krzyk. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Kreska na ręce. Malutka. Wygląda jakby mnie kot podrapał. Ale ulżyło. Główny cel osiągnięty.

Niedziela.
Dalej u chrzestnej. Kościół, Msza Święta, cmentarz.
- Dziadziu, pożyczysz zapałki? Bo zapaliłabym znicza u dziadzia(od strony taty), bo jest knot, ale się nie pali.
- Nie mam zapałek, ale w samochodzie jest zapalniczka.
- Och, dzięki - niemal wyczułam myśli babci " Nie denerwuj go, przecież już jedziemy do domu". - Dziękuję, ale nie pójdę. Przecież nie będziecie na mnie czekać.
To wydarzenie chyba najbardziej ciąży mi na sercu. Dziadzia(od strony taty) nie pamiętam za dobrze. Tylko cztery sceny związane z nim. 1. Biegnę przez jego podwórko, on stoi z koniem. Podbiegam, on daje mi czekoladę i mnie przytula. 2. Siedzimy (ja, tata i małyB) w szpitalu na krzesłach. Nie chcieli nas wpuścić. Mama mogła wejść, bo jest z tych sfer. 3. On leżący w trumnie. 4. Moja rozmowa z mamą (miałam 6 lat) - Mamuś, czy skoro dziadzio umarł, nie mogę ubierać się na czerwono?
Czasem śni mi się inna sytuacja... która mogłaby być prawdziwa, ale ja nie miałabym prawa jej widzieć. Widzę dziadzia, idącego przez swoją kuchnią. Nagle przystaje, łapie się za serce i upada. Koniec.
***
Jeśli coś wspominacie, z jakiej perspektywy to widzicie?
1. Wszystko widzę swoimi oczami.
2. Wszystko widzę z góry. (Jak to określił mój tato 'Tak jakby duszyszka z Ciebie wypłynęła i widziała wszystko z nad ciebie')
Ja widzę wszystko z drugiej perspektywy. Po tym jak przeczytałam serię książek "Wilczy Brat" Myślałam, że może też jestem wędrującym duchem jak Toraq. Ale mi przeszło :P
***
Przez praktycznie większość czasu pomagałam chrzestnej w przygotowaniu drugiego przyjęcia dla jej koleżanki. Żadnego dziękuję, niczego. Tylko mnie obrażała, że nie umiem nic zrobić dobrze, że matka w domu nic mnie nie nauczyła. Miałam ochotę rzucić się jej do gardła krzycząc "Nie waż się obrażać mojej mamy! Jest o wiele lepsza od Ciebie!!" Ale się opanowałam. Nawet bez ostrzałeczki.
Przyjechali moi rodzice. Ciocia A i wujek W chcieli żebym została. Powiedziałam do Cioci na ucho, że gdybym mogła zostać u nich a nie u chrzestnej, to zostałabym bez namysłu. "Rozumiem" Powiedziała. A ja wiem, że zrozumiała.
Nie pojechaliśmy tych 30km. bo Kr. się nie chciało. Wyzywanie mnie od grubych zajęło mu zbyt dużo czasu.
Wróciłam do domu i wyżaliłam się ze wszystkiego mamie. Znów czuję tę nitkę łączącą nas. Ona ma problemy z cerą, większe niż ja i była u takiego kolesia i on powiedział, że musi być na diecie ścisłej. A ja jej powiedziałam, że wszyscy (no nie wszyscy ale dużo osób) nazywa mnie grubą i, że przechodzę z nią na dietę, przekonał ją argument, że sama nad morzem powiedziała mi, że mam gruby brzuch. Tą dietę ściślej opiszę jutro. Wiem tylko, że co drugi dzień brązowy ryż :)
PS. Dostałam okresu. Dobra niepokoiłam się, że go nie mam. Dostałam. Już może sobie iść.
Poniedziałek:
No dobra, ostatni dzień zawalania. I żarcie, aczkolwiek kontrolowanie ilości.
Wieczór: Co ja zrobiłam? Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Wyszło na to, że zrobiłam wszystkie wyzwania dzień pierwszy i trochę dodatkowych.

~~ . ~~

Dziś. Tak dużo energii. Tak dużo motywacji. Tak dużo efektu WoW. Tak dużo uczucia chudnę! Tyle pozytywnej energii w jednym miejscu :D

Bilans:
- kawa rozpuszczalna - (?) z 10kcal?
Razem: ok. 10kcal

Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 40 brzuszków, motylków i przysiadów
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts

Potem jeszcze zrobię ćwiczenia poprawiające kształt piersi(chociaż ich praktycznie nie mam xd) oraz coś na ramiona.

Z rana prawie uderzałam głową w ścianę myśląc "Co ty do ch*lery odwalasz? Tyle gadasz, że głodówki są złe, a sama to robisz." "Przymknij się głupi mózgu. Jest dobrze." I sama nie wiem w którą wersję wierzyć. A po za tym, to nie jest głodówka. Wypiłam kawę, a raczej dalej ją piję xd

Tak łatwo było dziś nic nie jeść od rana do 15 byłam w domu sama z B. i S. (zmieniłam inicjały B. to ten co ma 12 a S to ta kruszyna). Potem tato wrócił z pracy. A mama wróci ok. 20 więc będę 'po kolacji'. Jutro same jogurty. Więc bilans może być dość duży, ale jogurty mi nie zaszkodzą. Pamiętacie moje postanowienia? "Nie popadam w paranoję" Jogurt nic mi nie zrobi. Nawet jeśli coś mi szepcze, że ten jogurt równie dobrze może mnie zamordować w nocy. Wtf? Zamknij się głosiku. 

Szukacie motywacji? Stylowi.pl dział Sport i fitness. N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e. 

Nie powinnam pić kawy. Muszę kupić zbożową. Idę myć naczynia. Łiiii. To jest właśnie efekt wow. Czuję się niesamowicie. Mimo, że podczas ćwiczeń robiło mi się słabo. Jest moc. Moc, energia, gło-du-we-czka! Kurde, z moim mózgiem coś serio nie tak :D

Trzymajcie się ciepło. Pa =]




Ja już osiągnęłam swoje dno. Teraz muszę się wzbić pod samo niebo.

PS. Mojemu bratu zamarzył się AquaPark, mojemu dziadziowi wycieczka. Więc jedziemy w noc z czwartku na piątek do Krakowa do tego parku wodnego (kończ się okresie!), a potem do Zakopanego. Panie Boże chroń mnie. Mam lęk wysokości. Dla tych co byli w Polskich Tatrach. Morskie Oko ujdzie. Wiecie gdzie jest 'ceptostrada'? To jest szlak z Morskiego Oka do Szpiglasowej Przełęczy. Nie doszłam nawet do połowy, tylko popadłam w histerię bo chrzestna ciągnęła mnie tam siłą. Rozpłakałam się na trasie i powiedziałam, że dalej nie idę, a ona powiedziała, że na pewno nie jestem jej chrześniaczką. Wszystko działo się rok temu, a ja dalej pamiętam z wyrazistością 120% jak to wypowiada. Od tamtej pory nasze relacje spadły ( w moim miemaniu) na 0% a ją to może nawet nie zaciekawiło, jaką mi wtedy przykrość sprawiła. Przeszłość. Zapomnijmy. Spalmy. Jej zdanie już i tak mnie nie obchodzi. Jestem samodzielną jednostką! Zależy mi tylko na mojej rodzince (mama, tata, S. no B też ew.) rodzince z domku trzeciego, babci od strony taty i na chrzestnym. To moje miejsce pierwsze. Kocham. Kocham. Kocham. Gdybym kiedyś popadła w anoreksję, dla nich, a w szczególności dla S. mogłabym zacząć jeść.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Czyż jest lepszy czas na zmianę niż poniedziałek?

Ohayo!




Obudziłam się rano z tą myślą. Przetrwać. Dziś jest ten dzień. Ten, w którym wszystko zmienię.
I tak się stało.

Podjęłam decyzję.
1. Jem minimum 400kcal, maximum 750kcal. (Jakby kogoś ciekawiło dlaczego tak, to max obliczyłam sobie na kalkulatorze)
2. I ćwiczę. Jak dawniej.
Szkoda, że dziś nie zrealizowałam pierwszego postanowienia...

Bilans:
- dwa kawałki arbuza - 50kcal
- dwa jabłka - 72kcal
- warzywka na patelnię na wodzie ~ 100kcal (spójrzmy prawdzie w oczy. Na 100% tyle ich tam nie było, no ale wolę zawyżyć, niż zaniżyć)
- banan - 115kcal
Rzem: 337kcal
Może dobiję do 400kcal, ale szczerze w to wątpię, bo ten banan to jest dopiero w moich planach.

Ćwiczenia:
-5 pompek (jakby kogoś ciekawiło to szalona Hana robi pompki męskie)
- 60 - przysiadów, brzuszków i motylków
- 120 - unoszeń i skrętoskłonów

Ćwiczę już tak chyba 4 dzień z rzędu, więc mogę powiedzieć, że wracam do czasów świetności. Wszystkowidząca Melodyjko, nie mówiłam, że mi się uda? : )

Jak to jest, że gdy jestem głodna mam więcej energii? Może kiedyś rozwiążę tą zagadkę.

Muszę się iść pakować. Jutro o godz.23. wyjeżdżamy nad morze. Aczkolwiek dodam jutro posta. Planuję jutro dzień na jogurtach, ale nie wiem czy mi wyjdzie. Nad morzem będę przez tydzień i nie wiem, czy będę mieć tam WiFi, ale na wszelki wypadek biorę laptopa.




Zamknęłam rozdział porażek.
I już do nich nie wrócę.
Od dziś przede mną stoi zwycięstwo.

Wiecie co zrobiłam?
Ścięłam włosy.
Do ramion.
No cóż. To przecież "tylko" 25cm krócej.
Jak to mówią, chcesz coś zmienić, to zacznij od fryzury :P

Niech motywacja będzie z Wami =]

wtorek, 15 lipca 2014

Wróciłam :)

Ohayo!

Ależ ja za Wami tęskniłam.

Było fantastycznie. Po prostu brak mi słów by opisać jak cudownym doświadczeniem są rekolekcje, jak wspaniałych ludzi można poznać, czego można się dowiedzieć, jak można imprezować podczas AGAPE. Ogółem. Jaki jest najlepszy sposób na odstresowanie się, napełnienie pozytywną energią i "doładowanie baterii".

A teraz wróciłam.
I żałuję, że jestem tu a nie tam.
Bo tam była ta atmosfera przyjaźni, otaczali Cię uśmiechnięci ludzi, i ty również się uśmiechałaś.
Nie pamiętam kiedy przed rekolekcjami byłam szczerze szczęśliwa.

Miałyśmy wspaniałą animatorkę(opiekunkę). Ach. Było pięć grup, dwie chłopców po pięć osób, i trzy dziewcząt po dziesięć osób. A więc było pięcioro animatorów(opiekunów) i moderator(taki opiekun główny).

Czas mijał szybko i przyjemnie, aż nadeszła chwila pożegnania. Od jednej animatorki usłyszałam "Dobrze, że jesteś" a od mojej całą przemowę na temat tego, jak się cieszy, że mnie spotkała. Jeden animator (taki przystojny, ale zajęty ;P ) to po prostu poderwał mnie z ziemi i powiedział "Rośnij duża" :D
Czemu to tu piszę? Chcę to zapamiętać na zawsze.

Animatorzy byli w wieku od 18 do 21 lat. uczestnicy? 14-16, więc taka nie wielka różnica wiekowa. Można się było z nimi dogadać.

Powrót do teraźniejszości.

...

(Uwaga chaotyczny opis)
Ja chcę tam wrócić. Tylko przyjechałam do domu już krzyk, że wszystko robię źle. Oczywiście krzyczy mama. Nie wiem czemu ale tato jest bardziej... wyrozumiały? Nie. Raczej spokojny. Umie oddzielić swoje prywatne emocje, od tych skierowanych do nas. A zresztą, to nieważne.
Pamiętacie tą piosenkę z ostatniego posta? Britt Nicole "When She Cries".
Wiecie, że Britt Nicole, jest chrześcijanką i gra właśnie taką muzykę?

Dziewczyny, co się z Wami dzieje? Ja wracam z rekolekcji, myślę "teraz będzie super!" A u Was tak pesymistycznie! Co to ma być?

Bilansu z dziś nie chce mi się liczyć, ale wyglądał tak:
- 2x kromka chleba ziarnistego + 4 plastry szynki(taka tam szynka gotowany kryształ)
- pół miski zupy
-2x wafel z jogurtem
-2x jabłko
-10herbatników z miodem

Od razu mówię, że nie w tej kolejności :P Ćwiczenia z Holiday Challenege dzień 2.
Właśnie. Pamiętajcie Holiday Challenge się zaczęło :)

Dziewczyny. pamiętajcie, że cokolwiek się stało, zawsze mogło być gorzej :P
A tak na poważnie, to przecież od paru dni zawalania nic się nie stanie. Wiecie co? Przez te dwa tygodnie jadłam co chciałam i kiedy chciałam. Czekolada po 22? A czo mi tam. I wiecie ile ważę? 56,1kg. Tylko kilogram więcej niż jak wyjeżdżałam. Jutro sprawdzę wymiary, ale ogólnie jest dobrze. Przynajmniej ja tak odczuwam. "W zdrowym ciele zdrowy duch" A co jeśli mój duch jest uleczony, a ciało potrzebuje pomocy? ;) Jeszcze raz apeluję: To nie koniec świata! Jutro będzie lepsze!

Trzymajcie się!



piątek, 27 czerwca 2014

Już po wszystkim :)

Ohayo minna! (Cześć Wszystkim!)


Już po wszystkim. Po całej tej szopce z rozdaniem świadectw. Prawie 5,2 ach, skromna Ile razy jeszcze się pomylę i będę pisać ChI, po czym zorientuję się, że to już nie ten blog? skromna Hana. Nie mogę wytrzymać, jak mogę omijać życie prywatne? Już nie mogę. Tyko to się dzieje. Stare inicjały? Nie. Muszę wymyślić jakieś nowe. Kto zna mnie z tamtego bloga może pamięta dziewczynę z którą siedziałam w ławce? Tą przewrażliwioną na punkcie ocen, nazwiemy ją DW. No więc ona miała niższą średnią ode mnie. Potem stałam na korytarzu, wszyscy aż przyjdzie wychowawca i otworzy drzwi, a ona biegnie do mnie przez korytarz i się drze "Moje gratulacje" i wyciąga do mnie rękę. Niedojrzała, dziecinna. Ale czy mi ją oceniać? Nie lubię jej. A muszę sprawiać wrażenie, że jest na odwrót. Mam coś takiego jak honor, więc jeśli mi coś powie w "sekrecie" to nikomu nie powiem, ale sama nic jej nie powierzę.

Bilans:
- jogurt 7zbóż i kromka pieczywa chrupkiego
- pare kawałków ptasiego mleczka
- 2x kromka chleba, plaster szynki i sera
- jabłko
Na 100% coś jeszcze zjem, mam ochotę na BigMilka, a czemu nie? Waga dalej wskazuje 54/55kg. Ustabilizowała się na moją korzyść. Powiem Wam szczerze, że jem ile chcę. Zaszła zmiana, bo bez wyrzutów. Mogę sięgnąć ręką po normalność, ale jej nie chcę. Na rekolekcjach będę jadła, ale bez przesady, potem jak wrócę HSGD (+ Ćwiczonka z Holiday Challenege). I bardzo mnie ciekawi czy dam radę schudnąć do poczatku roku szkolnego do 45kg, no ewentualnie 47kg.
Kto jest bardziej doświadczony ze stratą wagi? Dałabym radę?

Ćwiczenia:
- 10 pompek
- 20 wiosełek
- 50 nożyc i motylków
- 60 przysiadów
- 150 brzuszków
- 200 skrętoskłonów i unoszeń
- 8 minute legs
- ćwiczenia na thin gap

Zaraz pójdę sobie pokopać piłeczkę <3 aczkolwiek do ćwiczeń tego nie wliczam ^^




Trzymam Was za słowo, że o mnie nie zapomnicie.
Jutro już nie będzie notki, jeśli tam będzie WiFi, to wejdę przez telefon, i popatrzę co u Was. Wracam 15.07.. Kocham Was jak rodzinę, i wiedzcie, że będę tęskniła :*



Kochane:
Życzę Wam udanych wakacji, żebyście nie tylko wypoczęły, ale także osiągnęły swoje cele, i żebyście nie były dla siebie zbyt ostre.
Pamiętajcie, każda z Was jest piękna i wyjątkowa


Będę za Wami tęsknić
Wasza Hana Kaosu (Kwiat Chaosu) =]