Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 sierpnia 2014

Sprzeczności

Ohayo!

Piszę,chociaż miałam nie pisać. Dopóki moja waga nie osiągnęłaby 55kg, ale napisałam. Bo bez Was mi dziwnie. Nie tak. Nie mogę. A po za tym od 15.08. jem dziennie po ok. 800kcal. czasem więcej. A od powrotu moja waga stale stoi na 56,4kg. Cały czas. >800 kcal + brak ćwiczeń = umiarkowana waga. Jakim sposobem (?!) No dobra, to jest na plus dla mnie. Ale jak?! Jak do jasnej ch*lery? Jak? Dziś dołożę do tego pierwszy dzień wyzwań. Zaczynam je od początku. Ostatni raz.

~~ . ~~

Wycieczka. Emocje już osłabły. Z chęcią pokazałabym Wam zdjęcia (jeśli chcecie) w jakimś oddzielnym poście. (Albo założę Instagram, żeby pokazać Wam te zdjęcia)
Dzień 1.Najpierw pojechaliśmy na Słowację. Rozpadał się deszcz. (-_-") A potem jeździliśmy po jakiej drodze na której były same zakręty żeby dostać się do jakiejś jaskini. Pozytywne strony? Przejechaliśmy cały Słowacki Park Narodowy, przeszliśmy przez jaskinię lodową i przekroczyliśmy granicę. Poszukiwanie noclegu w Zakopanym skończyło się marznięciem w samochodzie do lekko po 20 aż wyjechaliśmy z obrzeży do wsi/miasta/cokolwiek-to-było obok gdzie znaleźliśmy pięcioosobowy pokoik. Wyskoczyliśmy do Zakopanego żeby kupić ciapy dla mamy (na pewno to jej wynagrodzi to, że nie była tu z nami). Chrzestna przegoniła nas przez całe Krupówki w tempie 'szybciej, nie ma czasu' a potem stała 20min. przy stoisku z oscypkami. Potem poszliśmy przed kino (7D). Poczytaliśmy oferty.
- Na co byś poszedł tatuś? - Hana
- No nie wiem. A co byś chciała? - Tata jak zawsze "Żeby Wam się podobało. Ja się dostosuję". Wtedy ja zazwyczaj włączam tok myślenia, co wybrałby tata. Idąc tym tropem doszłam do wniosku, że najbardziej pasowałoby mu coś w stylu akcja/horror
- Myślę, że horror. "Krwawa droga" lub "Nawiedzony Park Rozrywki" mogłoby być dobre.
- W (moja chrzestna), na co chciałabyś iść? - tato
- Obojętnie. Nie lubię tego kina w tym drugim jest większa sala. - chrzestna
- Przecież możemy iść tam. - tato
I poszliśmy. Tuż przy kinie zamówiliśmy pizzę, i tato powiedział, ze po nią przyjdziemy po seansie (7min. filmu. wooo.) Na drugi koniec Krupówek znów w tempie 'nie ma czasu'. Na miejscu okazało się, że tam jest inny repertuar. I mają kiepskie horrory. Poszliśmy na kiepski horror. Wyszliśmy.
- Tak szczerze, to zero rewelacji. - Spojrzał na mnie - Bez efektu wow. - Chyba tylko my rozumiemy ten żart :D
Poszliśmy po pizzę. I... no przecież już dawno powiedziałam, że nie jem tego typu rzeczy ;) Chrzestna też odmówiła, ale widziałam, że oczami pożarłaby całą. tato zjadł trzy kawałki a resztę B. "Jedz malutki, jedz na zdrowie" (~ Ayumi, chyba mamy takie samo odczucie co do rodzeństwa xd). Potem wróciliśmy do kwatery. Oczywiście nasz szofer (czytaj: mój i B. dziadzio, który potrafi przejechać całą Polskę bez zatrzymywania się na przerwy. I który zamiast łazić po Krupówkach wolał zostać w samochodzie) już na nas czekał. Po powrocie do kwatery ja udałam się do łazienki, B padł na łóżko jak nieżywy "Ależ ten chłopak musiał się zmęczyć" (Chyba jedzeniem.) a reszta rozłożyła się z jedzeniem. W łazience zrobiłam szybo 80przysiadów (Raz strzeliło mi tak w kolanie, że ja nie mogę, a potem już mnie wcale nie bolało xd) i wzięłam prysznic. Wchodzę do pokoju. Chrzestna pożera bułkę i pochylona nad stołem próbuje wessać pomidora. Ten obraz wbił mi się w pamięć z karteczką i myślą o treści Obżydliwość. Nie chcesz taka być. Zaczęłam pakować rzeczy do torby.
- Hano, zjedz coś - chrzestna.
- Nie jestem głodna. - A przynajmniej patrząc na Ciebie straciłam apetyt.
- Ale nic nie jadłaś. - Tato.
Skończyłam pakowanie i położyłam się spać.
Dzień 2. Pobudka. Nie to niemożliwe. Już? Poranna toaleta, szybkie śniadanie w postaci ryżu, który naszykowałam na drogę i dziwnego spojrzenia chrzestnej wyrażającego zadziwienie i inną ukrytą emocję. Jedziemy. Inwałd. Warownia. Robienie sznurka u powroźnika, miseczek u garncarza, serduszka u kowala, strzelanie z łuku, które łucznik skomentował "Bardzo dobrze Księżniczko". To było takie słodkie. Wszyscy mężczyźni (czy tak można tak nazywać osobników płci męskiej w wieku średni 22 lata?), którzy tam pracowali (kowal, powroźnik i łucznik) mówili do mnie per. Księżniczko *,* Cztery strzały. Trzy praktycznie w sam środek a jedna zboczyła z kursu. Łuk z naciągiem 15kg. Naciągał się tak gładziutko. Strzały frunęły jak po narysowanej trasie. Medżik. Czuję przeznaczenie. Tato po raz kolejny wysnuł teorię, że urodziłam się w złym wieku :D Park miniatur. Miniatury wszystkich obiektów z UNESCO i chyba nie tylko. Co było najlepsze? Chyba bieganie po labiryncie. 10 min w labiryncie to zdecydowanie za krótko. Następnie Oświęcim. Wystarczy mieć schizofrenię, (lub bujną wyobraźnię) aby usłyszeć krzyk ludzi. Rotunda jest pod tym względem bardziej wyrazista. Następnie podróż do Krakowa. Chrzestna ma tam przyjaciółki. Nocowaliśmy u jednej z nich w domu. Pokoik malutki. Dwa łóżka stół i szafa. Oraz duży kawałek podłogi. Ja oczywiście spałam na podłodze w śpiworze :P
Dzień 3. AquaPark. Nie mam z niego zdjęć. Chrzestna narzekała jaka to dla niej katorga tu być. A kto Ci tu do ch*lery kazał przychodzić. Zabawa na 102 aczkolwiek niekiedy było strasznie :P Chrzestna wyszła wcześniej, bo musiała jeszcze pogadać z koleżanką, która przyjechała specjalnie dla niej. Rzygam tęczą. I to ona zajęła się fotografowaniem. Bleeeee...Bleeee.....Bleeeee. Moje tłuste cielsko. Na fotografi wygląda jeszcze gorzej. Łzy stają mi w oczach, gdy myślę jak ona będzie pokazywać te zdjęcia. Potem powrót do domu. A może na zdjęciach wcale nie wyglądam 'gorzej'? Może na prawdę wyglądam jak wieloryb? Tłusta, gruba, brzydka, tłusta, gruba, brzydka, tłusta, gruba, brzydka (I nie chcę żebyście pisały, że wcale tak nie jest.


~~ . ~~

Wtorek. Nasza rodzina się sypie. Powstały trzy obozy. Obóz cioci. Obóz dziadzia i babci. Oraz obóz neutralny - moja rodzinka. Rodzina cioci buduje altanę. Odgrodzili się przez to od babci i dziadzia. Powstało piekło. Czytałyście może "Zemstę" A. Fredr'a? (Nie umiem odmieniać obcych nazwisk) Teraz to tak wygląda. Spór o mur. Dziadzio z babcią już planują zrobić wigilię oddzielnie. Zawsze byliśmy wszyscy razem. Teraz będzie inaczej. Złamiecie prababci serce. Usłyszałam to przypadkiem. Nie powinnam wiedzieć. Zbudziłam się. Czyżby mój instynkt? I usłyszałam jak dziadzio mówił to mamusi. "Niech się odwalą. Do czego są nam potrzebni" Skierowane w stronę obozu cioci. Tyle dni byłam silna. Wtedy stałam się słaba. Łzy potoczyły się po mojej twarzy. "Nie, nie, nie. To nie może być prawda" Zwijałam się na łóżku żeby tylko nie usłyszeli jak płaczę. Oczyściłam duszę. Teraz mogę być silna dalej.

~~ . ~~

Środa. B jest chory. Wymiotował. I nie będę się rozpisywać.
Nie będę liczyć dzisiejszego bilansu z dokładnością co do 1% ale wyniósł 800/900kcal.
Do września muszę ważyć 53kg.
Jutro się zważę i zrobię pomiary.
Do końca tego tygodnia max800kcal + ćwiczonka. Zobaczymy co z tego wyniknie :p

Dziękuję, że jesteście.
Potrzebuję Was =]




wtorek, 12 sierpnia 2014

Day 7-11 WTF? ; Day 12 Work and Power

Ohayo!

Miałam na razie nie pisać... (Hana przewraca oczami) M. wiedz, że piszę tylko dlatego by zadowolić Twoją ciekawość :) Tylko od razu ostrzegam, że post jest długi oraz przeładowany negatywną i pozytywną energią :P

To tak. Środa:
Pojechałam, jestem u babci, wieczór (czyt.:17) no spoko. Przydałoby się coś zjeść. Idę do lodówki. What is that? Bigos, zupa, bałagan, stary ser, jakieś bliżej nie określone coś... Yyy. To ja dziękuję. Godzina później. Wróciła chrzestna.
***
Przerwa na reklamy.
Muszę Wam wyjaśnić sytuację mieszkaniową.
Mała wieś. Ok. 40-50 domów. Ulica przebiegająca przez środek. Interesuje nas tylko lewa strona drogi. 3 domy. Za nimi i obok nich las. Gęsty, mieszany z przerażającą ilością sosen, jak na mój gust rosnących za blisko domów. We wszystkich trzech domach mieszka rodzina Hany od strony mamy (heehe, zrymowało się). W jednym babcia z dziadziem, w drugim chrzestna a w trzecim: Prababcia, ciocia M i wujek Wi, ciocia AA i wujek W oraz Kr.
Kiedyś moja rodzina również tam mieszkała, w domku pierwszym. Babcia z dziadziem mieszkali z chrzestną. Dobrze, że teraz się przeprowadziliśmy tu. Na wieś nie wiele większą, bo ma tylko ok. 4000 mieszkańców :D
***
No spoko. No to idę do niej.
- Co zjesz na kolację?
- Nic.
- Ona nic nie jadła - wtrąciła babcia i wyszła.
Chrzestna otworzyła lodówkę. WTF? Jak to możliwe, że pół lodówki zajmują ciasta i jej różne wynalazki (zamiłowanie do nalewek i różnych dziwnych rzeczy). Pokroiła ciastka na spodek. Dobra moja wina wzięłam jedno i zjadłam. Taka głodna. Taka gruba. Potem wpadłam na chwilę do Kr. Z chwili zrobiła się 22:30. Wróciłam do chrzestnej (łii te 30m. oddzielające te domy) i  poszłam pościelić łóżko (można by rzec, że 5 osobowe) następnie zajęłam się sobą. Umyłam się, zęby itp. Wychodzę. "No nie mów, że umyłaś zęby?! Przecież jeszcze będziemy jeść!" Chciałabyś - pomyślałam i zaniosłam talerz z ciastkami który mi podała do pokoju, po czym szybko położyłam się spać. A w głowie krążyła mi tylko jedna myśl "Zasnąć za nim przyjdzie". Nie czytajcie po między wierszami. Spałam z nią w jednym łóżku. Zawsze tak było jak tam przyjeżdżałam. I na litość boską. Zawsze tego nienawidziłam. No chyba, że spał tam również Kr ^^ .... ej przystopujcie, to mój kuzyn :P

Czwartek i Piątek:
Alleluja! Dziś nocuję u cioci. Pomińmy kwestie śniadania. Pomińmy kwestie jedzenia. Byłam szczęśliwa. U cioci zawsze jestem. Ciocia jest siostrą babci, więc nie łączy nas prawdziwe pokrewieństwo, ale pokrewieństwo krwi już tak, lecz mimo to nie pytajcie u której wolę przebywać. Zresztą, odpowiedź chyba znacie.
U cioci jest tak miło. Taka rodzinna atmosfera, którą potęguje fakt, że córka cioci (czyli ciocia AA) jest w ciąży. Termin na grudzień. Już jej zapowiedziałam, że wbijam na ferie zimowe pomagać przy dziecku :D
Czwartek: Był grill u chrzestnej z okazji jej imienin. F*CK! KWC złamane. Wypiłam Redsa. Jak 15 letnie dziecko może złamać Krucjatę?  Wujek W, proponował mi różne alkohole, ale odmówiłam. To wyglądało jak sylwester w tamtym roku. "Kr,  Hano. Widzicie? Tam jest barek. Bierzta co chceta" No dobra powiedział to trochę w dłuższej formie, ale przekaz był taki. Podczas mojej następnej wizyty może skorzystam :P

Sobota:
No cóż. Wszystko co dobre szybko się kończy. Z miną skazańca przenoszę rzeczy do chrzestnej a książkę i gitarę do babci.Godzina 8.
- O Hana, dobrze, że jesteś. Za domem jest groch. Wyłuskasz.
Oni jadą do miasta.
Wychodzę, idę za dom. 'o'  Wiaderko, pudełko i wielki kosz. Wszystko pełne grochu. Wzięłam wiaderko i idę łuskać. Poszłam na altankę do cioci. AA akurat obierała ziemniaki. Pół wiaderka wyłuskane. Babcia z dziadziem wychodzą z domu.
- A B. (mój brat) gdzie? Dlaczego nie łuska? - powiedziała AA
- On ma wakacje, fil w domu ogląda. - Odpowiedziała babcia.
Cioci po prostu słów zabrakło. A potem zaczęła mówić, że ja przecież też mam wakacje, co babcia pozostawiła bez słowa i poszła.
Reszta jest nie ważna. Ciocia zmusiła mojego brata do wyjścia z domu. Było trochę krzyku. Mały głupi idioto, ona jest w ciąży! Ale wyłuskał pół kosza i zwiał do domu. Zjadłam obiad u cioci i łuskałam dalej.
Godzina parenaście minut po 13.
Hana dalej łuska. Babcia przyjeżdża i wyśmiewa się z niej, że tyle to jej zajęło. Ale nie pomogła. Gł*pia. Gł*pia. Gł*pia. Wiem, że kiedyś pożałuję tych wyzwisk, ale na prawdę mam o niej takie mniemanie. Zajęło mi to do 14. Pomogła mi trochę prababcia. Ciocia musiała się zająć domem bo wujostwa też nie było. Ale nawet gdyby byli a ona by mi nie pomogła, nie miałabym żalu.
Wieczór u chrzestnej. Krzyk. Nie obchodzi mnie jej zdanie. Kreska na ręce. Malutka. Wygląda jakby mnie kot podrapał. Ale ulżyło. Główny cel osiągnięty.

Niedziela.
Dalej u chrzestnej. Kościół, Msza Święta, cmentarz.
- Dziadziu, pożyczysz zapałki? Bo zapaliłabym znicza u dziadzia(od strony taty), bo jest knot, ale się nie pali.
- Nie mam zapałek, ale w samochodzie jest zapalniczka.
- Och, dzięki - niemal wyczułam myśli babci " Nie denerwuj go, przecież już jedziemy do domu". - Dziękuję, ale nie pójdę. Przecież nie będziecie na mnie czekać.
To wydarzenie chyba najbardziej ciąży mi na sercu. Dziadzia(od strony taty) nie pamiętam za dobrze. Tylko cztery sceny związane z nim. 1. Biegnę przez jego podwórko, on stoi z koniem. Podbiegam, on daje mi czekoladę i mnie przytula. 2. Siedzimy (ja, tata i małyB) w szpitalu na krzesłach. Nie chcieli nas wpuścić. Mama mogła wejść, bo jest z tych sfer. 3. On leżący w trumnie. 4. Moja rozmowa z mamą (miałam 6 lat) - Mamuś, czy skoro dziadzio umarł, nie mogę ubierać się na czerwono?
Czasem śni mi się inna sytuacja... która mogłaby być prawdziwa, ale ja nie miałabym prawa jej widzieć. Widzę dziadzia, idącego przez swoją kuchnią. Nagle przystaje, łapie się za serce i upada. Koniec.
***
Jeśli coś wspominacie, z jakiej perspektywy to widzicie?
1. Wszystko widzę swoimi oczami.
2. Wszystko widzę z góry. (Jak to określił mój tato 'Tak jakby duszyszka z Ciebie wypłynęła i widziała wszystko z nad ciebie')
Ja widzę wszystko z drugiej perspektywy. Po tym jak przeczytałam serię książek "Wilczy Brat" Myślałam, że może też jestem wędrującym duchem jak Toraq. Ale mi przeszło :P
***
Przez praktycznie większość czasu pomagałam chrzestnej w przygotowaniu drugiego przyjęcia dla jej koleżanki. Żadnego dziękuję, niczego. Tylko mnie obrażała, że nie umiem nic zrobić dobrze, że matka w domu nic mnie nie nauczyła. Miałam ochotę rzucić się jej do gardła krzycząc "Nie waż się obrażać mojej mamy! Jest o wiele lepsza od Ciebie!!" Ale się opanowałam. Nawet bez ostrzałeczki.
Przyjechali moi rodzice. Ciocia A i wujek W chcieli żebym została. Powiedziałam do Cioci na ucho, że gdybym mogła zostać u nich a nie u chrzestnej, to zostałabym bez namysłu. "Rozumiem" Powiedziała. A ja wiem, że zrozumiała.
Nie pojechaliśmy tych 30km. bo Kr. się nie chciało. Wyzywanie mnie od grubych zajęło mu zbyt dużo czasu.
Wróciłam do domu i wyżaliłam się ze wszystkiego mamie. Znów czuję tę nitkę łączącą nas. Ona ma problemy z cerą, większe niż ja i była u takiego kolesia i on powiedział, że musi być na diecie ścisłej. A ja jej powiedziałam, że wszyscy (no nie wszyscy ale dużo osób) nazywa mnie grubą i, że przechodzę z nią na dietę, przekonał ją argument, że sama nad morzem powiedziała mi, że mam gruby brzuch. Tą dietę ściślej opiszę jutro. Wiem tylko, że co drugi dzień brązowy ryż :)
PS. Dostałam okresu. Dobra niepokoiłam się, że go nie mam. Dostałam. Już może sobie iść.
Poniedziałek:
No dobra, ostatni dzień zawalania. I żarcie, aczkolwiek kontrolowanie ilości.
Wieczór: Co ja zrobiłam? Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Wyszło na to, że zrobiłam wszystkie wyzwania dzień pierwszy i trochę dodatkowych.

~~ . ~~

Dziś. Tak dużo energii. Tak dużo motywacji. Tak dużo efektu WoW. Tak dużo uczucia chudnę! Tyle pozytywnej energii w jednym miejscu :D

Bilans:
- kawa rozpuszczalna - (?) z 10kcal?
Razem: ok. 10kcal

Ćwiczenia:
- 5 pompek
- 20 nożyc
- 40 brzuszków, motylków i przysiadów
- 8 minute legs
- Muffin Top Workouts

Potem jeszcze zrobię ćwiczenia poprawiające kształt piersi(chociaż ich praktycznie nie mam xd) oraz coś na ramiona.

Z rana prawie uderzałam głową w ścianę myśląc "Co ty do ch*lery odwalasz? Tyle gadasz, że głodówki są złe, a sama to robisz." "Przymknij się głupi mózgu. Jest dobrze." I sama nie wiem w którą wersję wierzyć. A po za tym, to nie jest głodówka. Wypiłam kawę, a raczej dalej ją piję xd

Tak łatwo było dziś nic nie jeść od rana do 15 byłam w domu sama z B. i S. (zmieniłam inicjały B. to ten co ma 12 a S to ta kruszyna). Potem tato wrócił z pracy. A mama wróci ok. 20 więc będę 'po kolacji'. Jutro same jogurty. Więc bilans może być dość duży, ale jogurty mi nie zaszkodzą. Pamiętacie moje postanowienia? "Nie popadam w paranoję" Jogurt nic mi nie zrobi. Nawet jeśli coś mi szepcze, że ten jogurt równie dobrze może mnie zamordować w nocy. Wtf? Zamknij się głosiku. 

Szukacie motywacji? Stylowi.pl dział Sport i fitness. N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e. 

Nie powinnam pić kawy. Muszę kupić zbożową. Idę myć naczynia. Łiiii. To jest właśnie efekt wow. Czuję się niesamowicie. Mimo, że podczas ćwiczeń robiło mi się słabo. Jest moc. Moc, energia, gło-du-we-czka! Kurde, z moim mózgiem coś serio nie tak :D

Trzymajcie się ciepło. Pa =]




Ja już osiągnęłam swoje dno. Teraz muszę się wzbić pod samo niebo.

PS. Mojemu bratu zamarzył się AquaPark, mojemu dziadziowi wycieczka. Więc jedziemy w noc z czwartku na piątek do Krakowa do tego parku wodnego (kończ się okresie!), a potem do Zakopanego. Panie Boże chroń mnie. Mam lęk wysokości. Dla tych co byli w Polskich Tatrach. Morskie Oko ujdzie. Wiecie gdzie jest 'ceptostrada'? To jest szlak z Morskiego Oka do Szpiglasowej Przełęczy. Nie doszłam nawet do połowy, tylko popadłam w histerię bo chrzestna ciągnęła mnie tam siłą. Rozpłakałam się na trasie i powiedziałam, że dalej nie idę, a ona powiedziała, że na pewno nie jestem jej chrześniaczką. Wszystko działo się rok temu, a ja dalej pamiętam z wyrazistością 120% jak to wypowiada. Od tamtej pory nasze relacje spadły ( w moim miemaniu) na 0% a ją to może nawet nie zaciekawiło, jaką mi wtedy przykrość sprawiła. Przeszłość. Zapomnijmy. Spalmy. Jej zdanie już i tak mnie nie obchodzi. Jestem samodzielną jednostką! Zależy mi tylko na mojej rodzince (mama, tata, S. no B też ew.) rodzince z domku trzeciego, babci od strony taty i na chrzestnym. To moje miejsce pierwsze. Kocham. Kocham. Kocham. Gdybym kiedyś popadła w anoreksję, dla nich, a w szczególności dla S. mogłabym zacząć jeść.

czwartek, 17 lipca 2014

Wakacje?

Ohayo!

Jak Ci mijają wakacje? Jakie wakacje? To my już mamy wakacje?
Właśnie tak to odczuwam.
Dwa tygodnie na rekolekcjach to nie był odpoczynek fizyczny, tylko psychiczny. Co nie zmienia faktu, że z każdym kolejnym dniem moja psychika jest coraz bardziej na podłamaniu.
Trawa skoszona. HK(taki nowy skrót...jeny...jak ja tęsknię za tamtym. Był o stokroć ładniejszy).
- HK! Choć tu!
- O co chodzi?
- Widzisz te kamienie? Trzeba je przewieźć tam.
- Ale po co?
- Na skalniak.
- Ale po co?
- Bo jak macie wolne to trzeba was trochę wykorzystać.
Czyli rozmowa z moją mamą.

Nie odbierzcie tego pesymistycznie. Piszę co myślę.

Nie wiem co ja tak w ogóle tutaj robię. Przez ten czas 'znormalniałam', nie chcę się głodzić. I ubolewam nad pewną sprawą. Jak patrzę ile kiedyś ćwiczyłam, już rozumiem co miałyście na myśli gdy pisałyście "WoW tyle ćwiczeń, podziwiam" Wtedy było to dla mnie malutko. Wykonywane od tak sobie. A teraz? Po drugim dniu Holiday wymiękłam. Stwierdziłam, że to nie dla mnie i przestałam.
Wczoraj był Kr.(pomińmy fakt, że na tym blogu nazwałam go jakoś inaczej):
- Idziesz poskakać na trampolinie - Kr.
- Nie - ja
- Dlaczego?
- Bo wstyd - Trampolina stoi teraz przed domem, i widać ją ze wszystkich stron, pomińmy fakt, dlaczego tam stoi.
- Ach, tłuszcz będzie drgał.
- Tak.
- Na Twoim miejscu też bym się wstydził.
- Txs men, ja na Twoim nie.

Ostatnio jestem cały czas głodna. Co z Tobą organizmie? Czyżbym miała tak samo jak Niewidzialna Gąsienica? Weszłam do kuchni(wczoraj) robię sobie kanapkę(czytaj: polewam chleb miodem) i wchodzi mama i zaczyna coś mówić, że cały czas tylko coś jem. Że zamiast najeść się raz a porządnie to cały czas coś ciamkam i żrę. I w tym momencie stanęłam na rozstaju dróg.
Ana czy zdrowie.
Nie wiem w którą dróżkę skręcić.
Nie mogę stać wiecznie na rozstaju.
Nie mogę balansować na krawędzi.
Wiem, że to moja decyzja. Tylko moja.
Ale Wy jesteście dla mnie jak rodzina i proszę Was o choćby malutkie słówko.
Co byście zrobiły na moim miejscu?

Za tydzień znowu mnie nie będzie bo jadę nad morze. Persephono pamiętasz? Mamy się spotkać ^^
To takie fascynujące, motylek w realu :)

Bilans(nie w tej kolejności)
- pół jogurtu - ~100kcal
- trzy paski czekolady - 270kcal
- kromka chleba z serem - 80kcal
- jabłko - 40kcal
Razem:490kcal
Od razu zastrzegam, że kcal przybędzie więcej.

Ćwiczenia:
Na razie nie będę pisać, aż do momentu gdy dotrwam do 'dawnej świetności'. Dobra sama się śmieję jak to czytam :D